ONA:

Czy jest coś lepszego, od Bena Afflecka na dużym ekranie? TAAAK! Ben Affleck na dużym ekranie i do tego w roli cwanego skurwiela. Oj drogie panie, to naprawdę rozkoszne uczucie widząc go w roli, która sprawia, że nasz moduł punishmentu kwiczy z radości. A do tego koleś starzeje się tak seksownie, tak apetycznie, że każdy, ktokolwiek przy nim stoi, wygląda na opryszczonego uczniaka. 

Jeśli chodzi o filmy czysto hazardowe, to jest „Casino” a potem długo, długo nic. W kategorii kina „lżejszego”, ale nadal o grach i zakładach, to moim faworytem jeszcze przez jakiś czas będzie historia Danny’ego Oceana i jego kompanów. Coś jest w tego typu fabułach, że one przyciągają, no – przynajmniej mnie. Jeśli przeczytam, że film jest chociażby poniekąd o hazardzie, jestem kupiona z miejsca. Nawet jeśli gra w nim Justin Timberlake. No wybaczcie, ale ten pan nie dociera do mnie ani jako wokalista (zdecydowanie preferuję niższe głosy, niekoniecznie urozmaicone tańcem synchronicznym), ani jako aktor (chyba tylko w „To tylko seks” nie doprowadzał mnie do bólu zębów). Rozumiem, w branży muzycznej zgarnął już wszystko, czas pobawić się inną częścią sztuki i może nawet za kilka(naście) lat zacznie mu to wychodzić. Póki co – jest miałko, mdło i na poziomie braci Mroczek. Na moje nieszczęście, gra w filmie, w którym jest i hazard, i Ben Affleck. No cóż, przeżyję. Chyba.

Richie (Dżastin) marzy o tym, żeby być Rich. Póki co jednak ma na nazwisko Furst i ciężko pracuje na to, by osiągnąć sukces. Studiując na Princeton musi nie tylko wykazywać się ogromną wiedzą i bystrością umysłu, ale też regularnie opłacać swoje czesne, które do niskich nie należy. Jak to robi? Ano w cwany sposób – gra on-line w pokera. I pewnego dnia, akurat wtedy, kiedy postawił wszystko na pewną grę, zostaje oszukany. Domagając się sprawiedliwości oraz utraty poniesionych kosztów, udaje się prosto do boga internetowego hazardu, Ivana Blocka (Ben Affleck), który w napływie wdzięczności, za wychwycenie buga, oferuje mu bardzo dobrze płatną pracę. Dla młodego studenta to jak złapanie kury, znoszącej złote jaja. Ale oczywiście, nie może być aż tak łatwo. Jeśli Wam napiszę, że Block to drań jakich mało, lojalność i moralność w tym świecie nie istnieją, całą sprawą interesuje się FBI i do tego dołożymy rudowłosą piękność (Gemma Arterton), to nie musicie nawet tego filmu oglądać – ma skrajnie oczywistą i banalną fabułę, która niestety nie zaskoczy Was zupełnie.

Nie twierdzę, że ten film jest zły. Nie. On jest po prostu zwykły i gdyby nie Ben, powiedziałabym, że przeciętny. O dziwo nie dzieje się w jednej z popularniejszych stolic hazardu, na starym i nowym kontynencie, ale poza tym – jest to, co zwykle. To jeden z tych filmów, podczas oglądania których mamy nieodparte wrażenie, że zaraz COŚ się stanie, a nie dzieje się nic, co przekraczałoby nasze wyobrażenie. Timberlake nadal nędzny, a Arterton podczas kręcenia niektórych scen wyglądała jak kukła.

ON:

Niedoścignionym filmem o hazardzie jest „Casino”, bo to nie tylko opowieść o graczach, ale i o mafii, która kontrolowała przepływ pieniędzy w Vegas. Nie ma filmu, który tak dobrze by oddawał realia świata hazardu. I chyba nadal tak pozostanie…

…bowiem „Runner, Runner” w reżyserii Brada Furmana, to zupełnie inne kino. Zapomnijcie o pustyniach Vegas, zapomnijcie o facetach w garniturach, którzy swoje porachunki załatwiali w sposób mniej lub bardziej honorowy, zapomnijcie o snuciu powieści, bowiem to inna historia. „Runner, Runner” trzyma się pewnych znanych schematów. Mamy więc oszukanego, ambitnego faceta (Timberlake), jest hazardowy potentat, prowadzący swoje interesy w mniej lub bardziej czysty sposób (Affleck), no i najważniejsze musi być piękna kobieta, o serce której walczyć będzie kilku adoratorów (Arterton). Brak tu przepychu i blichtru znanego z „Casino”, a lokalni mafiozi noszą swoje jajka w pudełku po tic-tackach.

Richie Furst zajmuje się hazardem, ale robi to inaczej niż jego ojciec – nałogowy gracz. Chłopak stara się prowadzić interesy i grę w białych rękawiczkach, aby zostawiać jak najmniej śladów, bowiem nie przystoi to studentowi zacnej uczelni. Niestety, nawet tutaj panuje specyficzna hierarchia i dość szybko możemy się o tym przekonać. Brak kasy powoduje, że ostatnie 17 tysięcy, jakie ma na koncie, stawia w zakładach pokera online. Passa idzie bardzo dobrze do czasu, gdy trafia na oszustów i traci wszystko. Nie mając nic do stracenia stara się dotrzeć do właściciela platformy pokerowej – Ivana Blocka, który przebywa na Kostaryce. O dziwo udaje mu się to i co najważniejsze odzyskuje utopioną kasę, ale to nie wszystko, bowiem otrzymuje ofertę pracy, dającej mu wszystko, czego zapragnął. No, prawie wszystko. Ivan jest szefem zagadką, kolejne posunięcia wykonuje rękami Richiego, co za tym idzie najgorszy syf spada na barki młodego mężczyzny. Gra trwa nadal i zaczyna toczyć się o coraz to wyższą stawkę.

„Runner, Runner” jest filmem przeciętnym, na pewno nie należy do najwyższej półki, a do wspomnianego „Casina” jest mu cholernie daleko, pomimo tego można się wkręcić w tę historię. Mało tutaj hazardu, a więcej emocjonalnych zagrywek i mordobicia. Wirtualne kasyno jest jednak nudniejsze dla widza, niż kolesie za stolikami w zadymionej sali. W pewnym momencie historia opowiedziana przez Furmana rozdziela się na tak dużą ilość wątków, że ciężko nam stwierdzić, czy jest taka konieczność, aby pojawiły się wszystkie. Koniec końców otrzymujemy średniej klasy kino, które jednak daje się obejrzeć i co najważniejsze nie zanudza ono na śmierć, ale pamiętajcie to film na jeden raz, wątpię czy kiedyś do niego wrócę.