ONA:
Przeraża mnie upływ czasu. Przecież jeszcze tak nie dawno temu byłam w gimnazjum, a tu już mija prawie dekada od matury. Okazuje się, że „idole” z lat młodzieńczych mają już grubo po czterdziestce i większość z nich dorobiła się własnych pociech i brzuchów piwnych. Ponoć to po dzieciach najbardziej widać, jak się starzejemy. Bez wątpienia to prawda. Dopiero ich dorastanie uświadamia nam, że i nam przybywa lat. Dlaczego o tym piszę? Bo mnie to STRASZNIE przeraża! Zamknęłam oczy, po chwili otworzyłam i okazało się, że minęła dekada. Mocna refleksja na temat uciekania czasu dopadła mnie podczas oglądania głupkowatej komedii, co przecież jest totalnie paradoksalne! A dlaczego mnie to dopadło?
Mi taka beztroska młodość gimbazjalna kojarzy się z totalną radością i spontanicznością. Plan tygodnia był dość prosty: od poniedziałku do piątkowego popołudnia byliśmy grzeczni, a potem zaczynało się balowanie. Niekoniecznie mam tu na myśli chlanie na umór i co ino, ale bawiliśmy się przednio. Stałym punktem piątkowych nasiadówek była zabawa pod MTV, które jeszcze wtedy puszczało muzykę. i właśnie weekend otwierał kolejny odcinek „Jackass”, za którym ja i moi rówieśnicy przepadaliśmy totalnie. Johnny Knoxville, Bam Margera, Steve-O i Chris Pontius byli naszymi towarzyszami zabawy. Kilka odcinków „Jackass” czy „Viva la Bam” pamiętam do dziś. A potem się skończyło. Ja „nieco” dorosłam, ale raz wypaczony gust, został na tym samym miejscu. Nie brakowało mi tych programów. Po prostu coś innego zajęło tamto miejsce. Od czasu do czasu widziałam gdzieś Knoxville’a w jakimś durnym filmie, ale to tyle. I nagle BOOM! Internet zalały zdjęcia i trailery do filmu „Bad Grandpa”, który sygnowany był dopiskiem „Jackass Presents” i przy którym solidnie Johnny grzebał (scenariusz + główna rola). Oj tak, poproszę!!!
Irving Zisman (Johnny Knoxville) jest dziadeczkiem w sensie dosłownym i metrykalnym. Właśnie zmarła mu żona, ale on ma gdzieś żałobę – w końcu jest wolnym człowiekiem, który może od nowa zacząć żyć i bawić się. Niestety, to wcale nie jest takie łatwe. Jego córka zostawia mu na głowie niemały problem. Problem ten nosi imię Billy i ma 8 lat. Wyrodna matka po raz kolejny ląduje w areszcie za dragi, a gówniarzem ktoś się musi zająć. Dziadziuś średnio ma ochotę na niańczenie wrzoda, ale obiecuje przetransportować go do równie nieudanego tatusia. A po drodze Irving i Billy robią niezłą zadymę – totalnie w stylu Jackass! Słowem: jest bardzo niepoprawnie.
Żeby Was zachęcić dodam, że film jest tylko w pewnym elemencie wyreżyserowany i opracowany, bowiem poza dwójką łobuzów, resztę ról grają zwykli ludzie, którym przyszło brać udział w tej farsie. Kolejne skecze i gagi miażdżą mózg, jest wulgarnie i fekalnie, jest chamsko, ale wierzcie mi – nie sposób nie rżeć i parskać śmiechem. Żarty żartami, ale reakcje ludzi to mistrzostwo! Nie dajcie sobie zamydlić oczu tekstami „Och, co za płytkie poczucie humoru” – to takie miało być! Jeśli ktoś liczy na wysublimowany żart, mocno się zawiedzie. Jeśli ktoś liczy na gust – powinien obejrzeć jakąś komedię, najlepiej z wątkiem romantycznym. „Bad Grandpa” to film do wąskiego grona odbiorców, którzy będą cieszyć się i odmóżdżać przy każdej kolejnej scenie. Jeśli chamstwo Was śmieszy – polecam. Jeśli łatwo się obrażacie i 8-latek tańczący na rurze podczas „Beauty Pageant” to dla Was ohydne i oburzające – wybierzcie „Cztery wesela i pogrzeb”, z naciskiem na „pogrzeb”.
