Lindy Woodhead – Helena Rubinstein i Elizabeth Arden – Barwy wojenne – recenzja

Lindy Woodhead - Helena Rubinstein i Elizabeth Arden - Barwy wojenne - recenzja1

Podobno dobrze jest mieć kogoś, z kim rywalizujesz. Kto jest równie dobry, jak Ty. Kogo możesz ścigać i przed kim uciekać, bo Cię goni. Kogoś, komu chcesz zaimponować bardziej, niż sobie. I jednocześnie móc powiedzieć „Cholera, szkoda, że ja na to nie wpadłam/wpadłem”. W historii było wiele takich „duetów”. W różnych dziedzinach, w różnych epokach. Były takie dwie kobiety, którym dziś zawdzięczamy to, że możemy się malować i mamy czym się malować… Helena Rubinstein i Elizabeth Arden. I to o nich możecie poczytać w książce „Barwy wojenne” Lindy Woodhead.

Lindy Woodhead – Helena Rubinstein i Elizabeth Arden – Barwy wojenne – recenzja

Rubinstein urodziła się w… Krakowie. Tak, miała polskie pochodzenie. Wyemigrowała jednak do Wiednia, a potem do Australii. Do historii przeszła jako jedna z najbogatszych kobiet. Niziutka, drobna, ale bardzo władcza i pomysłowa. Imponujący życiorys i nazwisko, które do dziś oznacza luksus.

Elizabeth Arden miała na początku swojej drogi mnóstwo kłopotów. Ale wprowadziła na rynek kosmetyki do makijażu, zabiegi pielęgnacyjne, kremy… Stworzyła krem inny niż wszystkie i jako pierwsza zaczęła dobierać kolory kosmetyków do kolorów cery. Obok tworzenia imperium kosmetycznego, z powodzeniem zajmowała się hodowlą koni wyścigowych.

Obie panie dzieliło sporo. Pochodzenie, start, pomysły. Ale urodziły się w tych samych czasach (jedna w 1878, a druga w 1872), zajmowały się tę samą gałęzią biznesową, rywalizowały, tworzyły, kombinowały. Przetrwały wojny, miały silne charaktery. Dały nam możliwość „reperowania” urody, podkreślania walorów. I umarły w odstępie kilkunastu miesięcy.

Były totalnie różne i w tych różnicach – bliźniaczo podobne.

Książka pokazuje historie dwóch bardzo ambitnych kobiet. To również historia zmian, które zaszły w biznesie, marketingu, sprzedaży. To książka, która pokazuje także wielki świat, z ważnymi nazwiskami, wielkimi sumami pieniędzy, z władzą i wojną w tle. Losy Arden i Rubinstein przeplatają się, czyniąc całą książkę szalenie interesującą. Porusza wiele wątków, rozprawia o wielu tematach, a wszystko jest tylko „podsycane” rywalizacją obu kobiet, obu firm.

To książka, którą mogę polecić wszystkim dziewczynom, które marzą o czymś więcej. Pod „przykrywką” książki o szmineczkach i kremach, jest tu kawał bezcennej wiedzy o robieniu biznesu w bardzo ciężkich czasach. Bo hej, skoro jesteś w stanie sprzedać puder w momencie, gdy cały świat pogrążony jest w krwawej wojnie, to łysemu sprzedasz grzebień.

Tagi: Lindy Woodhead – Helena Rubinstein i Elizabeth Arden – Barwy wojenne – recenzja, książki recenzja, recenzje książek, marudzenie, blog popkulturowy, blog marudzenie, blog recenzencki
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Autor: Paulina W

Podziel się postem
468 ad