Avengers Infinity War – recenzja

Avengers Infinity War - recenzja1

Wszyscy czekali na tę część. Poprzednie przygody z uniwersum Marvela wprowadzały nas właśnie do tego momentu, kiedy to każdy inny villain był lekkim pierdem, w porównaniu do niego – do spragnionego władzy, siły, potęgi Thanosa. W sumie mam z nim wielki problem, bo czy on był tak naprawdę w 100 procentach zły? No nie wiem, lepiej w to nie wchodzę, bo wyjdzie, że sama mam jakieś okrutne zapędy.

Avengers Infinity War – recenzja

W każdym razie: by Thanos ogarnął cały świat i wszystko inne, potrzebuje kamienie nieskończoności. Kryształy są skrzętnie ukryte gdzieś we Wszechświecie. Jeden chroni dr Strange, inny – Vision. Jeszcze inny mocno związany jest z Gamorą – adoptowaną córką Thanosa, która wystąpiła przeciwko ojcu i aktualnie, razem ze swoim… chłopakiem(?) i resztą bandy przemierza galaktykę. Tymczasem Thanos – superzłoczyńca z moszną na twarzy, sukcesywnie, jeden po drugim, zbiera sobie kamyczki. Kamień umysłu, Rzeczywistości, Mocy, Czasu, Duszy… Każdy z nich daje przepotężną moc, ale razem… Razem tworzą broń, która w oka mgnieniu niszczy, zabija, dewastuje. Co tylko zechce.

Trudno się więc dziwić, że każdy, kto tylko wykazuje odrobinę dobroci, zostaje wciągnięty w szeregi, by walczyć z Moszną na Twarzy.

Więc mamy tu wszystkich. Jest Iron Man, Thor, Hulk, Kapitan Ameryka, Czarna Wdowa, Dr Strange, Star Lord, War Machine, Spider-Man, Czarna Pantera, jest Gamora, Vision, Scarlet Witch, Falcon, Zimowy Żołnierz, Czarna Pantera, Drax, Mantis, Groot, Rocket – TU SĄ WSZYSCY. Lista płac musiała wyglądać rewelacyjnie. Ale podejrzewam, że przy takim filmie raczej mało kto się przejmuje tym, ile weźmie Tom Hiddleston za 5 minut grania w filmie.

Moja mama pojechała do kina na „Wojnę bez granic” wcześniej, niż ja. Gdy pytałam o wrażenia, rzuciła tylko: „WSZYSCY UMARLI”.

Aaaale jak to?! MAMO?! Potem okazało się, że własna matka mnie oszukała, ale wezmę to przy uwadze podczas wyboru domu starców. Wiem mamo, że to przeczytasz.

I teraz czas na opinię.
DAWNO MNIE SUPERBOHATERSKIE KINO TAK NIE WZRUSZYŁO, BAWIŁO I KRĘCIŁO. Serio! I tak, tamto zdanie zasługiwało na pisanie z capsem.

Było wspaniale! Tempo nie opadało nawet na chwilę, było zabawnie, wzruszająco (2 razy płakłam), zaskakująco. Wszystko wyglądało świetnie. Bawiłam się cudownie! Z ręką na sercu – dawno żaden film z tego gatunku mnie tak zachwycił. Tu wszystko się zgadza. Przyjmuję tę produkcję bez zastrzeżeń, bez czepiania się, chociaż można. To film, który daje ogromną frajdę, który dotyka – w sposób szalenie nienarzucający się i prosty – istotnych uczuć i emocji, który w całej swojej komiksowości skłania do myślenia. Bawiłam się wybornie!

Tagi: Avengers Infinity War – recenzja, filmy recenzja, marudzenie, blog popkulturowy, blog recenzencki, recenzje filmów

Autor: Paulina W

Podziel się postem
468 ad