Oh…Sir! The Insult Simulator – recenzja

Oh…Sir! The Insult Simulator - recenzja

Czasami zdarza się tak, że mamy ochotę powiedzieć naszemu szefowi soczyste „Pierdol się!”, kumplowi z pracy walnąć „Chyba twoja stara!”, a babie w urzędzie „Chyba ty!”. Niestety, konsekwencje tych czynów mogą być lekko drastyczne, więc dlatego przeważnie zagryzamy język i w myślach wyobrażamy sobie, że danego osobnika wystrzeliwujemy z armaty. Przeważnie na tych wizualizacjach się kończy, czasem jednak ktoś chce mieć swoje 5 minut w TVN, bierze karabin i robi małe przedstawienie. Tym, którzy jednak nie chcą przechodzić do czynów, polecamy „Oh…Sir! The Insult Simulator”.

Oh…Sir! The Insult Simulator – recenzja

Taka nietypowa gra

Za tytuł odpowiada polskie studio Vile Monarch, a sam pomysł na grę zrodził się podczas amJam. To taka impreza dla szalonych twardzieli, którzy piszą i robią gry nawet w kilka godzin. Wtedy powstał pewien zarys, a potem tytuł dopracowano i podano go na gorącym, cyfrowym talerzu.

Oh…Sir! The Insult Simulator - recenzja

O co w tym wszystkim chodzi? O pyskówki. Dokładnie o dopierdzielenie przeciwnikowi najgorszą, obraźliwą ripostą, jaką uda nam się zbudować z dostępnych w danej chwili słów. To taka przepychanka słowna. Śmieszna, wredna i całkiem sympatyczna. Szkoda tylko, że na dosłownie kilka razy. Z drugiej strony to tytuł tani, a 1000GS za kilkanaście złotych to nie jest zbyt wygórowana cena.

Podwórkowa łacina

Zasada jest dość prosta: wybieramy postać, a jest ich trochę, na liście znajdują się bowiem gentleman, starsza pani, Rosjanin, H. P. Lovecraft, a nawet sam Bóg przypominający Morgana Freemana. Każda z postaci ma też jakiś czuły punkt, który – jeśli zostanie poruszony podczas pyskówki – sprawia, że zadajemy przeciwnikowi więcej moralnych obrażeń. Jego pasek „zdrowia” zmniejsza z każdą świetną ripostą. Czasem niezłe combo potrafi zabrać 1/3 całego takiego paseczka. Jednak, aby cieszyć się tą grą, potrzebujemy znać przynajmniej na poziomie podstawowym język angielski oraz podstawy angielskiej gramatyki, gdyż gra ta nie jest dostępna w języku polskim. Poza tym, źle budowane zdania karzą także nas. Gdy jednak spełniamy te warunki, to możemy pobawić się przez chwilę i to całkiem dobrze. Wszystko dlatego, że twórcy pozwolili sobie na wrzucenie do gry popkulturowe nawiązania i stwierdzenia, które są nam dobrze znane. Mamy więc odniesienia do martwej papugi, Gwiezdnych Wojen, Windowsa Visty i wielu, wielu innych. Niestety zwroty dość szybko zaczynają się powtarzać, dlatego przy dłuższym posiedzeniu mamy wrażenie, że widzieliśmy już wszystkie możliwe połączenia i wyrazy. Czasem jednak trafiają się zwroty combo, które rzucają przeciwnika na kolana. Coś w stylu „Twoja nauczycielka matematyki obnaża się w parku, używa Windowsa Visty, nie widziała Gwiezdnych Wojen i mam na to dowód!”.

Oh…Sir! The Insult Simulator - recenzja

„Oh…Sir! The Insult Simulator” okraszona jest sympatyczną, karykaturalną, pikselową grafiką, która sprawdza się tutaj idealnie. Animacje są ograniczone i całość uproszczona jest do minimum. Trzeba pamiętać, że tytuł ten pojawił się także na telefony komórkowe. Całość kosztuje dosłownie kilkanaście złociszy, co tym bardziej powinno kusić, szczególnie, że tytuł zrobiło polskie studio.

Tagi: Oh…Sir! The Insult Simulator – recenzja, recenzje gier, gry recenzje, blog marudzenie, marudzenie, blog popkulturowy, blog recenzencki
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Autor: Dawid

Podziel się postem
468 ad