ONA:

Jestem totalną hipokrytką!

Bo jak inaczej można mówić o sobie, gdy…

Chcieliśmy poczekać z recenzją całej sagi dopiero po obejrzeniu ostatniej części ostatniej części, ale wczorajszy wieczór spędziliśmy właśnie z Edkiem Wampirem i Bellą Otwartoustą.

Z książkami zetknęłam się podczas pisania mojej pracy magisterskiej, kiedy to tkwiłam w pedagogicznym książkowym bełkocie i jednocześnie miałam pracę i studia dzienne. Mój organizm domagał się czegoś lekkiego do przeczytania i okoliczne nastolatki poleciły mi ‘Zmierzch’. Pierwszy tom pożarłam, co sprawia, że mi wstyd do dziś, szczególnie, że drugi i trzeci tom zjadłam równie szybko. Czwarty poszedł mi gorzej. Ale dziś – nie o książkach (temat poruszymy, gdy przeczyta je Dawid, czyli nigdy).

Po pierwsze. Nie widziałam tego filmu w kinie. Dostałam go od kumpla w wersji średnio-legalnej. I myślałam, że to jakaś paździerzowa kopia, bo kolory przekłamane. Tymczasem okazuje się, że ten film jest zielonkawy. Wiadomo, klimat trzeba zachować. No i wyszło im to. Czuć wilgoć miasteczka, chłód z gór, całkiem niezłe kadry pokazane, szczególnie te wysoko w górach. Podobało mi się to bardzo, do tego stopnia, że chętnie zwiedziłabym Alaskę. I Norwegię. I inne miejsca w których z zasady jest bardziej ponuro, niż mniej.

Co do historii, to i w przypadku książki, i scenariusza (bo momentami są zupełnie różne), to ckliwa, romantyczna historyjka, do nastolatek albo innych kobiet, które są znudzone/same nie wiedzą czego chcą/marzy im się książę/cierpią na histerię/piszą swoją pracę magisterską i umysł domaga się czegoś lekkiego/mają PMS. Heloł, mam na imię Paulina, pasuję do Was. Myślę, że słowo, które najlepiej opisuje tą historię to ‘naiwność’. Książka jest naiwna. Film jest naiwny. Muzyka jest naiwna (sorry Muse). Bohaterowie są naiwni. A potem wszystkie dziewczynki, które to przeczytały/obejrzały też są naiwne. Nie moje drogie. Wampiry nie istnieją.

Bohaterowie. O właśnie.

Totalna skucha. Totalne przerysowanie. Smutny Edek i Bella trzepocząca rzęsami, jakby jej coś wpadło do oka. I do tego Kubuś Puchatek, czyli idealnie wyrzeźbiony Indianin, który w kontrakcie ma zapisane, żeby co 5 minut ściągał koszulkę (chociaż to dopiero w drugiej części się pojawiało).

Więc do małego miasteczka przyjeżdża nastolatka. Nie rozumie się za bardzo z ojcem, z rówieśnikami – dzień jak co dzień, wiem co mówię, pracuję z dzieciakami. Zakochuje się w uroczym chłoptasiu, który ma 17 lat od jakiegoś czasu (konkretnie od 1914 roku). Oczywiście, miłość jest niebezpieczna. Istnieje ryzyko, że młodą zje ukochany albo jego rodzina, albo inne wampirki (ruda jest hottah!). I tak przez kilkadziesiąt minut. Jakie czasy, takie romansidła.

Staram się być totalnie obiektywna. Ten film jest słaby. Aktorzy go pogrążają.

Dom Cullenów jest ładny. Alaska jest ładna. Jak wampir to Brad Pitt. I polecam parodię ‘Wampiry i świry’. Znikome różnice, a film o wiele śmieszniejszy.

Jestem totalną hipokrytką!

Bo jak inaczej można mówić o sobie, gdy pisze jedno, a myśli drugie.

Nie użyję słowa ‘uwielbiam’, bo jest ono zbyt duże. Za to ‘lubię’ będzie ok. Lubię, bardzo nawet, tą sagę. I czekam na ostatnią część ostatniej części. A potem sobie urządzę wieczór filmowy z wszystkimi odcinkami, podczas którego zjem litrowe lody, a Dawid wydłubie sobie oczy…

ON:

Zmierzch, pora dnia a właściwie już po zachodzie słońca. Taka chwila kiedy podobno wampierze wyłażą z trumny i będą wysysać krew. Tak jak sobie myślę o wampirach to widzę Drakulę Stockera do głowy przychodzi  Regis od Sapka, to wampiry od Anny Rice. Takie są wampiry. Hedonistyczne, kochające krew czasem trochę ludzkie lub z ludzką naturą walczące. Tak było do teraz. Od kilku lat obraz wampira umarł, ponieważ niejaka Pani Mayer stworzyła Twilighta, ba nawet całą sagę o święcących się krwiopijcach. Znaczy stworzeniach krew pijących ale z tymi znanymi nam wampirami mają one niewiele wspólnego.  Pani Mayer swoich krwiopijców stworzyła dla dzieci pokolenia Emo.

Mamy więc małe miasteczko gdzieś na pograniczu Alaski, wszędzie lasy jeziora i dziewczynę nową w mieście. Przyjezdna Bella, która non stop opuszcza głowę, zaczesuje włosy za ucho, która poradnik Emo zna od podstaw poznaje Edwarda. Edward jest mistrzem układania pianki na włosy, jest zimny, szybki i błyszczy się w świetle słonecznym. Dlaczego? Bo jest wampirem. Edward ma wampirzą szczęśliwą rodzinę, żyją sobie w wypasionej willi w lesie. Bajeczne życie wampira. Żyć nie umierać. Znaczy umrzeć i żyć. W tej sielance pojawia się wspaniała dzika miłość, pojawiają się wilkołaki i naga klata Jackoba, pojawiają się kłopoty. To tyle w ramach spojlerowania.

Wracając do samego pomysłu oraz filmów na podstawie książek. Jest to kino, które nie wnosi za wiele do historii kinematografii, wszystko jest przewidywalne. Idąc do kina przygotujcie się na 16-17 letnie fanki z obozu Jakoba lub Edwarda. Takie już jest to kino.

Ale jak by nie patrzeć na ostatnią część sagi do kina i tak pójdę. Bo ciekaw jestem jak Pani Mayer wybrnie z tej historii…