Marudzenie – blog popkulturowy

Piszemy o popkulturze – grach, filmach, książkach i muzyce

Baner KSIĄŻKI RECENZJA

John Lennon – “Listy”

ONA:

Dziś, dokładnie dziś – 8 grudnia, mija 35 rocznica śmierci jednego z najważniejszych, najzdolniejszych i najlepszych współczesnych muzyków. John Lennon zniknął zbyt wcześnie, zbyt brutalnie. Czasami zastanawiam się, jak on, Freddie, Elvis, Jimmy … jak by to wyglądało, gdyby żyli do dziś. Czy jeszcze tworzyliby? Jakby wyglądali? Czy świat by o nich pamiętał? Może właśnie przez to, że śmierć dopadła ich w najmniej oczekiwanych momentach, stali się legendami?

Wiecie to, a ja tego wcale nie ukrywam. Nie jestem w stanie słuchać nowej muzyki, bo ta starsza, licząc od lat 60. ubiegłego wieku, wryła się w mój gust za bardzo, zbyt mocno. Zupełnie nie mam potrzeby grzebania w nowej muzyce. Słucham, gdy ktoś mi podeśle lub gdy coś mnie zainteresuje. Mogą być w słuchawkach, podczas pracy, w samochodzie, podczas imprezy… Ale nie ma ich w serduszku. Tam rządzi stary, dobry rock and roll!

Na książkę „Listy”, wydaną przez Prószyński i S-ka, czaiłam się długo. Ani to jakaś wybitna biografia, ani album ze zdjęciami, a jednak… Stojąc w empiku i czytając kilka randomowych stron, zrozumiałam, że to dzieło jest wyjątkowe. Kiedy czytasz biografię i nie jest to autobiografia, to zawsze wyłania się obraz z czyjegoś punktu widzenia. Jest bardzo mało „biografistów”, którzy potrafią „odciąć” się i często albo mimochodem krytykują, albo osądzają, albo gloryfikują i zamiast czytać fakty, czytasz laurkę.

W „Listach” jest po prostu John Lennon. Okej, mamy komentarz, mamy analizę, ale czytając jego słowa, wiesz, że to po prostu on. Widać tu ogromną ilość emocji, widać wrażliwość, miłość. Widać złość, rozczarowanie. Nadzieję, brak nadziei. Widać czym żył, co nim kierowało. Widać to, co miał w głowie, w sercu. Widać jego podejście do ludzi, a ludzi w tej książce był ogrom. Przyjaciele, rodzina, ludzie, z którymi pracował… Ostatnie zdjęcie jest dokładnie sprzed 35 lat. Lennon podpisał swojej fance – Ribeah kartkę. Najpewniej było to jego ostatnie słowo pisane…

Wciągająca, ciekawa, intrygująca. Trochę obdziera ze złudzeń, trochę sprawia, że masz wrażenie, że świat sztuki i pewnie nie tylko sztuki, stracił kogoś wyjątkowego. Podeszłam do niej bardzo emocjonalnie, czytając ją na raty, w tak skrajnie różnych momentach dnia i nocy. To kawał świetnie zrealizowanej roboty. Pięknie wydana, bardzo wnikliwie pokazująca obraz Lennona na wielu płaszczyznach. Możesz się śmiać, możesz wzruszać, możesz wiele razy zawiesić myśli… Dostajesz w „Listach” artystę wyjątkowego. Możesz zajrzeć w jego duszę, w jego umysł. Dla fanów – pozycja obowiązkowa.