ONA:
Oj, dawno nie widzieliśmy bajki w kinie. Przygody Mańka, Diego i Sida w czwartek części Epoki Lodowcowej jednak średnio mi się spodobały. Chyba jednak temat zaczyna się wyczerpywać, o ile nie wyczerpał się w poprzedniej części. No ok, to bajka, więc z zasady poziom oczekiwań jest niższy. Do tej pory tylko „Madagaskar” zachwyca mnie niezmiernie.
Mamy więc naszego ulubionego mamuta, któremu córka dorasta i zaczyna zakochiwać się w złych facetach. Mamy Sida (boziu, jak Pazura nagrywał dubbing?! Co on trzyma w ustach żeby tak seplenić?!) i jego babuszkę (bardzo pozytywna bohaterka w tej części, myślę, że moja mamusia za 30 lat będzie do niej podobna). Mamy też Diego, który powoli odczuwa chęć przedłużenia gatunku. Fajnym zabiegiem, który zastosowali autorzy, było połączenie kilku rodzajów filmu, więc poza bajką, mamy też komedię, film katastroficzny i dramat rozłączonej rodziny. A do tego coś na kształt „Piratów z Karaibów” i „Braveheart”. Jednak miks tych wszystkich ujęć, uczuć, emocji, tragedii i dowcipów koniec końców jest ciężkostrawny.
Poważnie, za dużo wątków.
Maniek i jego ukochana żona. Ich córka nie dostrzega przyjaźni kreto-jeża, za to wylaszczony młody bóg mamuci bałamuci jej w głowie mocno. Maniek ma zatem problem ze swoją nastolatką. Nastolatka oczywiście go nienawidzi. A, i ma na imię Brzoskwinka. Też bym znienawidziła rodziców, jakby nazwali mnie „Brzoskwinka”. Sida odwiedza jego rodzina, która go porzuciła. Leniwiec łudzi się, że teraz go przygarną, a oni tymczasem podrzucają mu babcię typu „Pani Basia z klatki B”. Babuszka jest lekko irytująca i mocno niepoprawna. Diego zaczyna czuć miętkę do samiczki, do której miętki czuć nie powinien. A po drodze jeszcze zaczynają wędrować kontynenty, rozdzielając rodzinę mamucią i zagrażając innym gatunkom. Oczywiście, nasza trójeczka jak zawsze w tarapatach, musi być razem. I pojawiają się piraci! Wiewiór wyjaśnia zaginięcie Atlantydy.
Dobra. Podsumowując: obejrzałam raz. Za jakiś rok, z okazji świąt Bożego Narodzenia obejrzę pewnie drugi. Tymczasem zastanawia mnie jedno. Czy w końcu w tej bajce pokażą jak wyginęły mamuty?
Kilka konkretnych, mocnych i zabawnych dialogów, bardzo fajna babcia, a poza tym nuda.
ON:
Pierwsza „Epoka lodowcowa” to była perełka. Historia tej niezwykłej grypy przyjaciół, która stara zaprowadzić małego berbecia do jego rodziców, okazała się tak wielkim przebojem, że pewnym było, iż pojawią się kolejne części. Polski dubbing uważam za najlepszy jaki powstał w naszych rodzimych studiach dźwiękowych.
Do kin trafiła czwarta część przygód Mańka, Diego i Sida. Wraz z kolejnymi częściami pojawiały się nowe postacie, które miały rozśmieszać, niestety widać, że upychane one były na siłę i część z nich nie śmieszy wcale. Są wręcz jest nudni. Oposy są takimi wioskowymi głupkami. Jeśli jednak głupkowatość Sida śmieszy przez całokształt, przez zachowanie i jego dialogi, to śmianie się z oposów, to jak śmianie się z upośledzonych dzieci, no niby można, ale czy wypada? Jeżokret jest smutnym, ale walecznym emo, który chyba myśli, że może dobrać się do brzoskwinki Brzoskwinki (córki Mańka). Babcia Sida czasami bywa śmieszna, tak na sposób starszej troszkę zagubionej osoby, która żyje we własnym świecie, ale potrafi także mocno zirytować. To tylko część z tych, którzy pojawią się, aby nas śmieszyć. Niestety, nie udaje się tak dobrze jak za pierwszym razem.
Wszystkiego jest tutaj za dużo, poupychane jest to na siłę. Mamy kino katastroficzne, kino drogi, wątek romantyczny, zdradę i odkupienie. Wiadomo – wszystko po to, aby nasi milusińscy oswajali się z zachowaniami, jakie mogą napotkać w codziennym, życiu. Niby dobrze, ale najmłodsi i tak nie zrozumieją co czuje Brzoskwinka do mamuciego boskiego adonisa, nie załapią akcji z syrenami, czy niektórych dowcipów, które są dla nich po prostu abstrakcją (np. nawiązanie do Braveheart).
Sama historia to troszkę taka Odyseja, w której dobrze nam znanej grupie przyjaciół przyjdzie się zmierzyć z przeciwnościami losu, będą walczyć z piratami, uciekać przed syrenami, a na końcu wylądują w brzuchu.. no nie będę spojlerował.
Nie jest źle, ale nie rzuca na kolana.
