Niby sporo się w tej naszej rodzimej kinematografii poprawiło, ale nadal – chodzenie na polskie filmy to jedna, wielka niewiadoma. „Konwój” to film, który widziałam dawno temu, ale jakoś dopiero teraz wpadł mi nastrój, na pisanie o nim… O dziwo – to całkiem dobry, polski film, chociaż…
Tagi: Konwój – recenzja
Zacznijmy od fabuły. Mamy tytułowy konwój. W wozie policyjnym siedzi 3 gliniarzy, jakiś jeden cicho-ciemny i bardzo niebezpieczny więzień, którego trzeba przetransportować – a jakże – przez prawie cały kraj, do szpitala psychiatrycznego. Mamy młodego, który powinien uczyć się do egzaminów. Szczyl jest związany z córką „szefa” – dyrektora więzienia. Mamy też dwóch wyjadaczy, którzy coś tam ukrywają, a ten cicho-ciemny, to już kompletnie z czapy tam pasuje. Takie „natężenie” zwiastuje kłopoty, szczególnie, gdy wszystko owiane jest ogromną, gęstą tajemnicą, którą można kroić. Wszystko tu jest napinawe, jak zbyt małe majty, na zbyt wielkim tyłku!
Niestety, samo napięcie w fabule, nie załata dziur i „skrótów” akcji, które zafundowali nam twórcy. Mam spory problem właśnie z tym, że najpierw wszystko się wlecze, a potem nagle – jeb dup i koniec. Mogli to jakoś inaczej rozwiązać. Co nie zmienia faktu, że sama intryga była całkiem spoko.
Mam też problem ze zderzeniem „talentu” aktorów. Gajos i Więckiewicz vs. taki Tomasz Ziętek, który obok takich aktorów, jest po prostu marny. Może tak miało być? Nie wiem. Mnie to gniotło w oczy.
„Konwój” to całkiem spoko film, ale kolejny – na raz. To nie będzie dzieło, do którego wrócę po czasie, bo w sumie nie zrobiło na mnie wrażenia. Odkopujemy jakieś oklepane, hollywoodzkie „sznyty” i przerabiamy je na polskie warunki, zapominając o wyważeniu tempa, o detalach, przez co całość jest po prostu niedbale poszyta. Natomiast jako dzieło na wieczór, po męczącym dniu – spoko. Może nawet kogoś porwie.

