Marudzenie – blog popkulturowy

Piszemy o popkulturze – grach, filmach, książkach i muzyce

Baner KSIĄŻKI RECENZJA

Angus Watson – “Żelazna wojna”

ON:

„Czas żelaza” Angusa Watsona był tylko pierwszym krokiem – początkiem trylogii, w której świat fantasy oraz fakty historyczne przeplatają się ze sobą. I chociaż pojawiają się tutaj elementy magiczne, to nie dajmy się oszukać: pod tym wszystkim nadal mamy niezłą książkę o wojnie, barbarzyństwie i historii Brytanii. Czas na kontynuację noszącą tytuł „Żelazna wojna”.

Watson ciągnie pewne wątki z pierwszego tomu, stare postacie albo spadły daleko na drugi plan, albo też stały się głównymi bohaterami opowieści. Oczywiście, główni bohaterowie to Lowa i towarzyszący jej Dug. Dziewczyna jest teraz królową, która uczy się władzy, polityki, zarządzania. Szybko przekonuje się, że władza to nie tylko przyjemności, ale także obowiązki, które nie zawsze są miłe i łatwe. Dug stara się wieść spokojne życie na farmie, ale gdy tylko pojawiają się problemy – nie waha się porzucić wszystkiego i stanąć u boku swojej towarzyszki. Nie można zapomnieć o Wiośnie, która cały czas jest przy królowej. Swoje miejsce na kartach powieści znajduje także trójka, która w pierwszym tomie była postawiona w drugim szeregu. Mowa tutaj o Cardenie, Chamance i Atlasie, którzy teraz służą Lowie i wykonują dla niej bardzo niebezpieczną misję w Galii. Ten wątek pozwoli nam bliżej poznać tę trójkę, przez co okazuje się, że to bardzo „ludzcy” bohaterowie.

Główny wątek powieści to wojna. Działania Juliusza Cezara na terenie Galii, ale nie tylko. Dużo tu taktyki, rozgrywek politycznych i beletrystyki historycznej. Ile w niej prawdy? Na pewno trochę, ale należy pamiętać, że to książka zahaczająca o fantasy. Cezar tworzy swoją legendę dzięki knowaniom i genialnym zagrywkom taktycznym, stojąca po drugiej stronie Lowa to nadal szczeniak na scenie politycznej. Jej „praca” często jest chaotyczna i pozbawiona sensu, ale czasem głupi fart pozwala jej na wybrnięcie z sytuacji bez wyjścia. Watson nadal ciągnie też wątek niesamowitej więzi pomiędzy królową i Dugiem. Jest tu coś, co iskrzy. Mężczyzna jest na każdy jej znak, skinienie ręki, zawołanie. Pomimo różnych przejść są zawsze blisko siebie.

Podobnie jak w pierwszym tomie, Watson nie ogranicza swojego języka. Jest krwawo, czasem lubieżnie i chamsko. Trochę dlatego, że taka jest wojna. Krwawa i chamska, a ci, którzy przeżyją bitwę, muszą przecież pochędożyć, bo nigdy nie wiadomo, czy znów będzie dane, czy może następna potyczka będzie dla nich ostatnią.

Dla lubiących przepełnioną walkami fantastykę „Czas żelaza” i „Żelazna wojna” to pozycje obowiązkowe, które zapewnią wiele satysfakcji z lektury. Najważniejsze jest jednak to, że czyta się tę pozycję niesamowicie dobrze.