ONA:

I znowu daremny film. No naprawdę! Nie wiem co się stało, ale powoli zaczynam mieć tego dosyć. Po słabej sensacji, która miała być fajna i po nędznym kinie szpiegowskim – przyszedł czas na horror, który można puszczać dzieciom w przedszkolu. No dobrze, trochę przesadziłam, ale skoro ja, osoba, która unika takich produkcji, mówi, że jest niemrawo, to jest niemrawo. I po raz kolejny mamy wśród „tych złych” lalkę.

Lisa i Jamie są młodym małżeństwem. Żyją sobie razem szczęśliwie, a gdy pod drzwiami ich mieszkania pojawia się tajemnicza skrzynia, od razu biorą ją do siebie. W środku znajduje się kukła – taka lalka, jaką mają brzuchomówcy. Wygląda dość creepy, ale oni i tak sobie ją zostawiają. Na pudle nie było żadnego adresu, żadnego nadawcy – nic. Oczywiście my już wiemy, co będzie dalej… Lalka zaczyna wodzić oczami, a gdy tylko Jamie znika z domu, to ten kawałek drewna pokazuje swoje prawdziwe oblicze. Po powrocie z zakupów koleś zastaje swoją żonę w lekko nieżywym stanie. Dodatkowo jest ona baaaardzo mocno pokiereszowana na twarzy. Mężczyźnie nie pozostaje nic innego, jak zabrać kukłę pod pachę o dowiedzieć się o co chodzi. Oczywiście, w ślad za nim rusza gliniarz, który uważa, że to on sam urządził tak swoją kobietę. Pojawia się tu też grabarz i jego dziwna żona, a także ojciec Jamiego. Wszyscy oni uwikłani są w pewną tajemnicę sprzed lat… Wszystkie drogi prowadzą do Mary Shaw…

Napięcia w tym filmie nie ma wcale. Nie ma też strachu i innych emocji. No chyba, że znudzenie. Jest oklepana fabuła, daremny sposób prowadzenia całej opowieści i jedynie zakończenie jest w miarę znośne. Reszta? No cóż. Filmów o złych mocach, o duchach pragnących zemsty i o dziwnych lalkach – było już na pęczki. Tu nie ma zupełnie polotu, ale faktycznie – nieco tę produkcję poprawia sam finał.

To horror typu „można oglądać nawet w nocy”. Nudzi jak cholera!

I teraz dwie ciekawostki! Powstał już film, który ma tytuł „Martwa cisza” z Nicole Kidman (jak jeszcze nie miała twarzy wypełnionej botoxem i umiała się uśmiechać) i z Billy’m Zane’m. Oba są równie daremne, więc jak zobaczycie gdzieś jakiś film o takim tytule, to śmiało możecie pójść w kierunku bajek, bo znajdziecie tam więcej dobrego. A ciekawostką numer dwa jest to, że w horrorze gra brat Marka Wahlberga – Donnie, który chyba lubi tego typu kino, bo grał w kilku „Piłach”.

ON:

Naszło mnie na horrory. Cisnę Paulinie, aby raz w tygodniu obejrzeć coś „bardziej strasznego”. Lubię tego typu kino, chociaż odbija się to na mojej psychice i po 22 raczej nie wyjdę sam na strych. Mam swoje własne demony, które potęguje takowe dzieła, ale czasem po prostu trzeba przez chwilę poczuć dreszcze na plecach.

W tym tygodniu przekonałem Paulinę do seansu filmu „Martwa cisza”, który chciałem obejrzeć już od dłuższego czasu. Przyznaję, że spodziewałem się czegoś innego, co bardziej mrozi krew w żyłach. Nie jest to zły horror, a jego zakończenie potrafi zaskoczyć, ale jeśli popatrzymy na całość, to raczej średnie dzieło. Trochę szkoda, bo za sterami zasiada sam James Wan, znany między innymi z „SAW”.

Na początku filmu poznajemy małżeństwo Ashenów. To młoda para, która jest na tym etapie wielkiego zafascynowania sobą. On i ona wielce zapatrzeni w siebie. Nic nie przygotowało ich na to, co będzie się działo w najbliższym czasie. Pewnego wieczora ktoś przysłał do ich mieszkania duże pudełko, w środku znalazła się drewniana kukiełka, taka, jakich używają brzuchomówcy. Lalka od początku była jakaś dziwna, ale dopiero po czasie okazało się, co tak naprawdę zagościło w ich domu. Na kolację miało być jedzenie zamówione z lokalnej knajpki, które Jamie odebrał osobiście. W tym czasie jego żona przygotowywała niespodziankę. Niestety… Gdy Jamie wszedł do domu zastał tylko zakrwawioną podłogę oraz ciało swej ukochanej. Dziewczyna siedziała z przerażoną miną na łózku, a jej usta pozbawione były języka. Roztrzęsiony mężczyzna zgłasza się na policję. Zajmujący się sprawą Jim Lipton nie za bardzo wierzy w wersję wdowca i zaczyna śledzić każdy jego krok. W tym czasie Ashen wyrusza do swojego rodzimego domu, bowiem tam prowadzi go pudełko, w którym znajdowała się otrzymana tego wieczora lalka. Poszukiwania prowadzą do pewnego tajemniczego wydarzenia z przeszłości, które ma wpływ na współczesność. Czyli jak widzicie żadna nowość, wszystko już było.

„Martwa cisza” ma kilka „momentów”, które straszą, ale poza tym nie jest to nic, czego wcześniej gdzieś już nie było. Polecam tylko fanom gatunku.