Blade Runner 2049 – recenzja

Blade Runner 2049 - recenzja

„Blade Runner” stał się filmem kultowym. W Polsce pierwsze seanse odbywały się na zrytych do granic możliwości kasetach VHS w zadymionych pokojach, w których w niedzielne popołudnia przesiadywały całe rodziny. Ostatnia scena z Rutgerem Hauerem do dziś uznawana jest przeze mnie za jedną z najlepszych w historii kina. Po wielu latach „Łowca Androidów” nie robi już takiego wrażenia, może poza muzyką Vangelisa, która idealnie pasowała do świata przyszłości. Minęło wiele lat i oto pojawia się „Blade Runner 2049”

Blade Runner 2049 – recenzja

Stare duchy w nowym płaszczu?

Blade Runner 2049 - recenzja1

Dużo o „Blade Runner 2049” można było przeczytać, można było obejrzeć trailery i filmy promocyjne, pojawiło się kilka wywiadów z aktorami, ale nadal była pewna niewiadoma, niebezpieczeństwo, którego obawiali się chyba wszyscy zakochani w sci-fi. Mnie obejrzeć ten film przyszło jakieś trzy, może nawet cztery tygodnie po premierze, a i wtedy w kinie pojawiła się dość duża grupa widzów. Nie będę skupiał się zbytnio na fabule, chcę bowiem uniknąć spojlerów. Opowiem o czymś innym, o tym, dlaczego ten film jest genialny i dlaczego nie „sprzedał się” tak, jak oczekiwali twórcy, pomimo dość dużego hype’u.

Znów mamy replikantów, znów pojawia się policja, która „odsyła na emeryturę” te jednostki, które powinny już dawno zostać zdezintegrowane. Gliną zajmującą się tego typu eliminacją jest funkcjonariusz „K” (Gosling). Co by nie mówić o nim, jest godnym następcą Deckarda, chociaż jego chłopięca buzia wydawała się bardzo nie na miejscu. Jest tu też Niader Wallace, który zajął miejsce na samym szczycie Tyrell Corporation. Jared Leto, który wcielił się w tę rolę, wydaje się idealnym połączeniem oddanego sprawie właściciela wielkiej korporacji. Historia zaś łączy stare z nowym, jest tu trochę powrotu do przeszłości, oddania hołdu „Blade Runnerowi”, pojawiają się małe smaczki, które można wychwycić i się nimi cieszyć. Nie brakuje tu klimatu, przepełnionego ludźmi i neonami miasta, w którym jednostka staje się nikim, a grupa jest jeszcze gorszą opcją egzystencji. Każdy chce po prostu przeżyć kolejny dzień. Kolorowe hologramy kuszą lepszym życiem, które jest praktycznie nie do osiągnięcia.

Wizualna rozkosz

Blade Runner 2049 - recenzja3

Pod względem wizualnym „Blade Runner 2049” to istna perełka. Wspomniany klimat budowany jest obrazami, pracą kamery, długimi ujęciami. Częste zbliżenia na twarze bohaterów lub bardzo szerokie kardy, które pokazują szeroki obszar, lokalizacje zróżnicowane i brudne. Nie można powiedzieć, że mamy do czynienia z monotonnością, w filmie odwiedzimy bowiem wiele lokacji, a każda z nich jest inna. Efekty, te studyjne i komputerowe, po prostu zwalają z nóg. Całości zaś dopełnia muzyka, która czerpie z Vangelisa, a za którą odpowiada Hans Zimmer. Praktycznie 3 godziny, które musimy spędzić z filmem, są wyjątkowym doznaniem. To film, który należało obejrzeć w kinie. W domowym zaciszu nie będzie takiego efektu jak na dużym ekranie.

Historia przed akcją

Blade Runner 2049 - recenzja2

To co mogło zmylić widzów, to trailery, które pokazują dość dynamiczne wydarzenia, akcję, wybuchy i bijatyki. Tyle, że w całej produkcji tych elementów nie ma zbyt wiele, to film będący raczej opowieścią. Ważne są dialogi, rozmowy, przedstawienie postaci. Każdy drobny element ma znaczenie, dzięki temu całość dostarcza jeszcze większej rozkoszy. Dużo tutaj pytań, które zadawane są pomiędzy wierszami. To pytania związana o egzystencję, duszę, o to. czy człowiek, który już jest tak zaawansowany, że może tworzyć inne życia, stał się bogiem. Jest tu wiele zapytań o miłość, o to, czym jest i do czego jesteśmy zdolni, by ją ratować lub posiąść.

No dobrze, zachwalam „Blade Runner 2049”, ale dlaczego w takim razie zyski i otwarcie tego filmu nie są takie, jakie zakładano? Po pierwsze – to kino specyficzne, sci-fi na bardzo wysokim poziomie, kino wymagające od widza czasu, uwagi i skupienia. Nie jest to film, który obejrzą całe rodziny lub też Sebix spod klatki, który w wolnym czasie woli wypić 6 piwek i ponapierdalać się z wrogami jego ukochanego klubu. Chociaż wielu z nas uważa się za „nerdów”, to czy tak faktycznie jest? To, że kupujemy gadżety z filmów i gier nie sprawi, że automatycznie staniemy się fanami gatunku lub pokochamy film sci-fi z ogromną dawką retro. Kilka razy sam usłyszałem, że „to film nudny, na którym usnąłem”.

Dzieło to zostało wyprodukowane dla wąskiej grupy odbiorców. Krytycy ocenili film wysoko, fani oryginału nie mieli mu wiele do zarzucenia, ale to za mało, aby zarobić wielką kasę. Mam nadzieję, że wpływy ze sprzedaży DVD oraz BR będą wysokie, że osoby, które przegapiły kinowa premierę lub te, które po prostu bały się 3 godzin seansu, zmienią zdanie i wydadzą kilka dyszek na nośnik, który naprawdę warto mieć w swojej kolekcji. Dla mnie kino wybitne.

Tagi: Blade Runner 2049 – recenzja, filmy recenzja, marudzenie, blog popkulturowy, blog recenzencki, recenzje filmów
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Autor: Dawid

Podziel się postem
468 ad