ONA:
Mam ostatnio pecha, bo ciągle trafiam na filmy, które zupełnie mną nie ruszają. Ot, kolejna produkcja, która niby nie jest taka zła, ale najpewniej nigdy już do niej nie wrócę. Ba – wątpię, że zapamiętam nawet jej tytuł. Przerażona jestem, bo albo mam zmęczenie materiału i „sensacje” różnego typu powoli mi obrzydły (czyli co, potem komedie romantyczne?!), albo widziałam już wszystko i jakakolwiek intryga zostaje przeze mnie dość szybko rozpracowana. Tym razem padło na akcję, której bazą są stereotypy. Frankie (Helen McCrory) to pani po czterdziestce. Pracuje w tzw. branży strategicznej – projektuje drony, bezzałogowe samoloty szpiegowskie dla brytyjskiego rządu. Swoją pracę uwielbia – oddała jej wszystko i podporządkowała jej swoje życie. Jej życie to procedury, obowiązki, eleganckie garsonki, białe kołnierzyki. Jest bardzo metodyczna, skazana na sukces. Jest idealna, ma idealne życie, idealną pracę – tylko zazdrościć. I wtedy popełnia błąd, chociaż na pierwszy rzut oka – jest całkiem niewinnie. Po wykładzie na uniwersytecie podchodzi do niej 24-letni chłopak, Kahil. Student jest z Algierii, a we Francji się kształci. Na mnie nie zrobiłby zupełnie wrażenia, ale Frankie ugięły się kolana. Szybko zaprasza go do swojego życia. Cóż, widmo dobrego seksu przyćmiło jej realne myślenie. Namiętność między kochankami pulsuje. Kobieta odżywa, rumienią się jej policzki. Można śmiało stwierdzić, że zakochuje się w chłopaku. I wtedy okazuje się, że on wcale nie jest studentem. A potem na swoim komputerze Frankie znajduje w historii strony radykalnych, muzułmańskich ugrupowań. Czyżby Kahil był jednym z bombowych chłopaków?! Sprawdźmy to!
Kiedy ona przyciska go do ściany (bo na ogół to on przyciskał ją) – padają jakieś wymówki, które śmierdzą kłamstwem. Potem zaczyna się tym związkiem interesować policja. Następnie pojawiają się kolejne przesłanki mówiące o tym, że babeczka weszła dwoma nogami do mega gówna. Katarzyna Klimkiewicz, polska reżyserka, próbowała misternie utkać nieoczywistą tajemnicę, ale – moim zdaniem – niepotrzebnie zabazowała na stereotypie. Arab – wiadomo, że zaraz się wysadzi. To trochę psuje całe wrażenie i za każdym razem, kiedy bohaterka „wybacza” – nasz mózg krzyczy „Ty głupia babo!!!!!!!!1111111oneone”. Natomiast szalenie podoba mi się to, że tym razem powszechnie przyjęty schemat został złamany i tu „zło” kryje się pod skórą młodego faceta, a nie cycatej blondyny, która wiedziała komu siąść na twarz. Film jest szalenie poprawny, całkiem dobrze zrealizowany technicznie. Strasznie podoba mi się główna bohaterka, bo jest doskonała w swojej doskonałości. Tylko niestety, sama historia nie powala. Jest sztampowa i szybko wpadamy na właściwy trop.
Ten film trafnie oceniany jest jako „niezły”. I tyle.
ON:
Nie dajcie się oszukać – zbudowana na stereotypach i uprzedzeniach „Zaślepiona” jest filmem polskim. Reżyserka, Katarzyna Klimkiewicz, debiutuje na zachodzie i tworzy dzieło bliskie krajowym produkcjom, które ubrane jest w ładniejsze wdzianko. Nie chce kąsać i pluć jadem, ale po seansie „Flying Blind” nie spodziewałem się wiele i tak też było – otrzymałem przeciętny dramat, bazujący na ludzkich uprzedzeniach i fobiach.
Historia ta mogła wydarzyć się w dowolnym miejscu na ziemi. Ona – wykształcona, samotna i pomimo swoich 42 lat nadal cholernie atrakcyjna. On – o połowę od niej młodszy, z innego kraju, grupy społecznej i co najważniejsze – wyznania muzułmańskiego. Możliwe, że nie byłoby tutaj ogromnych do zaakceptowania różnic gdyby nie to, iż kobieta pracuje dla wojska, a pojawienie się młodego mężczyzny pochodzenia albańskiego gryzie się z jej pracą. Niby nie jest do końca powiedziane, że facet specjalnie ma ją szpiegować, ale cały czas na wierzch wychodzą małe brudy i tajemnice z przeszłości. W tym związku nie może być zaufania. Albańczyk to zawsze terrorysta i morderca, a mniejszości narodowe to żyjące na kubku państwa brudasy. Taka konkluzja pojawia się po seansie „Zaślepionej”. Niestety, nie bierze się one z powietrza, a osoby takiej jak Kahil po prostu odpowiadają za błędy swoich pobratymców.
To, co na początku wydawało się Frankie wspaniałym doznaniem, stało się jej utrapieniem. Szybko zwróciła się o pomoc do wojskowych kumpli. Tyle, że w całym tym „rasowym” zamieszaniu nie zdawała sobie sprawy z tego, jak zostanie potraktowana i co będzie działo się z jej kochankiem. To trochę podróż do wnętrza kobiety, która walczy z własną osobowością, poczuciem obowiązku, tęsknotą za prawdziwym uczuciem. Postać albańskiego studenta wprowadza tylko element rasowy, bo tak naprawdę to może być każdy mężczyzna, a tak „sypiając z wrogiem” nie musi nabierać nowego znaczenia.
Film Klimkiewicz jest powolny i ociężały. Przypomina lokomotywę, która nie potrafi się rozpędzić i rozbić postawionego przed nią muru. Kurtyna, jaka pojawia się przed widzem, niby została uchylona, ale to, co przez nią widzimy, nie powoduje u nas spazmów rozkoszy. Całkiem dobry pomysł został spłaszczony i nie porywa, jak powinien.
Jeśli już musicie to możecie go obejrzeć, ale nie mówcie, że nie ostrzegaliśmy.
