Marudzenie – blog popkulturowy

Piszemy o popkulturze – grach, filmach, książkach i muzyce

FILMY RECENZJA

Awake

ON:

Mam ostatnio fazę na thrillery medyczne. Łażą za mną książki i filmy, przepełnione historiami o lekarzach, strzykawkach i trupach, a wszystko ubrane w piękne, zielonkawe szpitalne fartuchy. Przez ostatnie kilka dni starałem się sobie przypomnieć tytuł jednego dzieła z 2007 roku, opwiadającego o młodym bogaczu z chorym serduchem. Gdzieś z tyłu głowy schował mi się ten obraz i nie chciał wypłynąć. Zaćmienie totalne, aż tu niespodzianka. Podczas mowy końcowej obrońca Katarzyny Kocyk wspomniał właśnie o tym filmie.

To zaprezentowane w sądzie dzieło, to Przebudzenie z Haydenem Christensenem i Jessicą Albą. Film ten widziałem kilka dobrych lat temu na HBO, mniej więcej w tym samym czasie miałem okazję obejrzeć Krytyczną terapię, która także wbija się w moje obecne lekarskie klimaty i na pewno pojawi się na Marudzeniu.

Podwalinami do Przebudzenia są udokumentowane przypadki operacji podczas, których pacjenci byli w pełni świadomi, czuli ból i słyszeli rozmowy lekarzy przeprowadzających zabieg. Podobno rocznie na całym świecie odnotowuje się około 30 tysięcy takich historii. Dzieło Joby Harolda nie jest wyjątkowo wysublimowane i ma pełno luk i pewnie medycznych błędów. Oglądając je nie wierzymy czasem w to, co dzieje się na ekranie, ale trzeba mu trochę wybaczyć, bo to jego debiut reżyserski. Pomimo tych wpadek Przebudzenie ma coś w sobie, coś co pozwala nam skupić się na historii i spokojnie dotrwać do jej zakończenia. Myślę, że są to dwie rzeczy. Po pierwsze: dwa naprawdę świetne zwroty akcji, potrafiące kopnąć nas w jajka. Nawet Paulina rozdziawiła jadaczkę i popatrzyła na mnie z niedowierzaniem. Po drugie: scena z ciemnym pokojem i gasnącym światłem, a później zapalanym papierosem. Jak obejrzycie, to będziecie wiedzieć o co mi chodzi. Jest cholernie wymowna i rzadko zdarzało się w kinie, że ktoś szarpnął się na taka symbolikę. Dla mnie bomba.

Sam scenariusz opowiada o młodym Clay’u Beresfordzie, który jest dziedzicem ogromnej fortuny. Jego ojciec zmarł, gdy Clay był jeszcze chłopcem, a jedyną rodziną, jaka mu pozostała, to dość stanowcza, apodyktyczna wręcz mama. Najchętniej wzięłaby w opiekę swojego wiecznie maleńkiego synka. Z jednej strony jest dumna, że tak sobie radzi z rodzinnym biznesem, z drugiej – jest wręcz histeryczką. Dlatego też jej ukochany chłopczyk przez ponad rok ukrywa swój związek z asystentką. W końcu jednak ujawnia skrywaną tajemnicę, co wcale nie podoba się rodzicielce. Inną sprawą jest, że młodzieniec ma bardzo duży problem ze zdrowiem, a dokładniej z sercem i w każdej chwili może się przekręcić. Jedynym ratunkiem jest przeszczep, ale w związku z rzadką grupą krwi i jeszcze innymi czynnikami, nie ma odpowiedniego dawcy. Nadchodzi jednak noc, która zmieni wszystko: Clay pobiera się z Sam Lockwood, czyli ukochaną i okazuje się, że znalazł się idealny dawca do przeszczepu, i chłopak już po kilku godzinach od ślubu ląduje na stole operacyjnym. Lekarzem prowadzącym operację będzie bardzo dobry przyjaciel pacjenta – Dr Jack Harper. Niestety, nie wszystko pójdzie tak jak powinno.

Przebudzenie jest filmem na jeden raz, bo po seansie raczej do niego nie wrócicie, ale ten jeden raz warto go obejrzeć, szczególnie, jeśli macie ochotę na thriller medyczny.

ONA:

„Przebudzenie” to dobry zły film.

Dobry – bo zaskakuje, wciska w fotel i powoduje opad szczęki z jednoczesnym niedowierzaniem. I to kilka razy.

Zły – bo jest przepełniony bullshitem, momentami irytuje i jak cholera drażni swoją nieudolnością.

Jak to w ogóle możliwe?!

Clay Beresford (Hayden Christensen – czyli nikt inny jak Anakin Skywalker) pochodzi z bardzo bogatej rodziny, która umożliwiła mu start na najwyższy poziom kariery. Szybko, sprawnie. Był z elity, ale bardzo szybko pokazał, że sam wiele potrafi. Młody rekin w biznesowym oceanie. Jego ojciec nie żyje od dawna i nad Clayem nie tylko ciągle unosi się jego „duch”, ale i zatroskana i zakochana po uszy w swoim dziecku matka – Lilith (Lena Olin). Ale życie młodego Beresforda to nie tylko gruba kasa i mamuśka. Od dłuższego czasu jest szaleńczo zakochany w pięknej Sam (Jessica Alba) – skromnej, ale opiekuńczej i pracowitej dziewczyny z „niższych sfer”. Żeby zagmatwać ten układ – jest ona asystentką pani Matki. Para od jakiegoś czasu jest zaręczona, ale żyje w cieniu, nie wychylają się, ukrywają swój związek, swoją miłość – nie jest ona zbyt oczekiwana, już nie wspominając o tym, że była typowym mezaliansem naszych czasów. Ale koniec końców Clay postanawia wyjawić światu – na czele ze swoją matką – kim jest wybranka jego serca. Może ma na to wpływ sama zainteresowana, której cierpliwość się już dawno temu skończyła, może pomogły sugestie przyjaciela – dr Jacka Harpera (Terrence Howard), a może przeszczep serca, na który czekał nasz bohater? No właśnie – dochodzimy powoli do kluczowej sprawy – Clay potrzebuje nowego organu, bo stare już dawno temu zawaliło. Jednego dnia wywraca swoje życie do góry nogami: bierze ślub z ukochaną (sorry za spoiler) i otrzymuje wiadomość, że jest dla niego serce. Operacją ma zająć się jego przyjaciel. I wszystko byłoby idealne, gdyby nie jeden, mały szczegół – Clay ma nie przeżyć tej procedury.

Joby Harold – reżyser i scenarzysta tego filmu, debiutował nim na dużym ekranie. Z jednej strony to widać (bo ilość bzdur jest gargantuiczna), a z drugiej – całość ogląda się dość dobrze. Od thrillerów medycznych wymagam przede wszystkim tego, by mnie zaskakiwały, były nieoczywiste i trochę psuły mi głowę. Ten spełnia wszystkie podane cechy. Jeśli więc przytępimy się na zidiociałe wątki, irytujące dialogi i monologi, słaby montaż i taką sobie muzykę – będzie się podobać.