ON:
Podczas wyczekiwania na nocną taksówkę, która miała zawieść nas na lotnisko Torp, godziny płynęły bardzo powoili. Paulina spała, lekko zmęczona zwiedzaniem i emocjami, a ja dzielnie trwałem na posterunku, aby nie zasnąć i nie przespać przyjazdu busa. Ponieważ nie chciało mi się oglądać kolejnego filmu, postanowiłem przejrzeć bibliotekę gier i naszym iPadzie. Okazało się, że na dysku znajduje się „Mass Effect:Infiltrator”, którego dawno temu zakupiłem w ramach promocji od EA.
O EA można napisać wiele, ale więcej będzie tego złego. Nie lubię ich za podejście do swoich brandów, za zamykanie serwerów i DLC na D1. No ale trudno, czasami trzeba zacisnąć zęby i pomimo tego, że jestem na nie, to odpaliłem ich produkt. Wiadomo, mają ich trochę i przyznać trzeba, że są to dzieła naprawdę wyjątkowe. Tak przynajmniej jest w przypadku serii Mass Effect. Nie będę opisywał całej trylogii, bo zrobiłem to kiedyś na blogu, ale chętnie szkrobę kilka zdań na temat wspomnianej gry na iPada.
„Mass Effect:Infiltrator” dzieje się około 2186 roku, mniej więcej w czasie wydarzeń znanych nam z Mass Effect 3. Nie przyjdzie nam się jednak wcielić w kogoś z „Przymierza”, twórcy postanawiają wsadzić nas w skórę niejakiego Randalla Ezno, zabijaki i cyngla na posługach „Cerberusa”. Nasza pierwsza misja jest jednocześnie samouczkiem, który ma nas obeznać ze sterowaniem i możliwościami jakie daje iPad. Gra to trzecioosobowy shooter, czyli coś, co każdy gracz w ME bez problemu ogarnie. W przypadku ekranu dotykowego nie mamy do czynienia z padem, ale z szeregiem gestów, które pozwolą nam na pełną i swobodną kontrolę Randalla. Lewa ręka odpowiada za ruch, prawa za strzelanie, celowanie i obracanie kamery. Bardzo szybko idzie się do tego rodzaju sterowania przyzwyczaić – to dobrze. Poza brońmi mamy do użytku także biotykę, która potrafi być bardzo pomocna, szczególnie podczas spotkań z uzbrojonymi w tarczę przeciwnikami.
Wracając jednak do fabuły. Okazuje się, że kochany „Cerberus” nie jest taki zajebisty, jakby się wydawało. Po wykonaniu ostatniej misji Randall dowiaduje się, że jego przyjaciółka Inali została zamknięta w skrzydle medycznym. Dlaczego? Bo zarządzający placówką zaczął świrować i robić testy na więźniach, ale nie tylko. Wkurzony Ezno bierze karabin i postanawia odbić dziewczynę z rąk naukowców. Skutecznie chcą mu w tym przeszkodzić żołnierze „Cerberusa”.
Gdyby nie trochę błędów, to „Mass Effect:Infiltrator” byłby naprawdę przyjemnym tytułem. Niestety zdarzają się spadki wydajności, a niektóre postacie przenikają lub znikają. Tak czy inaczej gra się. Duży plus należy się za połączenie Galaxy At War z ME3 z tym iPadowym cudem. Wszystko za sprawą „kart wywiadu”, które możemy przesłać na swoją konsolową lub pc-tową mapę galaktyki.