Marudzenie – blog popkulturowy

Piszemy o popkulturze – grach, filmach, książkach i muzyce

FILMY

The Minions

ONA:

Całe życie czekałam na swojego ulubionego bohatera z bajek i filmów animowanych. Owszem, jest Alicja, ale to przecież postać z książki. Żaden Kubuś Puchatek, czy Królik Bugs, Myszka Miki mnie denerwowała, a te wszystkie księżniczki zupełnie mnie nie zachwycały. Aż wreszcie 5 lat temu pojawiła się taka animacja, która wywróciła mnie na lewą stronę i którą pokochałam od pierwszego seansu. Potrzebowałam 24 lat na to, by znaleźć ulubionego bohatera bajek. Chociaż chwila, nie, nie tak! Nie znalazłam jednego bohatera. Znalazłam ich wielu. Są żółci, sympatyczni, pokraczni i w dżinsowych ogrodniczkach. Mają niezłe charakterki, a ich głównym celem jest służenie największemu złoczyńcy na świecie. To Miniony!

Po tym jak pomogli swojemu panu ukraść Księżyc, po tym jak trochę rozrabiały – nadszedł czas na historię o tym jak to się stało, że te żółte tic-taki pojawiły się na świecie. Ano wyłoniły się zupełnie tak jak my – z wody. Ich komórki sukcesywnie narastały, ale od samego początku krążyły one wokół tych złych gatunków, szukając tego najgorszego, najsilniejszego. Kiedy już Miniony pojawiły się na ziemi, to utrudniały życie dinozaurom, potem pierwszemu człowiekowi i wreszcie znalazły swoje miejsce – opustoszałą jaskinię. Tam ich cywilizacja nabrała rozpędu. Bawiły się, świętowały, budowały, ale z każdym kolejnym rokiem coraz bardziej brakowało im Złoczyńcy… Ich werwa sukcesywnie spadała. Pogrążyły się w marazmie i gnuśności… Na całe szczęście jeden z nich się opamiętał i postanowił, że trzeba coś z tym zrobić. Zabrał jeszcze dwóch kompanów, spakowali plecaki i ruszyli w świat w poszukiwaniu Pana… I tak trafili do brzegu Stanów Zjednoczonych… Potem już było z górki. Udało się im pojawić na targach dla najgorszych łajz. Tak! Tam musi udać się im! Tam znajdą Pana!

Jednak nie wszystko poszło według ich planu. Znaleźli bowiem… Panią! Och, ta Scarlett! Jest bezwzględna! Ostra, zepsuta i z ogromnymi ambicjami! Jej celem jest korona brytyjskiej królowej, a małe Minionki mają jej w tym pomóc! Zaczyna się interkontynentalna przygoda!

„Minionki” z Bobem, Stuartem i Kevinem na czele to kapitalna rozrywka nawet dla dorosłych. Właściwie – przede wszystkim dla dorosłych. Dzieciaki nie mają jeszcze wiedzy, by wyłapać te wszystkie smaczki. Słynna Czwórka na Abbey Road, śmieszny plakat z Nixonem, lądowanie na Księżycu – to tyko kilka elementów. Do tego mamy tu GENIALNĄ muzykę! Poważnie, można się zachwycać nią bez końca. Klasyki z jednego z najlepszych okresów muzycznych są idealnie wkomponowane w to, co wyprawia ta żółta trójka. Abstrahując od samych bohaterów i historii – mogłabym ten film obejrzeć jeszcze raz tylko z powodu muzyki. Bull’s eye jeśli chodzi o mój gust! A poza tym, jest tu mnóstwo świetnego i nie dziecinnego humoru! Dowcipy są i urocze, i mocne. Bohaterowie są fajni i charakterni, i najbardziej żałuję tego, że ta produkcja nie jest dłuższa. Ma świetne zakończenie! Z kina wyszłam wyśmiana za wszystkie czasy!

ON:

The Minions (Minionki) – maleńkie żółte stworzonka, które pojawiły się na Ziemi na długo przed pierwszym człowiekiem. Minionki są żyjątkami stadnymi, które tylko w grupie czują się spełnione. Organizmy te nie grzeszą rozumem, ale czują wielkie przywiązanie i oddanie do swojego pana i władcy. Niestety, nie każdy może nimi kierować. Minionki pójdą tylko za tym, kto jest mistrzem zła i zbrodni.

W kinach pojawiła się właśnie najnowsza opowieść o żółtych ludzikach, które noszą niebieskie spodenki i zwą się Minionami. Znamy je bardzo dobrze z animacji pod tytułem „Jak ukraść Księżyc”, w której to po raz pierwszy Stuart, Dave, Bob, Kevin i cała reszta rozśmieszała nas do łez. Wtedy też mieliśmy okazję poznać Gru, bezwzględnego złoczyńcę, który jest ich panem i władcą. A czy zastanawialiście się, co było wcześniej, co się działo zanim pojawił się Gru? No właśnie, ja też. Całe szczęście producenci wpadli na pomysł, by opowiedzieć nam tę właśnie historię.

To, że Minionki żyją na Ziemi od zawsze – już wiecie. W czasie swojego życia próbowały służyć wielu władcom, lecz zawsze coś było nie tak, a ich pan ginął przeważnie w nieciekawych okolicznościach. Po ostatnim incydencie postanowiły zamieszkać z dala od innych stworzeń. Dotarły do wielkiej lodowej jaskini, gdzie stworzyły swoją własną cywilizację. Mijały lata, a Minionki stawały się coraz to bardziej apatyczne, osowiałe, zmęczone. Nic nie dawało im radości. Wiadomo co było tego powodem: brak nowego władcy. Tak dłużej być nie mogło. Stuart, Bob i Kevin wyruszają więc w daleka podróż, aby znaleźć kogoś, komu będzie można wiernie służyć.

„The Minions” jest fenomenalną animacją. Głównymi bohaterami nie są Minionki i Gru, ale same Minionki. To one potrafią rzucić nas na kolana i doprowadzić do śmiechu. Twórcy postanowili, że opowieść ta będzie się działa w 1968 roku i do animacji przemycili fenomenalną ilość smaczków, związanych ze światem tamtych lat. Easter eggów jest tutaj na kopy! Naprawdę! Film warto obejrzeć więcej niż jeden raz. Po raz pierwszy dla historii, następnie – dla wyłapywania drobiazgów.

My oglądaliśmy film w kinie pełnym dzieci. Cisza, a na ekranie pojawia się billboard z Nixonem i podpisem „Nixon – nareszcie prezydent, któremu możesz zaufać”. Dzieciaki cisza, a my z Pauliną w ryk i tak jest cały czas. Dodatkowo film ma niesamowity soundtrack, który pasuje do niego idealnie. Czego chcieć więcej?

Jeśli kochacie Mioniny, uwielbiacie animacje dla „dorosłych” i chcecie się pośmiać, to jest to film dla Was. Polecamy.