Dla fanów – pozycja obowiązkowa. Idealny lek na ciężki dzień.
ON:
„Jackass” najpierw pojawiał się w odcinkach w telewizji, która kiedyś była najlepszą stacją muzyczną, później czasy się zmieniły i na ekranach MTV zaczęły pojawiać się seriale dla 16-to letnich dup z USA, które są w drugiej ciąży oraz dla ludzi z IQ na poziomie 85. Przy tej całej kupie zaserwowanej przez pseudo-muzyczną stację, „Jackass” był programem na naprawdę wysokim poziomie intelektualnym. Później panowie z ekipy wraz z Johnnym Knoxvillem nakręcili kinową wersję mega pojebanych wygłupów i było to dzieło całkiem zjadliwe, jeśli tylko ktoś uwielbia bezsensowną przemoc, pierdy, kupę i zniesmaczonych widzów.
Gdy po raz pierwszy zetknąłem się z trailerem „Jackass Presents: Bad Grandpa” wiedziałem, że będę miał do czynienia z obrazem pierdolniętym. To pomieszanie filmu opartego na luźnym scenariuszu z totalną improwizacją i widzami, uczestnikami pozorowanych scen, którzy nie mają pojęcia że są wkręcani, że ekipa z Jackass robi im dowcip.
Założenie było takie: niejaki Irving Zisman, czyli przerobiony na starego, zgryźliwego tetryka Knoxville, przewozi przez połowę USA swojego wnuka Billy’ego do ojca, który ma się zająć dzieciakiem. Dlaczego tak się dzieje? Bo matka chłopca waliła koks w takich ilościach, że zabrano jej prawa rodzicielskie, a ona sama wylądowała w ciupie. Tę wspaniałą historyjkę młody Billy opowiada każdej napotkanej osobie. Zdziwilibyście się jak potrafią reagować “burgery” na takie opowiastki. To jednak nie koniec. Dziadek to kawał jebaki, po śmierci swojej ukochanej żonki, nazwanej „chujoblokiem”, postanawia się zabawić. Podczas podróży przez kolejne miasta dziaduszek nie próżnuje. To wsadzi wacka w dziurę na drobne w maszynie do lodów, to znów odwiedzi klub z czarnym męskim striptizem, a koniec końców wyląduje w salonie bingo, gdzie najebany zacznie podrywać grube, stare baby.
Zlepek skeczy jest bardzo nierówny, są takowe, które powodowały, że wraz z Papi laliśmy ze śmiechu, ryczałem jak bóbr, łzy ciekły mi po policzkach, gdyż scenki były fenomenalnie niepoprawne. Niezależnie jak bardzo daleko byliśmy od granicy dobrego smaku, to całość wydawała nam się wyjątkowo śmieszna. To nie nasza wina, że bawią nas takie głupie żarty. Czasem dobry, fekalny dowcip jest dużo lepszy niż pierdolenie Donalda na temat opodatkowania umów śmieciowych. Wolę dziadka, który potrafi rozśmieszyć i zgorszyć niż otaczającą mnie melancholię i patologię. Nie zaliczę „Jackass Presents: Bad Grandpa” do komedii wybitnych, bo daleko jej do takich dzieł, ale to nadal potrafiąca rozśmieszyć historia szyta na żywo. Najśmieszniejsze w tym wszystkim jest to, że amerykańska gawiedź daje się nabrać na tą opowieść, wkręca się w nią bardzo, a gdy wszystko wychodzi na jaw nie chce wierzyć, że dała się zrobić jak dziecko.
Opowieść o dziadku daje się obejrzeć i co najciekawsze, nawet taka pozorowana zabawa jest amerykańskich twórców, jest lepsza niż polskie komedie z Szycem i spółką, które mogą dać raka. Jeśli lubicie Jackass to jest to pozycja obowiązkowa.
