Marudzenie – blog popkulturowy

Piszemy o popkulturze – grach, filmach, książkach i muzyce

FILMY RECENZJA

La French

ON:

„Marsylski łącznik” jest filmem, który pomimo europejskich korzeni jest bardzo amerykański. W pewnym momencie łapałem się nawet na tym, że porównywałem niektóre sceny do tych, które pojawiały się w filmach Manna, szczególnie „Gorączki”. Postawienie przez reżysera i scenarzystę – Cedrica Jimeneza na przeciw siebie dwóch bardo silnych osobowości, które mają przeciwne cele, oraz spokojny, lecz trzymający w napięciu styl opowieści, są ogromnym plusem tego dzieła.

Dzieło Jimeneza skupia się na trwającej praktycznie 6 lat walce pomiędzy sędzią Pierrem Michelem a Gaëtanem “Tanym” Zampą, szefem marsylskiej mafii. Zampa szybko wbił się na salony zbrodni. Wraz ze swoimi ludźmi zaczął od wymuszeń i haraczy, a skończył na wielkim narkotykowym imperium. Jego ludzie mieli wtyki wszędzie, a korupcja rosła z taką szybkością, że nie wiadomo było, czy są jeszcze osoby, które nie biorą.

Pierre Michel był przykładnym mężem i ojcem. Miał jednak pewną przypadłość: był bardzo sumiennym i pracowitym sędzią. Jego głównym celem była walka z producentami i dostawcami narkotyków. Pewnego dnia dostał możliwość, na którą bardzo czekał. Został przydzielony do spraw związanych z przestępczością zorganizowaną, szczególnie tą, która zajmuje się produkcją i sprzedażą narkotyków. Dość szybko wbił się w tryb nowej pracy, a Zampa stał się jego wrogiem numer jeden. Młody i ambitny Michel bierze się szybko do roboty i zaczyna walczyć z bandziorami przy pomocy ich broni. Jego przesłuchania nie są do końca zgodne z procedurami, akty oskarżenia wypisywane są in blanco itd. W swojej osobistej walce sędzia zapędza się bardzo daleko, czasami przekracza linię dzielącą go i mafiozów. Ponieważ Marsylia jest bardzo skorumpowana, wielu osobom nie pasuje jego osoba, szczególnie Zampie, ale są też inni, którzy irytują się coraz to bardziej zachowaniem Michela. Zaczyna się robić coraz to bardziej gorąco.

Film mnie urzekł. Ma swoje momenty. Podoba mi sposób w jaki został nagrany – stylizowane na lata 70-te zeszłego wieku kadry potrafią zauroczyć. Wcielający się w główne role Jean Dujardin oraz Gilles Lellouche dali z siebie naprawdę wszystko. Po raz kolejny widać, jak dobre jest europejskie, francuskie kino sensacyjne. „Marsylski łącznik” to pozycja obowiązkowa.

ONA:

Zemsta najbardziej smakuje na zimno. I po francusku. Tak można wywnioskować z filmu „Marsylski łącznik”, który nazywany jest europejską odpowiedzią na „Gorączkę” Michaela Manna. Sprawdźmy to.

Film zaczyna się zdaniem, że pewne wydarzenia, przedstawione w nim, luźno związane są z prawdą. No cóż, mafia z Marsylii robiła sporo zamieszania, ale przecież na tym ta „profesja” polega. W dziele C. Jimeneza obserwujemy to, co działo się w połowie lat 70. ubiegłego wieku, gdy ambitny sędzia postanowił utrzeć nosa nieuchwytnemu gangsterowi, który kpił sobie z wymiaru sprawiedliwości.

Zampa to mężczyzna, który z racji swojej „pozycji” w szeregach, ma wszystko i wszystkich gdzieś. Jest jak duch. Bardzo bezwzględny duch. Policja nie potrafi nawet wpaść na jego trop. Sam mafiozo zaciera swoje ślady, wspomagając się sowitymi łapówkami, umieszczanymi w dłoniach odpowiednich policjantów i urzędników. Nawet tych wysoko. Plus do tego wszystkiego koleś jest szalenie charyzmatyczny. Ale Pierra Michela to nie powstrzymuje. Za punkt honoru obiera by gangstera złapać i zamknąć. To oczywiście nie jest zbyt łatwe, bo: a) Zampa jest nie do wytropienia, b) sam zainteresowany postanawia za wszelką cenę uprzykrzyć życie sędziemu. Klasyczny bój: dobry vs. zły. Wygrać może tylko jeden.

Oj, pierońsko potrzebowałam takiego filmu. Jest szalenie klimatyczny, dobrze nakręcony i dobrze zagrany. Główni bohaterowie są charakterni i właściwie najbardziej chcesz znaleźć się między nimi, bez ubrań. Nie potrafiłam jednoznacznie rozpracować tej historii. To była bardzo udana rozgrywka między nimi, ale nie wiedziałam jak ona może się skończyć. I wiecie co? Chyba nie chciałam wiedzieć. Ten film jest tak dobrze opowiedziany i prowadzony, że nie miałam ochoty wybiegać w przyszłość, analizować. I dzięki temu na końcu czekało na mnie tak dobry finisz i tak wysmakowana akcja, że ach!

Dla fanów dobrych sensacji, w których dominującym elementem nie jest napierdzielanie, pościgi i strzelanie. Dla fanów klimatycznego, europejskiego kina, bez zbędnego efekciarstwa. Dalej – dla fanów zaskakujących historii.

Kawał świetnego kina. Czy podobny jest do „Gorączki”? Mianownik obu produkcji jest bardzo podobny. Różni je jednak wiele cech. Ale tak – oba dzieła są po prostu kawałkiem zajebistego kina mafijnego.