
Nie, nie będzie tu chwalenia pod niebiosa samej profesji, bo jest wiele zawodów, które wymagają równie potężnego zaangażowania i które zmieniają człowieka na zawsze. Wiem co mówię – pochodzę ze Śląska, z rodziny górniczej. Górnik w Polsce to ciągle osoba, która albo nazywana jest tytanem pracy, twardzielem, albo wyzyskiwaczem, który pracuje w branży zupełnie bezsensownej, który zarabia krocie, doi hajs z kogo tylko się da, a jak ma mało, to demoluje stolicę.
Karolina Macios – Górnicy PL – recenzja
Hm… Może zostawię sobie swoje własne opinie na ten temat, bo post przeczyta tato – szcześliwie emerytowany pracownik pewnej KWK, który z rozkoszą zakończył ten rozdział i który z pewnością za tym wszystkim tęskni.
Jedno jest pewne: wszędzie tam, gdzie nie ma dostępu przeciętny Kowalski, rodzą się legendy. Nieznajomość warunków rodzi podejrzenia, wątpliwości. Pewnie – teraz jest inaczej, niż te 30-40 lat temu. Teraz są maszyny, komputery, ale podejrzewam, że ten „duch” niewiele się zmienił.
Nadal są „kurwy ze związków”, nadal Skarbek podpierdziela część wypłaty. Nadal istnieje ten przesąd, że Barbara w okolicach swojego święta kogoś zabiera. Nadal mówi się „Z bogiem”. Nadal wspomina się kolegów, przełożonych. I nadal żart o seksie i Barbórce śmieszy. W sensie ich.
Znacie ten żart?
Górnik pyta górnika:
- A Ty co wolisz, seks czy Barbórkę?
- Barbórkę, bo jest częściej.
„Gorolskiej” części czytelników wyjaśniam, że Barbórka jest raz w roku.
Książka „Górnicy” to siedem historii. Słowami prostych górników można poznać zawód, można próbować uzmysłowić sobie jak ta praca wygląda i jak mocno wpływa na psychikę człowieka, na jego życie. To często wielopokoleniowe opowieści, od których nie można uciec. Książka jest ciekawa, a ja, czytając ją, miałam wrażenie, że ktoś spisał fragmenty z również i mojego życia.
Interesujący reportaż, świetnie uzupełniający serial „Górnicy PL”.
