Marudzenie – blog popkulturowy

Piszemy o popkulturze – grach, filmach, książkach i muzyce

Baner FILMY RECENZJA SERIALE

Mindhunter – recenzja

Mindhunter - recenzja

Gdyby nie to, że z każdej możliwej strony wokół mnie pojawiły się głosy „Ej, ej! A Mindhuntera już oglądałaś?”, to pewnie przeszłabym obok tego serialu zupełnie niewzruszona. Ba! Nawet, gdybym zdecydowała się na oglądanie, to odpadłabym po pierwszym, może po drugim odcinku. Bo cholera, to miało być o agentach, dochodzeniach, o seryjnych mordercach, a tu sama gadanina i nic więcej!

Mindhunter – recenzja

Na szczęście – subtelne wprowadzenie odkryło coś bardzo… intrygującego. Coś złego do szpiku kości. I nie, nie liczcie na to, że będzie tu jeden wielki rozlew krwi, że będą trupy. To szarada psychologiczna. To dość wnikliwa opowieść o umysłach, które z naszego – nazwijmy to „zdrowego” umysłu, jest zupełnie nie do ogarnięcia. A jednak.

I piszę te słowa w dniu, w którym do publicznej wiadomości podano, że nie żyje Charles Manson… Ot, taki przypadkowy zbieg okoliczności.

Mamy USA pod koniec lat 70. Mamy też dwóch agentów specjalnych FBI, którzy pragną rozpracować „mechanizm” działania seryjnych morderców. Więc rozmawiają, analizują, szukają klucza, szukają algorytmu. Bo przecież COŚ musi być, co ich łączy… Co sprawia, że chcą zabijać. Chociaż bardziej pasuje tu stwierdzenie, że „muszą” zabijać.

Co sprawia, że zwykły koleś, którego twarzy kompletnie nie jesteś w stanie zapamiętać, z dość nudnawym życiem, sięga po narzędzie, przy pomocy którego zabija. Brutalnie. Czy to nuda? Czy impuls? Czy może jednak w jego życiu stało się coś, co sprawiło, że zapragnął… nie wiem, zemścić się? Pokazać siłę? Władzę? Pokazać, że jednak jest kimś ponad przeciętność?

Podejrzewam, że w każdym z nas coś siedzi. Na dźwięk pewnego imienia dostajesz gęsiej skórki, bo ktoś właśnie o tym imieniu skrzywdził Cię dawno temu. Zostało w Tobie na zawsze. Unikasz pewnego skrzyżowania, co skutkuje tym, że musisz objeżdżać miasto dookoła, bo kiedyś miałeś tam stłuczkę. Unikasz niektórych miejsc, bo tam padły słowa „To koniec”. Mamy to w sobie.

Wracając do serialu: wciąga, serio. Wciąga do tego stopnia, że chcesz zarwać noc i sprawdzić, co stanie się w kolejnym odcinku. A poza tym, to mnie osobiście zachwycił pod względem klimatu. Lata 70. oddane w każdym detalu. Przyjemnie się go oglądało, przyjemnie słuchało, ba – nawet przyjemnie się „pracowało” razem z głównymi bohaterami nad kolejnymi sprawami. Nieprzyjemne było tylko to, że miałam gęsią skórkę na karku. A finał sprawił, że zostałam z rozdziawioną paszczą na długie minuty…

Dobry, fascynujący, wciągający. Plus kilka odcinków wyreżyserował David Fincher, a on umie w dobre, psychologiczne historie

Tagi: Mindhunter – recenzja, filmy recenzja, marudzenie, blog popkulturowy, blog recenzencki, recenzje filmów