Marudzenie – blog popkulturowy

Piszemy o popkulturze – grach, filmach, książkach i muzyce

FILMY RECENZJA

Avengers: Age of Ultron

ONA:

Podejrzewam, że w świecie „krytyków” filmowych to wyznanie spowoduje ból zębów, ale ja naprawdę wolę superbohaterskie kino akcji, niż obyczajowe pierdolenie o emocjach. Nie żałuję czasu spędzonego z polskim filmem podczas Kina na granicy, ale naprawdę potrzebowałam solidnego pierdzielnięcia. Avengersi spadli mi z nieba. Okazali się świetnym lekarstwem na wszystkie bolączki, a czas spędzony z nimi był wprost rewelacyjny. Czekałam na ten film z wypiekami na twarzy i powiem Wam – nie zawiodłam się wcale. Moim zdaniem, to jeden z najbardziej udanych filmów ze superbohaterami. Jest majestatyczny, zrobiony z takim rozmachem, że głowa mała, ma świetną fabułę, mnóstwo akcji i humoru. Tu mogłabym skończyć tę laurkę, bo warto pójść na niego do kina, ale jeszcze coś o tej części popiszę.

Misja otwierająca opowieść jest spektakularna. Avengersi walczą z HYDRĄ, bo chcą odzyskać berło Lokiego. Udaje się im i pokonać wroga, i zdobyć skarb, ale to nie wszystko. Poznają Udoskonalonych, rodzeństwo Maximoff, którzy nie mają zbyt dobrych zamiarów, szczególnie, jeśli chodzi o Tony’ego Starka. Pietro i Wanda są bliźniakami i każde z nich ma wyjątkową moc („Mam tę mooooc, mam tę moooooc!”). Avengersi zyskują kolejnych wrogów, ale to i tak pikuś w porównaniu z tym, co ich czeka. Tony bowiem tworzy coś, co ma zapewnić pokój na świecie, tylko trochę mu to nie wychodzi. Sztuczna inteligencja, Ultron, nie ma zbyt dobrych zamiarów. Nie dość, że ubija Jarvisa, to jeszcze za wszelką cenę postanawia pozbyć się raz na zawsze całej ekipy Avengersów. Teraz to oni muszą się gdzieś zaszyć, by potem uderzyć z ogromną siłą i pokonać wroga, którego „pacyfistyczne” zapędy zaczynają się na rozpieprzeniu Ziemi i ludzkości w pył.

Ta część przygód ma wiele ukrytych „tajemnic”. Bohaterowie mają sporo za uszami. Ktoś ma tajemniczą rodzinę, w innych buzują trudne to skrycia emocje, źli wcale nie muszą być tymi złymi, a dobrzy czasami udają. Nic nie jest tu oczywiste. Ultronowi zależy na rozbiciu grupy i osłabieniu jej, ale jest ktoś, kto utrzyma tę nieokiełznaną paczkę superbohaterów w ryzach…

Jakie to było wspaniałe widowisko! Spodziewałam się fajerwerków, ba – liczyłam na nie. Były mi potrzebne jak czekolada po diecie, krótki rękawek po zimie, jak szybki Internet, po męczeniu się z „edżem”. Jakie to było dobre! Ten film jest perfekcyjny, oczywiście w swoim gatunku. Wszystko tu jest na bogato, ale to zupełnie nieważne. Nie można się zachwycać efektami w 2015 roku, bo to przecież codzienność. Jestem wręcz zachwycona tym, jak dobrze ogląda się Downey Jr., Hemswortha, Ruffalo, Evansa, Johansson i Rennera razem. Ta paczka jest rewelacyjna. Są dowcipni, skuteczni, mają bardzo „ludzkie” odpały, ale ich umiejętności powalają na kolana. Są jak dobrze naoliwiona maszyna, która po wprowadzeniu w ruch po prostu działa. Iron Man jest sarkastyczny i niebezpiecznie genialny, Thor to syn Odyna i to hasło gwarantuje mu wszystko. Hulk – no nie można się nie zakochać w tym zielonym wielkoludzie. Kapitan Ameryka ciągle jest wzorem patrioty, a Czarna Wdowa zdaje się mieć nie tylko umiejętności, ale i taki seksapil, że uh! No i Sokole Oko – wyjątkowo dużo go w tej części i nawet się przez chwilę martwiłam o to, żeby mu się krzywda nie stała! Oczywiście w obsadzie nie mogło zabraknąć Stana Lee. To jest dopiero smaczek!

