ON:

„Dark Souls”, „Demon Soul”, a także „Bloodborne” dały mocno popalić graczom na całym świecie. Twórcy tych gier wrócili do korzeni. Stwierdzili, że nie ma lizania się po jajkach i jeśli mroczna gra fantasy ma być wymagająca i wciągająca, a jednocześnie uczciwa, to trzeba nauczyć się w nią grac. Skończyły się czasy, że nasz wypasiony bohater, napakowany miksturami, z dwuręcznym mieczem, siekł wszystko jak popadnie. W tych produkcjach ginie się często, ginie szybko i przeważnie na wskutek nieuwagi gracza lub po prostu „kozaczenia”. 

Mniej więcej rok temu na rynku pojawiła się gra CI Games i Deck 13, która garściami czerpała z powyższych tytułów. Jej tytuł to „Lords of the Fallen”. Piszę o niej dlatego, że odleżała swoje na sklepowych półkach, pojawiła się na wielu wyprzedażach i warto po nią sięgnąć, ponieważ jej cena jest naprawdę bardzo atrakcyjna. Nową sztukę można złapać za około 60 złotych. To niewiele, jeśli podzielimy to przez 30 godzin soczystego i trudnego gameplay’a.

Historia „Lords of the Fallen” ma rolę drugoplanową. Opowiedziana jest przy pomocy przerywników filmowych oraz notatek znalezionych podczas gry. Opowiada ona o świecie, w którym wiele lat temu ludzie pokonali złego boga. Niestety, nie odszedł on w niebyt. Po wielu latach raca i wysyła na ziemię armię demonów, które kierowane są przez potężnych Lordów. Aby ratować ludzkość, postanowiono wypuścić z wiezień złoczyńców biegłych w walce, to oni między innymi będą musieli walczyć o przetrwanie ludzkiej rasy. My wcielamy się jednego z takich osobników. Jego przeszłość nie jest nam do końca znana, ale tatuaże na jego skórze pokazują, że wiele w jego życiu się działo. Do wyboru mamy trzy klasy postaci: wojownika, łotrzyka i maga. Każdy z nich ma inny sposób walki i inaczej się porusza. Trzeba pamiętać o tym, że zwinność, to jedna z głównych cech, która pozwala przeżyć w tym świecie.

Produkcja CI Games i Deck 13 jest trudna, ale nie jest to poziom, którego nie da się przeskoczyć. Odrobina praktyki i cierpliwości pomogą nam w pokonaniu kolejnych przeszkód. Poza głównym wątkiem mamy trochę zadań pobocznych, które zlecają nam NPC-e. Jest też tu kilka wyborów moralnych, które mają wpływ na późniejsze losy naszego bohatera. To drobiazgi, ale urozmaicają w jakiś sposób rozgrywkę. Pomiędzy poszczególnymi lokacjami możemy się przemieszczać przy pomocy szybkiej podróży. W późniejszej części gry będziemy musieli wrócić do pierwszych lokacji, aby odkryć kolejne komnaty i przejścia. Ilość ekwipunku dostępnego w „Lordsach” nie jest może imponująca, ale nie możemy narzekać na brak oręża, którym możemy tłuc po łbach stwory różnego rodzaju.

„Lords of the Fallen” to bardzo ładna i dobrze zrobiona gra. Jest jednym z tych tytułów, które napsują nam trochę krwi, ale gdy już ją rozpracujemy, to będziemy mieć ogromną frajdę zabijając ostatniego bossa.