Marudzenie – blog popkulturowy

Piszemy o popkulturze – grach, filmach, książkach i muzyce

FILMY RECENZJA

Bachelor Party

ONA:

Uwielbiam oglądać na ekranie Toma Hanksa. Uwielbiam to, jak zmienia się jego twarz i mimika wraz z wiekiem, uwielbiam sposób w jaki zupełnie nieszablonowo wybiera filmy, uwielbiam zacięcie z jakim gra role – od tych bardzo ambitnych, po te głupkowate. Ciężko mi wybrać jeden film, który uważam za jego najlepszy, bo wszystkie są wyjątkowe. Najczęściej mówiąc „Tom Hanks” mamy przed oczami Forresta Gumpa, względnie rozbitka gadającego do piłki, a jego głos kojarzymy z „Toy Story”. Czytając powieści Dana Browna od razu widzę głównego bohatera jako Hanksa, który w filmach „Anioły i demony” czy „Kod da Vinci” spisał się rewelacyjnie. W „Zielonej mili” i w „Szeregowcu Ryanie” wzruszał, a „Apollo 13” oglądam tylko dla niego. Ale jest kilka filmów, z początku jego kariery, o których niestety się zapomina, mimo, że są kapitalne. Mam na myśli „Ich własną ligę”, „Turnera i Hoocha”, „Skarbonkę” czy „Wieczór kawalerski”. Dawid ostrzegam – nadrobimy te zaległości, żeby nie było, że nie znam żadnego filmu z lat 80. i z pierwszej połowy następnej dekady.

Turne po filmach z młodym Tomaszem Hankowiczem zaczynamy od „Wieczoru kawalerskiego”, czyli jak żegnano się z kawalerstwem w 1984. Rick Gassko ma wszystko. Ma piękną żonę z dobrego domu, ma pracę, która może nie jest dochodowa, ale daje mu radość i ma kumpli, których mogą mu pozazdrościć wszyscy, poza mną (buziaki dla moich chłopców). I kiedy obwieszcza im, że ma zamiar zmienić społeczną rolę z kawalera na szanownego małżonka, oni najpierw nie dowierzają i próbują mu to wybić z głowy, ale kiedy widzą, że koleś jest zdecydowany, pojawia się wizja wieczoru kawalerskiego, który ma przejść do historii najdzikszych imprez ever. Plan jest prosty: dziwki, muza i używki. Albo muza, używki i dziwki. Każda kombinacja jest dobra. Kilka linijek wyżej napisałam, że Rick ma wszystko. Więc ma również potencjalnego teścia, który nim gardzi, uważając jednocześnie, że nasz bohater jest zerem. No tak, porównując go do poprzedniego faceta Debbie, Gassko wypada średnio. Były narzeczony i tatusiek planują zrobić wszystko, żeby Rick i Debbie się rozstali. Dzika impreza może być idealnym momentem, żeby skompromitować kogoś.

Co składa się na dziką bibę? Pokój hotelowy, dużo procentów i dragów, zespół muzyczny, panie lekkich obyczajów, tancerki i osioł. Nie wszystko przetrwa nalot facetów.

Co widzimy? Klasyczną komedię z lat 80., która jest głupkowata, irytująca, średnio zaskakuje, ale miażdży dowcipem, który pozbawiony jest poprawności politycznej. Leciutka historyjka, która może i zainspirować, i jednocześnie ostrzec. Nie kochanie, Ty wieczoru kawalerskiego mieć nie będziesz…

ON:

Jakoś tak wyszło, że ostatnio wracamy do dziwnych filmów z lat 80-tych i 90-tych. Przypominamy sobie obrazy z naszej młodości, które pamiętamy z VHS i z kina. Część z nich nie przetrwała próby czasu i zestarzały się. Na naszej liście pojawiły się komedie, horrory i thrillery, a ten filmowy wehikuł czasu pokazał nam jak wiele od lat 80-tych zmieniło się w kinie.

„Tomasz Hankowicz” jak lubi go nazywać go Paulina, na początku lat 80-tych miał za sobą 2 lub 3 filmy kinowe, nie był jeszcze wielką gwiazdą, ale drzemał w nim ogromny potencjał. Po „moim” tygodniu filmowym, przyszła kolej na listę od Pauliny. Na pierwszy strzał poszedł „Wieczór kawalerski”, którego za Chiny nie pamiętam i chyba nigdy nie widziałem. To taka standardowa komedia z lat kiedy ja jeszcze waliłem zdrowe dwójki w pieluchę, to typowa opowieść o ostatniej nocy na wolności, gdy facet/kobieta idzie z przyjaciółmi na szaloną zabawę, potrafiącą trwać nawet kilka dni. Można powiedzieć, że mamy do czynienia z pradziadkiem „Kac Vegas”, można także powiedzieć, że amerykańska komedia z 1982 roku jest lepsza od „Kac Wawy”. Pisząc takie słowa nie miniemy się z prawdą. Komedia z Hanksem nie jest mega śmieszna, ale ma naprawdę dobre momenty, jeśli jeszcze znacie angielski na tyle dobrze, aby zobaczyć film w wersji bez lektora, to wyłapiecie dodatkowe smaczki i zabawy słowne. Oglądać takie filmy z lektorem to grzech, bo tak samo jak we „Fletchu” pozbędziecie się możliwości zbierania śmietanki pełnej humoru.

A o co w tym wszystkim chodzi? Rick ma poślubić Debbie. Ona to dziewczyna z dobrego domu, on lekkoduch, który kocha ją nad życie, ale pewne rzeczy po prostu są dla niego lekko nierealne. Dochodzą jednak do wniosku, że czas już najwyższy aby ich związek sfinalizować. Oczywiście przed każdym ślubem jest wieczór kawalerski lub panieński. On ma zamiar wypaść z chłopakami na miasto – wiadomo dziwki, koks, fajerfox. Ona postanawia zrobić domówkę. Wszystko się lekko komplikuje, gdyż groźny rywal Ricka, który jest byłym facetem Debbie, ma zamiar ostro namieszać w planach przyszłych młodych. Poza tym ciekawskie dziewczyny chcą zrobić nalot na imprezę facetów, aby sprawdzić czy jednak nie przesadzają z zabawą. Oj będzie się działo. Narkotyki, cycki, włochate bobry z lat 80-tych, osioł, alkohol, porsche, taniec na fortepianie, ludzki hot-dog… To tylko kilka z tych rzeczy jakie przyjdzie nam zobaczyć w „Wieczorze kawalerskim”.

To chyba jedna taka noc, która jest tak bardzo szalona. Moje kochanie stwierdza, że ja takiego nie będę miał. Ja upieram się, że jednak tak. Tylko, że mój będzie banalny – wóda, konsola i przyjaciele. Czego trzeba więcej do szczęścia? Filmik sympatyczny, ale już nadgryziony zębem czasu.