
Chyba każde miasto i każdy region ma swojego demona, potwora, którym straszy się dzieci. Często wywodzi się on z miejskich legend, a rodzice straszą nim pociechy, aby w pewien sposób wymusić na nich zachowanie ostrożności. Niestety, czasem potwory te są bardzo realne i przybierają ludzką postać. Tak właśnie było mniej więcej w połowie lat 90-tych, gdy groza przybrała postać pedofila mordercy. Michał Larek Waldemar Ciszak – “Mężczyzna w białych butach” – recenzja
O wydarzeniach tamtych lat wspominają Michał Larek i Waldemar Ciszak w swojej książce, która jest sfabularyzowanym reportażem, skupiającym się na ostatnim mordzie popełnionym przez wspomnianego pedofila. Wydarzenia te miały miejsce w Polsce, na jednym z osiedli. Książka opowiada o przeprowadzanym śledztwie, pokazane są kolejne etapy pracy policji, śledczych, prokuratury, a także zwykłych ludzi, którzy zaangażowali się w rozwiązanie zagadki. Duet Larek i Ciszak starali się zdobyć jak najwięcej informacji na temat wydarzeń. Wydobyć, to co siedziało w głowie „potwora”. Skupili się na sposobie myślenia mordercy, na jego motywach i emocjach.
Główny bohater jest dziwnym człowiekiem. Wabi chłopców, kradnie z ich mieszkań cenne przedmioty i ubrania, czasem gwałci swoje ofiary. Dlaczego to robi? Czasem sam nie potrafi odpowiedzieć. „Mężczyzna w białych butach” jest książką napisaną bez zbędnej dawki przemocy i zbędnych szczegółów. Całość ułagodzono językowo i uporządkowano. Więcej tutaj psychologii, skupienia się na emocjach, na pzoszczególych osobach, między innymi na rodzicach, którzy stracili swoje dziecko.
Czytając książkę Michała Lareka i Waldemara Ciszaka nie można pozbyć się dreszczy. Wszystko miało bowiem miejsce 25 lat temu, a wiele zbrodni może udałoby się wcześniej wykryć, gdyby nie brak odpowiednich technik kryminalistycznych, które rozwinęły się przez ostatnie lata. Policja była zawsze o krok za Kwaśniakiem. Wytypowano ponad 400 podejrzanych, ale ten jeden jedyny cały czas wymykał się stróżom prawa. Jego czyny odcisnęły piętno na kilku rodzinach, które straciły dzieci, a gdy doszło do jego złapania okazało się, że jest to człowiek zagubiony w swoich lękach i fobiach. Bardzo słaby i wystraszony. „Bicia i bólu bał się bardzo, ale najbardziej linczu. Nie chciał, by to było w protokole. Udawał twardziela, ale w rzeczywistości był niezwykle słabym człowiekiem” – wspomina komisarz Marek Bronicki.
Książka ta jest dość specyficzną podróżą, która rozdrapuje stare rany. Na pewno wiele osób chce zapomnieć albo już zapomniało o tym, co wtedy przeżyło. Teraz temat ten powraca znów. Pamiętajcie, że potwory lubią wychodzić z szaf, czasem po wielu, wielu latach.
