Marudzenie – blog popkulturowy

Piszemy o popkulturze – grach, filmach, książkach i muzyce

Baner KSIĄŻKI RECENZJA

Angus Watson – “Tron z żelaza” – recenzja

Angus Watson - "Tron z żelaza" - recenzja

Czekałem na „Tron z żelaza”. Dwie pierwsze książki z trylogii wciągnęły mnie na tyle, że byłem ciekaw, jak autor zakończy tę historię. Opisywany wcześniej konflikt pomiędzy Rzymem a Brytanią trwa. Cezar chce dopiąć swego, po jego jest także Felix – druid, którego podwładni bardziej przypominają demony, niż wojowników. Angus Watson – “Tron z żelaza” – recenzja

W „Żelaznej wojnie” było trochę przestojów, narracja zwalniała, a zbieranie armii przez Lowę i jej podwładnych mogło nudzić. Chociaż wszystko u Watsona okraszone jest odpowiednią ilością wulgaryzmów i brutalności, to jednak drugi tom był chyba najsłabszym z całości. Całe szczęcie „Tron z żelaza” wraca do dawnej świetności. Zdarzają się tutaj potknięcia, ale są one na tyle niewielkie, że całość czyta się naprawdę wyjątkowo dobrze.

Inwazja wojsk Cezara trwa, obrońcy stawiają opór, dzieje się dużo, ale ciężko powiedzieć, czy obrońcy mają szansę na przetrwanie. Angus Watson postawił nie tylko na barwną narrację, ale także na budowanie całkiem realnych postaci, które niestety czasem po prostu znikają. To chyba główny problem autora. Kreuje jakąś osobę, wykonuje ona postawione jej zadanie i po prostu znika, bez jakiegokolwiek wpływu na resztę fabuły. Całe szczęście nie ma tych sytuacji za wiele. W większości przypadków wszystkie relacje międzyludzkie mają są bardzo wiarygodne. Niezależnie, czy mówimy o relacjach damsko-męskich, czy też rodzić-dziecko. Chociaż mamy do czynienia z fantastyką, to autor postarał się zbudować odpowiednie kreacje i za to należy mu się duży plus. Wiosna przestała być dzieckiem, a stała się dojrzałą dziewuchą, która nie trzyma języka za zębami. Cezar jest despotyczny i okrutny, Krassus potężny itd.

Trzeci tom trylogii to także wojna, bitwy i potyczki. Autorowi nie można odmówić umiejętności barwnego przedstawienia tego, co dzieje się podczas walk. Jest krwiście, brutalnie, bardzo widowiskowo. W tych opisach jest miejsce na heroiczne poświęcenie, śmierć w imię ideałów, głupie decyzje dowódców. Każde ze starć okraszone jest odpowiednimi detalami dotyczącymi taktyki, uzbrojenia, zachowania walczących stron. Te fragmenty książki czyta się naprawdę jednym tchem, szczególnie, gdy ktoś lubi takie opisy.

Jak i w poprzednich częściach autor nie raczy nas stylizowanym językiem. Jego opisy i dialogi są bardzo „współczesne” i przepełnione wulgaryzmami. Nie znajdziecie tutaj wyjątkowych doznań związanych ze stylem, nie złapiecie się za serce mówiąc, że macie do czynienia z poetyckim językiem. Jest prosto, twardo, poczytnie. Dlatego też książkę łyka się na dwa, trzy wieczory.

„Tron z żelaza” zamyka cykl. Wszystkie trzy tomy czyta się sprawie, lekko, bez większych emocji. Na pewno nie jest to lektura wyjątkowa, ale daje satysfakcję, gdy już ją zakończymy. Wszystko dlatego, że to nadal dobre czytadło, szczególnie na koniec wakacji.

[buybox-widget category=”book” ean=”9788379641789″]

Angus Watson – “Tron z żelaza” – recenzja