ONA:
Podstawowa różnica pomiędzy sensacyjno-thrillerowym kinem europejskim a amerykańskim to tempo prowadzenia historii. O ile w Fabryce Snów wszystko jest szybkie, dynamiczne, ciągle się coś dzieje, często jest majestatycznie, jeśli chodzi o efekty, tak w filmach z tego gatunku, które powstały na Starym Kontynencie jest spokojnie, z większą „analizą” przeżyć jednostki. Jeśli o mnie chodzi, to wolę płytszą fabułę, a większe „BOOM”. Jeśli chcę pobawić się w Freuda, wybieram jakiś dramat. Bo sensacja nie po to jest sensacją, by wprowadzać w nią jakieś ckliwe elementy.„Eksperyment” Thomasa Vincenta to film, który dopasowano do gatunku „dramat” i „thriller”. Nie za bardzo wiem jak to wszystko połączyć w całość, no ale załóżmy, że postaram się najmocniej jak tylko umiem. Raoul Kraft pracuje sobie i żyje jak każdy. Ma 18-letniego syna, jest po rozwodzie. Dobrze mu patrzy z oczu. I wtedy spada, jak grom z nieba wiadomość – chłopak nie żyje, ginie w wypadku samochodowym. Typowa sprawa, można rzec. Ojciec jest zdruzgotany, załamany, wściekły. I wtedy w jego życiu pojawia się tajemnicza kobieta – Diane, która „sprzedaje” mu kilka zaskakujących i zastanawiających faktów. Ten wypadek wcale nie musiał być wypadkiem. Syn Raoula cierpiał na chroniczne napady migreny. Dostał się do grupy osób, na których przeprowadzano badania kliniczne nowego lekarstwa. Podobnie jak mąż kobiety. On również nie żyje. Chcąc wyjaśnić całą sprawę, Kraft zaczyna współpracować z Diane. Wchodzą w świat farmaceutyczny, który za wszelką cenę pragnie wzbudzić w ludziach potrzebę brania tabletek – bo one dają nadzieję. Im głębsze jest dochodzenie głównych bohaterów, tym więcej osób drepcze im po piętach. Pościgi, strzelaniny, kolejne tajemnice. Sprawa cuchnie wyjątkowo, jak wszystko, za czym stoją ogromne pieniądze i wpływy.
„Eksperyment” to nie jest zły film. Jest niezły. Podobnych produkcji było już wiele i zestawiając go z byle filmem amerykańskim o podobnej fabule, niestety wypada znacznie gorzej. Ale niewątpliwym plusem tej francuskiej produkcji jest to, że bohaterowie wcale nie są bohaterscy. Popełniają błędy, sami nie wiedzą co zrobić, nie są jakoś wybitnie odważni i szaleni (do czasu), a nawet giną! Wszystko jest o wiele bardziej surowe i mocne, a co za tym idzie – prawdziwe. Nie ma zbędnych pościgów, które odwracają uwagę od sensu, nie ma durnych strzelanek.
Trzeba sobie odpowiedzieć na jedno ważne pytanie: czy w sensacji szukamy sensacji, czy dramatu. „Eksperyment” to całkiem udana produkcja, ale ja zostaję przy Michaelu Bay’u.
ON:
Są takie filmy, które nie zaliczają się do najlepszych. Grają w nich aktorzy z drugiego, a nawet trzeciego szeregu, a niedociągnięcia i braki warsztatu widać gołym okiem. Inna sprawa, że kino europejskie samo z siebie różni się od amerykańskiego i rządzi się własnymi prawami. Na starym kontynencie filmy kręci się inaczej i nawet jeśli mamy do czynienia z thrillerem medycznym, to będzie on inny, niż podobna amerykańska produkcja.
Tak jest z filmem „Le Nouveau protocole” w Polsce znanym pod tytułem “Eksperyment”. Ta francuska produkcja od początku wydaje się być czymś innym. Obraz ten rozpoczyna się sekwencją przedstawiającą szczepienia afrykańskiej ludności. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że na opakowaniach znajduje się znaczek informujący, że są to leki do testów klinicznych.
Po napisach przenosimy się do Francji, a dokładnie w jakieś zalesione tereny, gdzie przy wycince drzew pracuje Raoul Kraft. Jego codzienna rutyna zostaje zakłócona przez telefon z bardzo złymi wiadomościami. Okazuje się, że jego syn zginął w wypadku samochodowym, a on musi zidentyfikować zwłoki. Poradzenie sobie z taką tragedią nie jest proste. Wszystkie osobiste rzeczy chłopca zmieściły się do małego foliowego worka, a jedną z nich jest jego komórka. Telefon, który nie przestaje dzwonić. W ciągu następnych dni ojciec zajmuje się organizacją pogrzebu, ale także spotkaniami z firmą ubezpieczeniową oraz ekspertem od wypadków samochodowych. Podczas tych przykrych obowiązków zostaje zaczepiony przez Diane – dziennikarkę, która walczy z lobby farmaceutycznym. Jej szalone teorie spiskowe mieszają Raoulowi w głowie, ale na razie nie daje się podejść dziwnym myślom. Niestety, scenariusz, o którym wspomniała kobieta, zaczyna się sprawdzać i zdesperowany ojciec postanawia się z nią spotkać po raz kolejny. Tym razem dowiaduje się więcej o korporacyjnym spisku, o siłach jakimi dysponują kompanie farmaceutyczne, a także o tym, że śmierć syna to nie musiała być wypadkiem, a morderstwem.
Razem rozpoczynają śledztwo mające doprowadzić do wyjaśnienia tajemniczego zgonu i ukarania winnych śmierci syna. Trochę chaotyczne i niespójne informacje, jakie posiada Diane mącą w głowie Raoula. Są chwile, gdy sam już nie wie co jest prawdą a co kłamstwem. Nie może jednak zaprzeczyć temu, że jacyś przypakowani kolesie łażą za dziewczyną, a także i za nim.
Pomimo swojej słabości „Le Nouveau protocole” nie jest złym filmem. Scenariusz jest oklepany i podobne historie widzieliśmy nie raz za każdym razem zmieniała się nazwa korporacji farmaceutycznej z jaką walczą poszkodowani. Plusem tego obrazu jest na pewno jego końcówka. Film na jeden raz.
