Richard Adams - "Wodnikowe Wzgórze" - recenzja

„Wodnikowe Wzgórze” Richarda Adamsa pojawiło się dawno temu w rekomendacjach takiego czasopisma, które zwało się „Fenix”. Widniało ono jako lektura obowiązkowa dla każdego wielbiciela fantastyki. Było to bardzo dawno temu, miałem może 14 albo maksymalnie 15 lat. Udało mi się kupić tę książkę w antykwariacie. Miała poszarpaną okładkę i lekko naderwany grzbiet, ale przez to nie była bardzo droga, a ja sam dałem jej drugie, a może i trzecie życie. Następnie zabrałem się za lekturę książki, która jest dla dzieci, a jednocześnie bardzo jej daleko do pozycji przeznaczonej jedynie dla milusińskich. Teraz, za sprawą Wydawnictwa Literackiego, wróciłem do niej ponownie, by popatrzeć na nią oczami dorosłej osoby.

Richard Adams – “Wodnikowe Wzgórze” – recenzja

Richard Adams kochał wieś, kochał naturę i możliwość odpoczynku z dala od zgiełku miasta. Wraz z nim wyjeżdżały córki, które chętnie spędzały z nim czas. Może dlatego, że ojciec często opowiadał im historyjki o dzikich królikach, które miały naprawdę wiele przygód.

Nim jeszcze przejdę do samej recenzji – „Wodnikowe Wzgórze” to książka, którą trzeba przeczytać. Należy to zrobić bez żadnego wahania; to także lektura, którą należy podsunąć dzieciakom. Mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że to małe dzieło sztuki.

Historie opowiadane córkom przez Adamsa stały się podwalinami pod akcję powieści. Książka ta, pod płaszczykiem bajki dla dzieci, przemyca ogromną ilość problemów oraz zdarzeń bardzo dojrzałych i dorosłych. Chociaż bohaterami są króliki, to nie brak tu przemocy, śmierci, heroizmu, przyjaźni i terroru. Przemycone są w niej elementy nawiązujące do „Odysei”, jest ukryty wątek totalitarny, mamy mowę o wybawicielu, który pojawia się zawsze wtedy, gdy trzeba wyzwolić lud z niewoli. Wszystko zaś napisane jest tak dobrze, że zaczynając lekturę, nie oderwiemy się od niej już do samego końca.

Wykorzystanie zwierzaków jako bohaterów to niesamowity zabieg, który sprawdził się tu idealnie. Antropomorfizacja zwierząt miała miejsce w wielu innych lekturach, między innymi u Orwella czy też w komiksie „Blacksad”. Dzięki temu można dużo łatwiej dopasować zachowania do konkretnych zwierząt. Pies zawsze będzie mądry i oddany, kot chodzi własnymi ścieżkami, lew jest władczy i odważny, lis przebiegły itd. Króliki zaś kojarzą się nam z pewną bojaźliwością. Adams jednak nie podszedł do postaci w pobieżny sposób. Dołożył do nich wiele elementów ludzkich i stworzył niesamowite kreacje, które na długo zapadają w pamięć. Trzeba dodać, że autor stworzył cały świat i kulturę królików, ba, nawet swoistą mitologię.

Sama fabuła „Wodnikowego Wzgórza” wydaje się banalna i dziecinna, ot, grupa królików opuszcza swoje siedlisko, ponieważ grozi im jakieś nieznane, niezrozumiałe niebezpieczeństwo. Ci, którzy opuszczają schronienia, mają przed sobą długą podróż w nieznane, pełną przygód i niebezpieczeństw. Wydaje się, że to kolejna pozycja jakich jest już wiele. Nic bardziej mylnego. Odpowiednie zbalansowanie wydarzeń, nakreślenie postaci, dodanie elementów i nawiązań do świata ludzkiego sprawiają, że jest to dzieło wybitne. Brak tutaj także podziału na dobro i zło w czystych postaciach. Adams postanowił, że króliki i inne stworzenia będą takie, jak ludzie. Dopasują się do sytuacji, zmieniają swoje zdania, a wiele decyzji podejmowanych jest pod wpływem innych bohaterów. Tak samo, jak w naszym codziennym życiu.

Piękna i wzruszająca książka.

W „The Economist” pojawiło się takie zdanie: „Jeżeli w księgarni nie ma miejsca dla Wodnikowego Wzgórza, to znaczy, że literatura dla dzieci umarła”. Niech to będzie najlepszą rekomendacją.

Tagi: Richard Adams – “Wodnikowe Wzgórze” – recenzja, książki, recenzja, marudzenie, blog popkulturowy