ONA:

Nie lubię kina europejskiego (i właściwie każdego, poza amerykańskim – cóż, taki mam gust). Nie lubię obyczajówek. Nie lubię, gdy film podejmuje problematykę współczesnej moralności. Co wybrałam na wieczorny seans? Film francuski, który opowiada o nastoletniej dziewczynie, która z własnego wyboru zdecydowała się zostać luksusową prostytutką. I najgorsze jest to, że to dzieło mi się podobało!

Pierwsze wrażenie? Film bardzo sensualny, przyjemnie drażniący zmysły. Z zabarwieniem erotycznym, ale nie takim chamskim i wulgarnym. Już pierwsze sceny dość mocno zdradzają jaki to będzie film, bo piersi, seks i autoerotyzm pojawia się szybko. Wszystko osadzone w niebywale spokojnym klimacie, który utkany został w pięknych wnętrzach, z dopracowanymi kadrami, zdjęciami… Isabelle (Mariene Vacth) przebywa ze swoją rodziną i ich znajomymi na wakacjach. Właśnie kończy 17 lat, traci dziewictwo z letnią miłością i po powrocie do domu, już nic nie jest takie samo. Jej seksualność zostaje na tyle rozbudzona, że postanawia zostać luksusową prostytutką, specjalizującą się w zadowalaniu starszych mężczyzn. Jej stawka: 300 euro za numerek. Oczywiście, swoim klientom wciska kit, że ma 20 lat i studiuje na Sorbonie, a „to” jest wyłącznie dodatkiem do zwykłego życia. Reklamując się na Internecie za pomocą apetycznych zdjęć, jest smacznym kąskiem, a jej telefon puchnie z nadmiaru smsów od potencjalnych klientów. Na spotkanie przychodzi ubrana w eleganckie ciuchy, w łóżku jest potulna i spełnia zachcianki, potem prysznic, jeansy i kurtka, kasa do torby i idzie do domu, gdzie wchodzi w rolę spokojnej nastolatki, pilnej uczennicy. Nikt niczego nie podejrzewa. Aż do pewnego tragicznego spotkania, ze swoim stałym klientem – Georgesem, który w ekstazie umiera. Przestraszona nastolatka zwija swoje graty i ucieka. Po jakimś czasie w pracy jej matki pojawia się policja i cała sprawa wychodzi na jaw. Rodzicielka nie umie pojąć tego jak to jest, że dziewczyna z dobrego domu, w którym nie brakuje ani miłości, ani pieniędzy, zostaje dziwką, która na swoich usługach dorobiła się całkiem niezłej kasy. Podczas wizyty u terapeuty Isabelle wyjawia, że ją to po prostu kręciło. Nie robiła tego ani z przymusu, ani z powodu kasy, czy z chęci zwrócenia na siebie uwagi. Ją ta cała gra, te rozmowy, zaloty, po prostu kręci… Ale obiecuje zerwać ze swoją profesją i zacząć żyć jak normalna, przeciętna nastolatka… Cóż… Taki był przynajmniej plan.

Oglądałam ten film do 3 rano. Zachwycona jestem może nie tyle historią, bo tego typu fabuła jest dość oklepana i mimo wszystko prosta, ale totalnie przepadłam w klimat, który udało się zbudować twórcom. Ja zwracam uwagę na takie bzdety jak kostiumy, miejsca, wnętrza i to wszystko, co wchodzi w skład tła, planu pracy aktorów. Tu jest niesamowicie. Kwintesencja francuskiego życia, spowitego dymem papierosów, z winem leniwie osuwającym się po ściankach kieliszka, na ścianach gustowna sztukateria, na półkach książki, ciepłe światło lamp. Dla mnie świat idealny. Bardzo intymny, przyjemnie ciasny i przylegający – jeśli ktoś miał kiedyś na sobie ocieplane legginsy, to wie o czym mówię. Fabuła jest bardzo otwarta i myślę, że każdy to dzieło odbierze inaczej. Co jakiś czas pojawia się element zaskoczenia, ale my i tak jesteśmy wpatrzeni w główną bohaterkę, która jest po prostu przepiękna.