Jeśli ktoś lubi takie kino – wyjdzie z seansu posikany z radości. Jest perfekcyjnie. Ochota na kolejne dzieła z tej stajni zahacza o gargantuiczność, a ja nie umiem się wprost doczekać do zmiksowania Strażników Galaktyki z Avengersami. Podejrzewam, że to będzie dopiero petarda!

ON:

Studio filmowe Marvela zrobiło z komiksowych bohaterów ikony współczesnej popkultury. Nie można powiedzieć, że wcześniej postacie z tego Universum nie były znane i lubiane, ale w przeciągu ostatnich lat to, co zadziało się na rynku filmowym, przechodzi wszelkie pojęcie. Nie jestem ortodoksyjnym fanem opowieści o Avengersach, nie znam pewnie z 80% tych historii, ale wiem coś niecoś o historii i wzajemnych niesnaskach. Wiem kim jet Hulk i dlaczego staje się zielony, wiem, że kiedyś stanął oko w oko z Punisherem, wiem, że Orson Scot Card napisał scenariusz do jednego czy dwóch komiksów z Iron Manem, a komiksowy Thor jest lekkim przygłupem. Marvel zrobił jednak coś niesamowitego, pchnął w te papierowe postacie życie, jakiego zawsze im brakowało. Po dzisiejszym seansie „Avengers: Age of Ultron” dochodzę do wniosku, że w chwili obecnej nie widziałem lepszej historii, niż ta, którą miałem okazję zobaczyć.

Na moją subiektywną ocenę składa się kilka elementów, które w całości tworzą obraz prawie idealny. Oczywiście pojawią się za chwile głosy „prawdziwych fanów”, którzy przeczytali każdy zeszyt Avengersów, którzy znają wersje alternatywne i różne dziwne zakończenia. Staną oni murem i zaczną przekonywać mnie do swojej racji, do szkoły, która nigdy nie zaakceptowała tych opowieści. Całe szczęście jestem prostym kolesiem, któremu potrzeba chleba i igrzysk, a kolejne marvelowskie filmy dostarczają mi tych dwóch rzeczy w ilościach przeogromnych.

Jest jeszcze jedna rzecz, która zachwyciła mnie w tych produkcjach. Praktycznie od 2008 roku śledzimy jedną, bardzo długą opowieść z wieloma wątkami, w których to poznajemy kolejnych bohaterów świata. Zaczęło się od „Iron Mana”, a później poszło już z górki. W każdym kolejnym filmie znajdziecie masę smaczków i nawiązań do poprzednich opowieści. Dla mnie to jest bomba.

Podobnie ma się sprawa w „Avengers: Age of Ultron”. Wszystko zaczyna się naparzanką z „dobrą, starą” Hydrą, której agenci próbowali stworzyć swoją wersję superbohaterów zwanych „ulepszonymi”. Udało im się to całkiem nieźle, bo spod ich ręki wyszli Qicklisver oraz Scarlet Witch. Ta dwójka namiesza trochę podczas tej walki, ale na koniec dopuści do najważniejszego, pozwoli Iron Manowi zabrać berło należące do Lokiego. Ten potężny artefakt może zniszczyć Ziemię, ale odpowiednio użyty może być jej zbawieniem. Stark wraz z Bannerem postanawiają jednak popracować nad artefaktem i stworzyć niesamowitą sztuczną inteligencję, która przypilnuje pokoju na świecie. Niestety, nie wszystko idzie jak po maśle i projekt Ultron pokazuje swoje prawdziwe oblicze.

Po tym filmie widać te 250 milionów dolarów, które włożono w jego produkcję. Efekty specjalne, niesamowite sekwencje, świetne dialogi, odrobina humoru. To wszystko tworzy film, który pokochają wszyscy ci, którzy uwielbiają prostą i efektowną rozrywkę. Dla mnie to przedwakacyjna bomba atomowa.

Jeszcze jedna sprawa: po napisach końcowych nie wychodźcie z kina ponieważ jak to zwykle bywa w filmach Marvela pojawia się jeszcze jedna, bardzo wymowna scena.