ONA:

O tym, że Miniony rządzą, a „Jak ukraść księżyc” jest jedną z lepszych animacji, które kiedykolwiek powstały, wiem od 3 lat, bo wtedy po raz pierwszy zobaczyłam przygody mrocznego Gru, którego serce skradły trzy małe dziewczynki. Kiedy twórcy nieśmiało zaczęli przebąkiwać, że ma powstać druga część przygód tej zwariowanej ekipy – kwiczałam z zachwytu i doczekać się nie mogłam. Bo w odróżnieniu do przygód zielonego ogra, potworów, czy rybek, Miniony naprawdę śmieszą i gwarantują ubaw po pachy, nawet długo po seansie…

Co się przez te 3 lata zmieniło? Ano największą różnicę widzimy w Gru, który niegdyś szczycił się mianem zła wcielonego, bezdusznego i zimnokrwistego arcyłotra, a teraz zbiera różowe skarpety, przebiera się za wróżki, urządza kinderbale, a przed jego makabrycznym domem stoi księżniczkowy, plastikowy i pastelowy pałacyk. Ba, nawet jego straszny „pies” się trochę upudlił charakternie. Trzy dziewczynki: Agnes, Edith i Margo wniosły w życie gbura dużo miłości i ciepła. A on zdaje się być stworzony do roli ojca. Ba, porzucił swój łotrzy los i teraz zajmuje się produkcją galaretek i dżemów. I nagle spokój rodzinki zakłóca pojawienie się długonogiej i szalenie sympatycznej agentki Lucy, która jest spontaniczna i urocza, i która przychodzi do Gru z ofertą. Co się okazuje – nasz spiczastonosy bohater jest potrzebny tajnej agencji zwalczającej Zło, by odnaleźć i pojmać  twórcę dziwnego genu, który zmienia dobrych w złych. Oczywiście, to nie koniec „problemów” naszego bohatera. Zanim film się na dobre rozpędzi, Gru musi stanąć przed obliczem swatania go z każdą napotkaną samicą, z dojrzewającą najstarszą córką, która zaczyna interesować się chłopakami, z doktorem Nefario, który składa wypowiedzenie oraz z Minionami, które w tajemniczy sposób znikają… Jedno jest pewne: będzie dynamicznie i mega śmiesznie!

„Minionki rozrabiają” trzymają poziom pierwszej części, z tą różnicą, że żółtych fasolek jest zdecydowanie więcej i to działa na niewątpliwy plus. Cała animacja skonstruowana jest tak, że dzieciaki rżą, a dorośli parskają śmiechem. Ja już dawno nie widziałam tak dobrze wyważonej bajki, na której nie umierałam z nudów. Dla mnie obie części to już klasyki, które chyba nigdy nie stracą tej świeżości, którą pokochałam (i która autentycznie mnie wzrusza, w końcowych scenach)…

Nie sposób tej bajki nie polecać. Jest po prostu doskonała: i wizualnie (animacja pierwsza klasa), i muzycznie, a dubbing (szczególnie oryginalny) jest świetny. Fabuła – jak to w przypadku bajek – musi mieć happy end, ale trudno. Przeżyję. I już czekam na część trzecią.

ON:

W 2010 roku zapanowała plaga Minionów, czyli żółtych stworów, które wielokrotnie doprowadziły mnie do bólu brzucha i do łez. Te małe, prześmieszne stworki, były teamem pana zwanego Gru i wraz z Dr Nefario pomagały mu stać się najbardziej znanym przestępcą na świecie. Aby tego dokonać wystarczyło ukraść księżyc.

Minęły prawie trzy lata i w sieci zaczęły pojawiać się krótkie filmiki, zapowiadające kolejną część. Każdy kolejny powodował u mnie salwy śmiechu szczerego, a gacie robiły się mokre w kroku, w oczekiwaniu na premierę. Mijały dni i miesiące, aż wreszcie polski dystrybutor podał datę premiery filmu „Minionki Rozrabiają”. No kurwa jego mać. Rozumiem, że „Despicable Me” przetłumaczono na „Jak ukraść księżyc”, bo wiązało się to z fabułą filmu, ale „Despicable Me 2” przetłumaczyć na „Minionki Rozrabiają, to trzeba mieć tupet. Wiadomo, że w bajce stworków jest kupa, ale są one uzupełnieniem całej historii, a nie jej „corem”.

Jeśli dobrze pamiętacie, w pierwszej części Gru porzucił zawód przestępcy dla trzech dziewczynek zabranych z przytułku. Dał im nowy prawdziwy dom i pokazał, że nawet czarne serce może czasem zabić. Było śmiesznie i wzruszająco. Drugą część otwiera scena kradzieży całej arktycznej stacji badawczej, a później widzimy urodziny Agnes. Tutaj można zobaczyć, jak bardzo zmienił się przestępca. Gdzieś tam kręcą się po posesji Minionki. W pewnym momencie przed domem pojawia się piękna, smukła, ruda łania. Później okaże się, ze ma na imię Lucy i pracuje dla pana „Tyłka”. Wątła kobiecinka używając nowoczesnej technologii (szminka z paralizatorem) zaciąga pana domu do… bagażnika i wywozi w siną dal. Świadkami całego zdarzenia są dwa żółte stworki. Wraz ze swoim nieprzytomnym panem i władcom zostaną przewiezieni do AVL, czyli Anty Villain League. To taka komórka, która walczy z tymi złymi. Ponieważ Gru przeszedł na stronę dobra, to może wykorzystać swoje umiejętności by walczyć z najgorszymi bandziorami na świecie. Wokół poszukiwań faceta lub kobiety, który/a zwędził/a cała stację badawczą wraz z zawartością, czyli dziwną fioletową substancją, będzie kręciła się historia „Despicable Me 2”.

Film jest fenomenalny, jak zwykle twórcy dali nam całą masę powodów do śmiechu. Kolejne minuty uciekają jak szalone, bo na ekranie cały czas coś się dzieje. Dla mnie „Despicable Me” i „Despicable Me 2” to najlepsze bajki ever.