Jestem taka piękna!, I Feel Pretty – recenzja

Jestem taka piękna!, I Feel Pretty - recenzja1

Jestem taka piękna!, I Feel Pretty – recenzja

Z jednej strony Hollywood wypuszcza film „Ocean’s 8”, który jest po prostu świetny i trochę gra na nosie wszystkim tym, którzy twierdzą, że babskie kino akcji nie ma szans. A potem pojawia się Amy Schumer, która dla wielu kobiet jest wzorem pewności siebie, akceptacji, dowcipu, która gra w filmie ze słodko-pierdzącym happy endem, bo przecież każda potwora znajdzie swojego amatora. Na każdą czeka książę. Cel życiowy. Serio, Amy? W „Trainwreck” było to-sa-mo.

Renee (Amy Schumer) jest kompletnym przeciętniakiem. Tak się określa, tak się prezentuje. Ma kumpele, przeciętną pracę, przeciętne perspektywy, usilnie próbuje stoczyć walkę z oponką i wkurwiają ją wszystkie chude laski. Generalnie frustracja i kompleksy, ale najbardziej to klasyczne, pospolite wkurwienie na świat.

I Renee pewnego dnia idzie na rowerki. Wspaniały sport, polecam wszystkim. Na tych rowerkach ma wypadek. Pomyślicie: „Jak, pedałując na rowerze stacjonarnym, można mieć wypadek?” – no można. To jeden z tych filmów, na którym nie warto zadawać sobie dodatkowych pytań, to się po prostu ogląda. Gdy nasza bohaterka łapie kontakt z rzeczywistością, okazuje się, że coś srogo musiało się w jej głowie pozmieniać. Widzi swoje odbicie lustrzane i nie umie przestać się zachwycać. „Jestem taka piękna!” – krzyczy, głaszcząc się po brzuszku. Spoko! Tak trzymaj, dziewczyno!

Oczywiście od tego momentu całe jej życie zaczyna się zmieniać. Renee wskakuje w krótkie kiecki, uśmiecha się, flirtuje, jest super pewna siebie, dostaje nową pracę, poznaje kolesia, idzie na konkurs bikini. Jest szczęśliwa, czuje się demonem seksu, uśmiecha się, ma błysk w oczach. Po kompleksach, po frustracji nie ma śladu. Nie ma też śladu po przyjaciółkach, które nie do końca akceptują nową wersję Renee, a z czasem i nowy związek zaczyna się… psuć.

Boom!

Schemat tego filmu jest tak prosty, tak banalny, że trzeba być chyba socjopatą, by nie zauważyć o co tu chodzi. Mamy nie patrzeć na wygląd, tylko na zachowanie, wszyscy jesteśmy piękni, blablabla, „z ładnego talerza nikt się nie naje”, na wszyskich czeka miłość, sukces, blablabla. SERIO?

To tak, jakby zabrać wszystkie coachingowe książki, szkolenia i inne dyrdymały, zmielić je, polać sosem i zjeść. Taki właśnie jest ten film. Niby pod osłoną współczesnych problemów – dajmy na to – społecznych, dostajemy jakąś ckliwą papkę, która niby w zabawny sposób ma to wszystko wyśmiać, a tak naprawdę kompletnie tego nie robi. Schumer bawi się w „przewodnika”, ale trąci tu solidną hipokryzją. Tu podobno jest jakaś delikatnie wpleciona refleksja na temat pewności siebie we współczesnych czasach. Tylko że film pokazuje, że trzeba mieć uraz głowy, by poradzić sobie z życiem, że pewność siebie da ci jedno, ale odbierze drugie, a finalnie i tak trzeba podkulić ogon.

Tagi: Jestem taka piękna!, I Feel Pretty – recenzja, marudzenie, blog popkulturowy, blog recenzencki, recenzje filmów

Autor: Paulina W

Podziel się postem
468 ad