Jeśli miałabym wybrać jedno słowo, którym mogłabym opisać film „Młoda i piękna”, byłoby to słowo „zmysłowy”. To niezbyt ciężkie kino, które jest fajnie pokazane, fajnie opowiedziane, które nie ocenia, nie bawi się w moralizowanie. Wciąga.

ON:

Podziwiam Holandię za to, że zalegalizowali prostytucję i maryśkę, że pokazali, że można legalnie żyć z czymś, co w naszym i wielu innych krajach jest zabronione, zakazane, wręcz piętnowane. Zastanawiam się co jest złego w seksie za pieniądze. Jeśli laska lub koleś chcą dać dupy za kilka stów, to ich sprawa. Każdy orze jak może. Wiadomo, że muszą być spełnione pewne zasady, nie powinno dochodzić do patolstwa i zwyrodnień.

Wczoraj Paulina odpaliła nam dziwny film, ambitny, obyczajowy no i najważniejsze – francuski. Kiedyś już mieliśmy do czynienia z podobną opowieścią, zwała się ona „Sponsoring”. Tamto kino było spłycone i przekombinowane, ale i tutaj nie możemy mówić o wyjątkowej głębi. „Młoda i Piękna” to opowieść o 17 letniej dziewczynie – Isabelle. Pochodząca z dobrego domu nastolatka właśnie jest na wakacjach. Ten czas ma to do siebie, że robimy głupie, a czasem dziwaczne rzeczy, ona zrobiła je także. Przespała się z mężczyzną, a zdarzenie to odblokowało coś w jej głowie i zmieniło ją w nimfomankę.

Po powrocie do domu dziewczyna zmienia się nie do poznania. W sieci zamieszcza swoje ogłoszenie i zaczyna pracować jako prostytutka. Starannie wybiera swoich adoratorów, wszyscy są przeważnie ustatkowanymi, majętnymi mężczyznami, dla których wywalenie 300 czy 400 euro za szybki numerek nie jest wielkim problemem. Tak zaczyna się podwójne życie Isabelle. Widać, że seks sprawia jej przyjemność, a zaoszczędzone pieniądze mają być kołem ratunkowym. Pomimo tego, iż nie narzeka na brak gotówki, coś każe jej odkładać kasę na inne czasy. W szkole jest zwykłą nastolatką, ale traktuje swoich rówieśników z pewnym dystansem, można powiedzieć z pogardą. Dla niej kolesie ze szkoły nie są konkurencją dla jej klientów. Coś jest w tych mężczyznach, że tak bardzo ją pociągają. Jej osoba, jej ciało i oddanie seksualnym zabawom powoduje, iż pojawiają się sali bywalcy, a wszystko pod nosem rodziców.

Na drugim planie tejże opowieści jest rodzina Isabelle – jej matka, ojczym, brat. Każde ze swoimi problemami i demonami, których ona tak naprawdę nie chce oglądać. Niestety, gdy podczas jednego ze spotkań jej klient umiera na zawał, życie czwórki staje na głowie, a sekret nastolatki wychodzi na światło dzienne.

Mam problem z oceną tego dzieła. Jest to bardzo plastycznie opowiedziana historia o prostytucji i seksie. O tym, że czasami ktoś wybiera drogą potępioną przez innych i brnie przez nią pomimo zakazów i gróźb. Marine Vacth, wcielająca się w rolę Isabelle, jest dziewczęca, świeża i dziewicza. Pokazuje całą sobą istotę seksualnego oddania. Jeśli jednak patrzeć na to dzieło z innej strony, tej czysto filmowej, rozpatrywać pod względem kunsztu, to jednak czegoś tutaj brak, a historia wydaje się być jedną z wielu. Oceńcie sami.