Ghostbusters 2016 - recenzja

Dobra, nadszedł czas na zmierzenie się z jednym z najgorszych filmów, jakie przyszło mi obejrzeć. O dziwo, nie jest to polska produkcja, ale wysokobudżetowy gniot prosto z Hollywood. Mowa o filmie, który obrzuca gównem klasykę i na dodatek wykorzystuje starych, znanych bohaterów, aby w jakiś sztuczny sposób nawiązać do kina z lat 80-tych. Mowa o „Ghostbusters”. Jeśli chcecie wiedzieć, dlaczego należy unikać tego gniota, zapraszam do lektury. Ghostbusters 2016 – recenzja

 Reżyserem tej porażki jest Paul Feig, który odpowiada za genialny „Gorący towar” i całkiem dobrą „Agentkę”. Niestety, przy scenariuszu poszło jednak coś nie tak. Opowieść o pogromczyniach duchów jest głupia, nudna, brak w niej dobrych gagów i śmiesznych dialogów. Film wydaje się być stworzonym na siłę tylko po to, aby stworzyć coś na licencji „Ghostbusters”.

Każdy, kto przynajmniej raz obejrzał „Pogromców duchów”, tych prawdziwych, z Murrayem Aykroydem, Ramisem i resztą, wie, że tego niepowtarzalnego klimatu kina lat 80-tych, który ocieka swoistym humorem, nie da się powielić. W przypadku produkcji z 2016 roku nawet się na to nie silono. Wsadzenie czterech dup, które są nieudacznicami, w stroje pogromców, wciśnięcie im w łapy miotaczy i przyczepienie do pasów pułapek na duchy, nie zrobi z nich ekipy szalonych kolesi ratujących Nowy Jork. Jak to mówi Paulina: „Nie porównuj gówna do twarogu”.

Tak właśnie jest, ten film jest gównem, które przykleja się do naszego buta i sprawia, że chcemy je bardzo szybko z podeszwy strzepnąć. Wyciąganie mózgu przez nos wydaje się bardziej przyjemne, niż oglądanie tego czegoś. Niech najlepszą przestrogą będzie opinia widzów. Trailer tego „dzieła”, opublikowany na YouTube, zgarnął ponad milion łapek w dół. Osobiście uważam, że to i tak bardzo lekki kop w jajka dla wytwórni. Te dwie minuty i trzydzieści siedem sekund pokazują, jak bardzo słaba to produkcja. Melisa McCarthy jest tu śmieszna jak zajady, a grający pięknego głupka Chris Hemsworth powinien oddać młot Thora za tę rolę.

Aby dłużej nie truć – „Ghostbusters” z 2016 roku to coś, co nigdy nie powinno powstać. To gniot odcinający się grubą linią od klasyki, który pluje na nią i jeszcze pogrywa z widzami, traktując ich jak debili. Po seansie tego gówna powinno się widzom zwracać kasę. Poważnie. Unikać jak Cygana z podejrzanym złotem i atrakcyjną ofertą na patelnie.