
Kiedy dostałem zapytanie z wydawnictwa, czy chcę wrzucić na okładkę „Ciosów Słonia” rekomendację, serce zabiło mi szybciej. Z jednej strony to ogromne wyróżnienie dla naszego bloga, z drugiej – ogromna odpowiedzialność. Z każdym dziełem pisanym jest bowiem różnie i może się okazać, że mamy do czynienia z książką, której czytać się po prostu nie da. Podjąłem jednak wyzwanie i jeszcze tego samego dnia zabrałem się za lekturę.
Bożena Mazalik – Ciosy słonia – recenzja
Książka Bożeny Mazalik jest opowieścią, którą pokochają kobiety. Wszystko dlatego, że główną bohaterką jest Marta Canavan, młoda detektyw, której szalone przygody zapierać będą dech w piersi. Wszystko przypomina najlepsze filmy i powieści awanturnicze. Nie brakuje tu wybuchów, strzałów, pościgów, emocji, krwi, miłości i strachu.
Dla mnie, faceta, problemem było przebrnięcie przez pierwsze 25, może 30 stron książki. Wszystko przez wprowadzenie do całej historii. Jeśli jeszcze strony pokazujące Maxa są całkiem w porządku, to wydarzenia w Londynie strasznie mnie zmęczyły. Rozumiem, że ich celem było zarysowanie postaci Marty i jej wspólniczki Ann oraz nakreślenie, kto co i jak, ale kurczę, ich rozmowy w biurze przypominały mi wymianę zdań rozwydrzonych nastolatek. Całe szczęście, Ann szybko znika ze sceny i zostaje sama Marta, która bierze stery w swoje ręce i prowadzi powieść w zupełnie nowy sposób. Dlatego warto dać „Ciosom słonia” kredyt zaufania, gdyż im dalej, tym lepiej.
Wiadomość od ojca bohaterki jest impulsem do działania i podróży do miejsca, gdzie panują gorąc, kłusownicy, a dla wielu osób ludzkie życie nie ma znaczenia. Całe szczęście Marta ma wsparcie osób bliskich i przyjaciół, którzy nawet z drugiego krańca świata służą jej pomocą. Podróż do serca Afryki przepełniona jest akcją. Trochę poszatkowana narracja, która pozwala nam zagłębić tajemnicę tej historii, czasem przeszkadza, ponieważ gdy już jesteśmy w sercu akcji, nasza bohaterka w oku cyklonu, następuje przeskok w inne miejsce i uspokojenie narracji. Nie jest to złe, bo pozwala sukcesywnie wprowadzać akcję i napięcie, a tego chyba chciała autorka.
Nie chcę dużo się rozpisywać o samej fabule, bo zdradzenie zbyt dużej ilości szczegółów może popsuć całą zabawę, jaką będziemy mieć, składając kolejne elementy układanki.
Tak, ta książka ma potencjał. Gdyby została wydana w USA, to pewnie prędzej czy później ktoś pokusiłby się o jej ekranizację. Nakręcono by wtedy wakacyjny, lekki film, może nie z gwiazdami z najwyższej półki, ale połączenie pięknej pani detektyw, gorącej Afryki, niezłej intrygi i tlącej się gdzieś miłości sprawia, że niejedna kobieta chętnie obejrzałaby takie kino.
Co dużo mówić, „Ciosy słonia” czyta się lekko, łatwo i przyjemnie. Jest to może pozycja na jeden raz, ale po lekturze nie mamy poczucia straconego czasu.
