Marudzenie – blog popkulturowy

Piszemy o popkulturze – grach, filmach, książkach i muzyce

FILMY RECENZJA

As Good as It Gets

ON:

Są aktorzy, którzy niezależnie w jakś się wcielą rolę, wydobędą z niej wszystko co najlepsze. Jednym z nich jest Jack Nicholson, nieważne w czym i kogo zagra możemy być pewni, że będzie to rola kompletna, nieprzeciętna i zapadająca w pamięć. Może być idealnym złoczyńcą lub szarmanckim diabłem wcielonym, psychopatą lub świrującym pisarzem. Dzięki temu nie muszę obawiać się kolejnego z nim filmu, gyż nawet jeśli będzie on przeciętny to i tak warto będzie zobaczyć samego Nicholsona.

Jest taka komedia romantyczna „Lepiej późno niż później”, którą uwielbiam. Naprawdę. Oglądanie jej sprawia mi nieprzeciętną radość. Jest to film inteligentny, śmieszny, ciepły i posiada świetną, choć przewidywalną, puentę. Można powiedzieć, że jego poprzednikiem był film „Lepiej być nie może.”

Zacznijmy od tego, że gdzieś w Nowym Jorku mieszka starzejący się i bardzo poczytny pisarz – Melvin Udall. Jest samotnikiem, posiada całą masę obsesyjnych zachowań, które są irytujące i męczące, nie tylko dla niego, ale i dla osób mających z nim kontakt. Mimo tego od razu zapałamy do niego lekką sympatią. Spowodowane to jest jego sposobem bycia. Wielu z nas chciało by mieć takie jaja jak on i potrafić zrobić rzeczy, na które nigdy nie mieliśmy odwagi. Nie jest dla niego problemem wyrzucenie wkurzającego psa sąsiada do zsypu na śmiecie, a dla nas pewnie by było. Będąc już przy sąsiedzie… To młody malarz, gej, co jest już kombinacją nie do zniesienia dla Melvina. Jego ksenofobiczne i rasistowskie zachowania możemy obserwować na każdym kroku, ale tylko do chwili gdy przychodzi do małej restauracyjki, w której je obiady. Tam pod wpływem Carol Connelly, kelnerki codziennie podającej mu posiłki, widzimy pewną przemianę. Wszystkie jego demony oraz potworne zachowania gdzieś znikają. Nasz bohater stara się je tłumić i powstrzymywać, ta kobieta jest dla niego ostoją i wyspą, do której można bezpiecznie przybić. Można nawet przypuszczać, że pisarz stara się z nią flirtować. Dzięki praktycznie codziennym rozmowom między tą dwójką dowiadujemy się o jej problemach z chorym na astmę synem, wynikającym z kosztów leczenia braku gotówki oraz innych drobiazgach. W międzyczasie sąsiad-artysta zostaje napadnięty i obrabowany przez kolesi jednego z modeli malarza. Wypadek ten doprowadza do poważnych i trwałych uszkodzeń ciała oraz ogromnego urazu psychicznego do sztuki. Po napadzie malarz ląduje w szpitalu, a jego pies musi poszukać chwilowej rodziny zastępczej. Okazuje się, że pierwszą osobą jaka została wytypowana do opieki nad chwilowo osieroconym psiakiem jest Melvin. Pisarz z niechęcią zgadza się na taką kolej rzeczy. Kolejne sceny to kunsztownie przeplatające się kadry z życia każdej z powyżej opisanej postaci. Nie chcę spojlerować, więc powiem tylko, żę będziemy mieć do czynienia z ogromnymi zmianami w życiu każdego z bohaterów.

„Lepiej być nie może” jest filmem starym, jego premiera miała miejsce w 1997 roku, ale obawiam się, że wiele osób (tak jak ja) nie miało okazji go oglądać wczesńiej. Wiąże się to pewnie z tym, że do pewnych gatunków filmowych dorastamy z upływem lat i co wcześniej nawet nie wydawało nam się warte oglądania, teraz smakuje jak najlepsze wino. Dorosłem do tego filmu i uważam, że warto go przynajmniej raz zobaczyć. Zaszyć się pod kocem, wziąć kubek ciepłej herbaty albo butelkę dobrego wina i delektować się tym obrazem w zaciemnionym pokoju. Niech dodatkową zachętą będzie inormacja, że i Helen Hunt i Jack Nicholson zgarnęli za swoje role w tym filmie Oscary. Uważam, że bardzo zasłużenie.

