ON:
„Devil’s Knot” porównywany jest w recenzjach do „Rzeki tajemnic” w reżyserii Clinta Eastwooda. Niestety, to porównanie jest błędne. Atom Egoyan, reżyserujący film o morderstwie trójki chłopców, nie osiągnie poziomu Clinta nawet za 50 lat. To umiejętność, którą wypracowuje się z czasem, a jej podstawy wysysa się z mlekiem matki. Dlatego opowieść Egipcjanina choć wydaje się początkowo niezła, z czasem zaczyna się rozmieniać na drobne.
„Devil’s Knot” jest historią opartą na faktach. Opisywane zdarzenie miało miejsce w latach 90-tych ubiegłego stulecia w USA. W tamtych dniach lokalna policja otrzymała informację o zaginięciu trzech młodych chłopców. Początkowo nikt bardzo nie przejął się sprawą, ale już kilka godzin po zmroku naciski rodziców oraz opinii publicznej sprawiły, że zaczynają się poważne poszukiwania. Następnego dnia w w odludnej i mrocznej części pobliskiego lasu policja znajduje trzy ciała. Każdy z zamordowanych chłopców miał związane sznurówkami nadgarstki oraz kostki. Zaczyna się lokalne polowanie na czarownice.
Policja dość szybko typuje podejrzanych. Są nimi nastoletni chłopcy, którzy odstają od lokalnej społeczności. To typ „trudnej młodzieży”. Glany, czarne ubrania, ciemne włosy, sznyty i heavy metalowa muzyka stawiają ich na pierwszej linii strzału. Szczególnie, że w morderstwie doszukuje się motywów okultystycznych. Postawione zarzuty są bardzo ciężkie, a prowadzący sprawę prawnicy nie należą do najlepszych. W telewizji mówi się, że oskarżenie będzie chciało wnosić o karę śmierci.
W tej chwili poznajemy niejakiego Rona Laxa, detektywa, który postanawia zupełnie za darmo pomóc w śledztwie. Dlaczego to robi? Bo jest ogromny przeciwnikiem kary śmierci. Po spotkaniu z obrońcami od razu zabiera się do pracy. Walczy z lokalną biurokracją i niechęcią mieszkańców, ale pomimo trudności stara zebrać się jak najwięcej dowodów.
Jak skończy się sprawa możemy dowiedzieć się z Internetu oraz z naprawdę fenomenalnego, trwającego ponad 6 godzin dokumentu, który skupia się na tym śledztwie. Podczas niego wypłynęło na wierzch wiele niedociągnięć i uchybień policji, a sam proces można swobodnie nazwać polowaniem na czarownice.
Film Egoyana zawodzi w warstwie konstrukcyjnej i fabularnej. Colin Firth niestety nie sprawdza się w roli charyzmatycznego detektywa, a sama historia skupia się tylko na kilku, nie zawsze ciekawych aspektach. To stawia produkcję w drugim szeregu, wśród dzieł lekko niedopracowanych. Szkoda, bowiem historia, która wydarzyła się w tamtym lesie, jest intrygująca i przerażająca zarazem, ale tej w „Devil’s Knot” brak dobrej narracji.
Można obejrzeć, ale nie spodziewajcie się frykasów.
ONA:
Nie należę do osób, które „arkadię” widzą wszędzie, poza granicami własnej miejscowości, własnego państwa. Szczerze powiedziawszy bliżej mi do postawy „wszędzie jest do dupy”, niż „wszędzie dobrze gdzie nas nie ma”. To nie pesymizm. To doświadczenie. W dużej mierze to jak możemy żyć determinują inni ludzie. A ludzie są na ogół „średniej jakości”…
Historia, którą opowiedziano w filmie „Diabelska przełęcz” jest ciężka jak cholera. Miejsce, którym się dzieje, jest nędzne, to zupełnie inne „Stany” niż te, do których jesteśmy przyzwyczajeni. Tu ludzie są biedni, zapijaczeni, mieszkają w przyczepach. Przed młodymi nie ma żadnej przyszłości, no chyba, że uda im się z tego miejsca jakimś cudem uciec, a starsi – dla nich już nie ma ratunku. Mogą jedynie walczyć sami ze sobą o to, by nie utracić resztek człowieczeństwa. I wtedy rozgrywa się tragedia (chociaż tragedią można nazwać każdy dzień w tej dziurze). Troje małych chłopców nie wraca o czasie do domu. Mijają godziny, a ich ciągle nie ma… Zaniepokojeni rodzice rozpoczynają wraz z policją akcję poszukiwawczą… I po czasie znajdują ich. W rzece. Związane ciała ktoś wrzucił do potoku… Mieścina wstrzymuje oddech. Kto mógł tak bestialsko potraktować troje małych, niewinnych dzieci? Dość szybko „znajdują” się winni: młodzi chłopcy, których fascynuje heavy metal i wszystko, co z nim związane. Żałosne dochodzenie, godne pożałowania zeznania i gówniarze lądują na sali sądowej. Wszyscy domagają się kary śmierci dla nich. Wszyscy, poza prywatnym detektywem – Ronem (Colin Firth), który jest wielkim przeciwnikiem tego typu kar. Zaczyna się wyścig z czasem. Zaczyna się wyścig o prawdę.
Niestety, historia, którą opowiedziano w filmie „Diabelska przełęcz” jest prawdziwa. Ja do niej podeszłam strasznie emocjonalnie, bo dzieci, bo pseudo proces… Ta produkcja wciągnęła mnie do tego stopnia, że nie chciałam tracić czasu nawet na mruganie. Fabuła wciąga, jest bardzo dramatyczna i angażuje. Uwielbiam takie filmy, o których nawet kilka dni po seansie nie mogę przestać myśleć. Przymierzam się do filmu dokumentalnego, który trwa bagatela 6 godzin i który bardziej wnikliwie opowiada tę tragiczną pod wieloma względami historię, ale skąd ja wytrzasnę wolnych 6 godzin?! Ale idźmy dalej, bo poza fabułą, to dzieło ma jeszcze jeden, bardzo mocny punkt. Nie wierze w to co piszę, ale w tym filmie aktorsko zgarnia wszystko Reese Witherspoon, której nie trawię i którą uważam za dość nędzną wykonawczynię. Albo zrobiła ona mega duży skok i nabrała doświadczenia i umiejętności, albo rola redneckowej babki, która ma niewiele w głowie bardzo jej przypasowała. Niezależnie co to było – jest w swojej kreacji autentyczna.
Polecam. Film ciężki, ale nie dość, że daje do myślenia, to trzyma za jaja, gardło i żołądek.
