Chef’s table – recenzja

Chef’s table

Byłoby fajnie umieć dobrze gotować. Robić z tego sztukę. Ja aktualnie, przy tempie pracy i życia, bardziej wrzucam rzeczy na talerz, chociaż przyznaję – lubię czasem zabarykadować się między garami. I potem wychodzą takie cuda, jak pomarańczowe, ciężkie i mokre muffiny.

Chef’s table – recenzja

Znam teorię. Taką podstawową. Totalny basic. Gdybym jeszcze znalazła czas, by dłubać przy tych garach częściej…

Ale absolutnie uwielbiam książki kucharskie i programy kulinarne, ale nie te z panią Gessler, ale takie naprawdę pro. Gdy więc zobaczyłam, że Netflix proponuje mi „Chef’s table” – dokument o bardzo zdolnych kucharzach, zabarykadowałam się… owszem. Ale w pokoju. I zaczęłam oglądać.

Każdy epizod poświęcony jest osobnemu chefowi i jego wizji kuchni. Zaczyna się idealnie – Massimo Bottura zaprosił nas do Włoch i tam pokazał swój pomysł na kuchnię włoską. Każdy odcinek pokazywał zupełnie inne spojrzenie na sztukę gotowania. Sztukę serwowania. Sztukę znajdowania w tym wszystkim czegoś więcej, niż tylko smak i aromat. Chefowie poruszali ważne tematy, jak np. seksizm, bo przecież najlepiej gotują tylko faceci lub podejście do zwierząt, które się poda. Spokój i opanowanie, często podlane szaleństwem i eksperymentami. Doświadczenie. Stawianie na jedną kartę. Plan i yolo. Miłość. Problemy. Przegrane. A potem sukces. Życie prywatne, przyjaciele, pracownicy, rodzina, dzieci. Ludzie, którym się ufa. Smaki. Smaki. Smaki.

Oglądasz i zastanawiasz się, czy kiedykolwiek zjesz coś, co jest tak podane. Co jest stworzone przez takiego kreatora. Co niesie za sobą jakąś historię, jakąś ideologię. Coś więcej, coś głębiej.

Plus serial zrealizowany jest z mistrzowskim dbaniem o detale. Go się po prostu zjada. W zachwycie.

Tagi: Chef’s table – recenzja, serial kulinarny, filmy recenzja, marudzenie, blog recenzencki, blog marudzenie, blog popkulturowy
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Autor: Paulina W

Podziel się postem
468 ad