ONA:

Czasami nie lubię ludzi, zupełnie jak bohater filmu „Lepiej być nie może”. Irytują mnie starsze panie, które za każdym razem jak mnie widzą, zaraz po dokładnym zmierzeniu mnie wzrokiem zadają sakramentalne pytanie „Kiedy ślub?” Zanim odpowiem pada kolejne „W którym kościele?” Niestety, moi rodzice wpoili mi do łba pewne zasady, które mówią, że należy być miłym, ale we mnie z wiekiem wstępuje okrutnymi ilościami sarkazm (oficjalnie – jestem starą panną, mam nawet kota). Więc przecedzam przez zęby „W swoim czasie”, a w myśli pałącze się chamskie „Spierdalaj”. Nie lubię też z zasady trajkoczących kobiet, typu „Babeczki w pociągu” z „Dnia świra”, których rozmowy kręcą się jedynie wokół świeżo powitych dzieciątek, pęknięć i szwów, ropy, strupów, zielonych kup, ząbkowania, wymiotów, kaszek i permanentnego bólu głowy. Nie znoszę też notorycznych narzekaczy na pracę (jak jest źle, zawsze można ją zmienić), na dzieci (było trzeba myśleć prędzej), na politykę (gównem się nie interesuję) i religię. Och, właśnie. Religia to kolejny przykład. Nienawidzę rozmów o sferze wiary. Zawsze, gdy wierzący i praktykujący katolik wciska mi, że żyję źle, bo nie chodzę do kościoła, żyję w grzechu (oj, rodzice to też słyszą) i nie mam zamiaru brać ślubu kościelnego (ad. rozmowy ze staruszkami), narażając się jednocześnie na wieczne potępienie (i na oszczędności życiowe – nie będę mogła być matką chrzestną, hihi). Więc Bóg stworzył człowieka, tak? Czyli mnie również, tak? Cóż, widać miał gorszy (albo lepszy!) dzień, może miał kaca. Sprawdźmy. Ponoć zostałam poczęta 16 września 1985 roku. Fakt, wtedy było Józefa. Bankowo popili.

Ale wracając do tematu. Czasami nie lubię ludzi, zupełnie jak bohater filmu „Lepiej być nie może”. Melvin (Jack Nicholson) dla własnego komfortu psychicznego unika współgatunkowców jak ognia. I zniechęca ich do siebie swoją cierpkością, sakrazmem i „chamstwem”. Dlaczego „chamstwem” w cudzysłowiu? Bo to co on mówi jest oczywiste, prawdziwe, ale i politycznie niepoprawne… Jest pisarzem, dziwakiem, egocentrykiem. Zniechęca do siebie ludzi, jak tylko na nich spojrzy. Jest nieco homofobiczny i rasistowski, a los rzuca mu pod nogi regularnie Żydów i gejów. Ba, jeden z nich jest jego sąsiadem, ale o tym za moment. Jest tylko jedna osoba, która Melvina potrafi poskromić – Carol (zagrana przez Helen „Wysokie czoło” Hunt), kelnerka z jego ulubionej jadłodajni. Babeczka jest całkowitym przeciwieństwem starego gbura. Zawsze uśmiechnięta, życzliwa, mimo, że los ją doświadcza boleśnie. Mieszka z mamą i chorym na astme synem, haruje jak wół, by jakoś wiązać koniec z końcem. I gdy decyduje się rzucić pracę, by zajmować się synem, Melvin jest zrozpaczony. Szlag go trafia, gdy obsługuje go inna kelnerka, więc robi wszystko, by Carol wróciła. W między czasie, jego sąsiad gej, Simon, zostaje brutalnie pobity. Wrobiony przez jego agenta, Melvin musi zająć się psem sąsiada. I zaczyna w nim coś pękać. Półpancerz chama, który w niego wrósł, puszcza powoli, przez małą, włochatą kulkę. Melvin rozpieszcza psiaka do granic przyzwoitości. A potem rozpoczyna „walkę” o przywrócenie Carol na stanowisku „Jedynej Kelnerki, Która Nie Doprowadza Go Do Szału”, opłacając jej synowi prywatnego lekarza. I w całym tym dziwnym trójkącie osobowości zaczyna rodzić się uczucie…

Film „Lepiej być nie może” to przykład genialnego scenariusza, niezwykle inteligentnego, dowcipnego, ale i wzruszającego. Nicholson to dla mnie klasa sama w sobie. Hunt udowodniła, że potrafi zagrać role i dramatyczne, i komediowe. Film ma kapitalną oprawę muzyczną (Hans Zimmer, wiadomo). Scenariusz wciąga, mimo, że to film z hepiendem. Komediodramat, tak bym to nazwała. Bez nadmiernej ckliwości, z przesłaniem. Jeden z moich ulubionych filmów, EVER! Polecam, bardzo. Łatwo się dzięki niemu (i dzięki „Lepiej późno niż później”) zakochać w panu N.