Nić widmo – recenzja

Nić widmo - recenzja1

Mam straszliwego pecha, jeśli chodzi o filmy, które w tym roku walczyły o Oscara, dla tego naj, naj, najlepszego. Dlaczego? Bo większość z nich mi się nie podobała albo po prostu była taka mocno „meh”.

Nić widmo – recenzja

Tak naprawdę zostały mi „The Post” i „Call me by your name”, ale cholera… nie chce się łudzić.

Kolejny film, kolejne rozczarowanie. A „Phantom Thread” miało być tym, które mnie sprowadzi do parteru. Bo przecież Daniel Day-Lewis!

Przysięgam, umarłam z nudów milion razy. Bardzo bym chciała wzbić się na wyżyny mojego tragicznego gustu filmowego i napisać, że to takie ciche, spokojne, trochę rozemocjonowane kino, takie eleganckie, zachwycające, ale ja walczyłam z opadającymi powiekami, które z każdą minutą stawały się cięższe i cięższe, i cięższe.

To ponoć arcydzieło. Cóż, „Odysei kosmicznej” też nie polubiłam. Po prostu jest jakaś ogromna trasa pomiędzy filmami, które są wybitne a mną. Jestem chyba w filmowej innej galaktyce.

Reynolds Woodcock (Daniel Day-Lewis) to znany w całym Londynie krawiec. Ma bardzo ułożone życie, swoje skrzywienia, swoje „podniety”, swój styl. I wszystko to niszczy pewna kobieta. Norma.

Nasz bohater zakochuje się i to, co przez wiele lat, tak mozolnie poukładał, psują mu emocje. Emocje, które są najgorsze. Bo to miłość, strach przed utratą tej miłości, poświęcenie, drogi wyboru. I to popieprzenie w głowie: kochać bardziej siebie, czy pokochać drugą osobę, wiedząc, że ta miłość nam odbierze wiele.

No i tak się to wszystko mieli. To ciężki dramat, przy czym on we mnie nie budził jakiś dziwnych emocji, a jedynie żądzę mordu. Dosłownie. Miałam ochotę – gdy akurat wygrywałam ze snem i znudzeniem – trząchać ekranem i wrzeszczeć „OGARNIJCIE SIĘ WRESZCIE DO CHOLERY, BO ZARAZ TU UMRĘ”

I tak, mogłabym napisać, że pod względem technicznym ten film to mistrzostwo. Ma świetne zdjęcia, kostiumy, montaż, że Day-Lewis jest genialnym aktorem, że reżyser zrobił tu popisówkę, ale to wszystko na nic. Przekombinowana fabuła. A w tym wszystkim nudna jak cholera.

Jeśli to dzieło jest wyrafinowane, zmysłowe, na wskroś zgłębiające psychikę, to ja… podziękuję. Dla mnie to „Zabicie świętego jelenia” odc. 2.

Nu-da.

Tagi: Nić widmo – recenzja, filmy recenzja, marudzenie, blog popkulturowy, blog recenzencki, recenzje filmów

Autor: Paulina W

Podziel się postem
468 ad