ONA:
Przeczytałam „Mroczny zakątek” autorstwa Gillian Flynn jednym tchem. Książka podobała mi się bardzo. I mając świadomość, jak świetnie zekranizowana była jej inna powieść – „Gone Girl”, mój apetyt na filmową adaptację tryskał jak nastolatek.
Libby Day przeżyła w dzieciństwie ogromną tragedię. Dwie jej siostry oraz ich mama zginęły. Zostały zamordowane. Za kratkami ląduje brat Libby. Dziewczynka przez całe dzieciństwo wspierana była przez ludzi, którymi wstrząsnęła ta sprawa. Wysyłali jej pieniądze, dobre słowa. Wspierali. Ale po latach sprawa ucichła. Dorosła już Libby (Charlize Theron) wpadła w problemy finansowe. Taaak, to jedna z tych, którym wszystko się należy, bo coś tam… Cóż, źródełko wyschło. Kobieta musi sama zatroszczyć się o swoje sprawy. I tak się „szczęśliwie” składa, że dostaje ofertę. Pewne stowarzyszenie, które zajmuje się dziwnymi morderstwami, bardzo chętnie będzie ją wspierało finansowo, jeśli ona ponownie wejdzie z butami w swoją przeszłość.
Niestety, nie mam zbyt dobrego zdania o tym filmie. Książka porywała, a ekranizacja jest średnia. Czegoś w niej brak. Trochę za bardzo się snuje, trochę zbyt mało działa na emocje. Wszelkie „zwroty akcji” są tu zbyt łatwe i proste, zbyt banalne. Spłycono całkiem fajną powieść i nadano jej skrajnie zwykłego charakteru.
Wszystko tu jest bezbarwne. Aktorzy są miałcy, fabuła nie porywa, a wykonanie trąci produkcją telewizyjną. To klasyczny przykład na skrajnie zmarnowany potencjał.
Obejrzeć można, szczególnie, gdy nie zna się powieści, ale mimo tego, że całość łączy się gdzieś tam pod koniec filmu, to to i tak go zupełnie nie broni. To jedno z tych dzieł, o których się zapomina 3 minuty po seansie. A szkoda.
Polecam książkę.
ON:
Filmowa adaptacja książki „Mroczny zakątek”, to jedno z tych dzieł, które potrafi zanudzić po pierwszych kilkunastu minutach. Opowiedziana bez ładu i historia jest płytka, przekombinowana i co najważniejsze – głupia. To jedna z tych opowieści, w której brakuje tylko kosmitów, kolesia z dynią zamiast głowy i ruchającego zwierzęta karła. O ile książka broniła się pewną tajemniczością i klimatem, to film jest papką, której nie łyknie nawet elektorat PIS-u, a Ci łykają przecież wszystko.
Libby Day, zagrana przez Charlize Theron, to jakiś życiowy pokrak, którego nie jest nam szkoda. Ja się dziwię, że tyle lat udało się jej przeżyć za kasę od innych. Lyle, młody specjalista od zabójstw, jest jakąś pomyłką, nie mówiąc już o dziwolągach ukochujących morderstwa. Opisana w książce intryga ma prawo się podobać, tutaj jest zupełnie inaczej. Podróżowanie z główną bohaterką i odkrywanie prawdy jest tak samo bolesne, jak jeżdżenie gołym tyłkiem po rozgrzanym asfalcie. Można to robić, tylko po jaką cholerę?
„Mroczny zakątek” jest stratą dwóch godzin życia. Nie powiem, że to kino tragiczne, nie są bowiem gorsze filmy, ale jeśli miałbym do wyboru ponowne obejrzenie tego dzieła lub przejebanie łopatą 4 ton węgla, to wybieram łopatę.
