ON:
Ostatnio czytam większość książek na czytniku. Nie dlatego, że nie kocham zapachu farby drukarskiej, czy też dlatego, że drażni mnie papier, ale dlatego, że wieczorem w łóżku łatwiej wziąć mi do ręki czytnik i przy zgaszonym świetle przeczytać kilka stron. Jest jeszcze jeden powód takiego obrotu spraw. Czasem stojąca na półce książka ma kilkaset stron i po prostu źle mi się ją czyta leżąc w łóżku. Ostatnio rozprawiam się z kolejnymi zaległościami. Stosik moich książek, które należy lub wypada przeczytać, jest wyższy ode mnie, poważnie! Jakiś czas temu nim zacząłem czytać „Apokalipsę według Pana Jana”, postanowiłem zobaczyć jak podejdzie mi „Po drugiej stronie” Rafała Cuprjaka. Okazało się, że misterna układanka wciągnęła na trzy wieczory. Gdyby nie nawał pracy i zmęczenie pewnie szybciej rozprawiłbym się z tym naprawdę bardzo dobrym dziełem.
Cuprjak stworzył coś, na kształt „Gniazda światów” Marka S. Huberatha. Może to porównanie nie jest do końca trafne, ale w pewnym momencie budowa „Po drugiej stronie” przyniosła mi na myśl to właśnie dzieło. Huberath każdy rozdział pisał innym fontem, aby oddzielić od siebie kolejnych bohaterów i ukazać ich „różne”, ale jednocześnie połączone historie. Cuprjak każdy rozdział poświęca innej osobie, ale w pewnym momencie zaczyna swoich bohaterów wpasowywać w całą historię.
Wszystko zaczyna się od znalezienia przez straż graniczną zakrwawionego mężczyznę, który nie za bardzo wie kim jest. Nie poznaje swojej żony, dzieci, mieszkania. I to jest taki zapalnik, który ma napędzić dalszą część książki. I o dziwo – tak też się dzieje. Odzyskanie pamięci jest kolejnym puzzlem, pasującym do całego, wielkiego obrazu. Autor na początku tylko szkicuje nam jego zarys. Układa ramkę, ale nie mówi, jakie elementy będą do niej pasować. Tak naprawdę sami musimy do tego dojść, szczególnie, że dużo elementów tej układanki jest na wyciągnięcie ręki, tylko musimy chwilę pomyśleć.
Czytając książkę możemy zastanawiać się, co grupa zupełnie nie pasujących do siebie osób, ma wspólnego. Mamy tutaj bowiem anarchistę, bogatą dziewczynę z dobrego domu, która jest „na gigancie”, studentkę, którą opiekuje się kilku zamożnych panów. Nie można zapomnieć o pewnym malarzu i jego „Aniołeczku”. Każda z postaci generuje ogromną ilość zdarzeń i wydarzeń. Na pierwszy rzut oka przytłacza ona i może odrzucić. Krok taki jest błędem, poważnym, gdyż ominie was naprawdę ciekawa książka, która na dodatek napisana jest niebanalnym językiem, który można porównać do poczynań Orbitowskiego. Cuprjak pisze przemyślanie, nie pozostawia bezsensownych luk i wciśniętych na siłę akapitów. W jego książce, także słowa układaj się w odpowiednie miejsca.
Tajemnica, jaką przedstawia autor, jest starannie dopracowana i chce się nam ją odkryć. Staramy się przeczytać jeszcze stronę, jeszcze dwie, nim zaśniemy. Potem budzimy się około szóstej rano i znów łapiemy za czytnik, bo chcemy dowiedzieć się czegoś nowego. „Po drugiej stronie” naprawdę warto przeczytać!
