Ben-Hur - gra - recenzja 2

Darmowe gry lubi każdy gracz. Zbieracze achków i trofków kochają je jeszcze bardziej. Nie ma nic lepszego, niż szybka, łatwa platyna lub calak. Niestety, bardzo rzadko gra, która jest totalnie za free i na dodatek nie ma mikropłatności, jest czymś grywalnym. Tak też jest w przypadku „Ben-Hur”, który powstał przy okazji premiery filmu pod tym samym tytułem. O filmie jeszcze się nie wypowiem, bowiem nie miałem okazji go obejrzeć, jednak o grze już mogę. Ben-Hur – gra – recenzja

„Ben-Hur” opowiada o dwóch braciach. Jeden z nich zdradza drugiego i skazuje na niewolę. Ogólnie mamy czasy Imperium Rzymskiego, są legioniści, gladiatorzy, sex i przemoc. Przynajmniej na tyle, na ile pozwala na to kategoria wiekowa filmu. Pamiętam tego starego „Ben-Hura” z Charltonem Hestonem – jak byłem dzieciakiem robił na mnie ogromne wrażenie. Pomimo swoich lat film nadal ogląda się bardzo dobrze, chociaż już lekko trąci myszką. Wróćmy jednak do gry.

Ben-Hur - gra - recenzja3

„Ben-Hur” ma wszystko, czego gra nie powinna mieć. Ma brzydką grafikę, fatalny model jazdy, słabe udźwiękowienie, toporne sterowanie. Jedynym jej plusem jest to, że możemy ją ukończyć w 20 minut lub mniej więcej 60, jeśli chcemy zdobyć wszystkie osiągnięcia. Długość tego tytułu można więc zaliczyć do plusów, ponieważ nie musimy męczyć się zbyt długo z tym potworkiem.

O co chodzi? Film „Ben-Hur” zasłynął z niesamowitej sceny wyścigów rydwanów. To właśnie te wyścigi mają przyciągnąć naszą uwagę i dać nam chwilę zabawy. Odpalamy grę i już. Nikt nie tłumaczy nam dlaczego jedziemy, po co jedziemy, co mamy robić, czego unikać. Po prostu w pewnej chwili zaczynamy w boksie, z którego wyjeżdżamy na tor i huzia! Ścigamy się z pięcioma innymi powozami. Naszym celem jest dojechać do mety na pierwszej pozycji lub wyeliminować wszystkich przed końcem wyścigu. Którą drogę wybierzemy – zależy tylko od nas. Fizyka gry jest tragiczna, rydwany prowadzą się jak stare, pijane baby po dziurawej wiejskiej drodze. Jednak chęć zdobycia 1000GS przeważyła. Zdobyłem się na ukończenie wszystkich, TRZECH wyścigów i wykończenia wszystkich przeciwników. Tylko te 1000 punktów zmotywowało mnie do gry, nic więcej.

Gra Ben-Hur właśnie taka jest. To tytuł dla osób cierpiących na schorzenie zwane „zbieraniem osiągnięć”. Nie wiedzę innego celu, bowiem filmu ten gniot raczej nie promuje. Pamiętajcie, chcecie dodatkowy 1000GS, to wbijajcie na amerykański rynek i ściągajcie za darmo tego potworka.

Ben-Hur – gra – recenzja