Marudzenie – blog popkulturowy

Piszemy o popkulturze – grach, filmach, książkach i muzyce

SERIALE

Sherlock (TV Series)

ONA:

Uwielbiam Sherlocka Holmesa. Pod każdą postacią. Ale nie ukrywam, że gdy jest ubrany w ciało pana Roberta Downey Jr., chcę mu rodzić dzieci i przynosić kapcie. Ale dziś nie będzie o moich skłonnościach, dziś będzie o serialu „Sherlock”.

Póki co ta produkcja ma 2 serie, w każdej trzy, 90-minutowe odcinki. Nie zmieniają się tu tylko główni bohaterowie. Fabuła w każdym jest inna (pomijając główny wątek pt. „Tropimy dziada”).

Holmes to mój niedościgniony ideał. Może nie fizycznie, ale marzę o jego głowie. W sensie wnętrzności. Ma absolutnie cudowny charakterek (jest bystry, dowcipny i wredny, ja z kolei jestem tylko wredna). Tak, wiem. To tylko postać. Ale zauroczona jestem totalnie. Wręcz się zamartwiam o niego. I ten mój ideał w każdym odcinku pokazuje, że w swoim fachu jest naprawdę dobry. Po jego tropiącym monologu zwykle mam otwarte usta, bo skubaniec dobry jest. Tak, wiem. To tylko postać…

Watson to pierdoła. I do tego babiarz. Jego też wybryki Sherlocka fascynują. Wpatruje się w niego jak gekon w muchę. Troszczy się o niego, stawia swoje życie dla niego, swoje miłości i przyjaźnie również. Z kolei Holmes w którymś odcinku mówi mu, że nie ma przyjaciół. Ma przyjaciela.

Moriaty jest zdrowo pieprznięty. I genialny przy tym.

A pani Hudson jest jak moja mama.

Serial zbiera same dobre opinię. Może temu, że jest po prostu dobry? Może temu, że w fajny sposób pokazano przygody Holmesa (wszystko dzieje się w obecnych czasach). To przykład na to, że seriale mogą być świetnie zrobione, z dobrymi aktorami, fabułą, dialogami. Nie ma w nim spektakularnych pościgów, wybuchów, pierdolnięć. Jest geniusz ludzkiego umysłu, dedukcja, ostry żart i ciężki charakterek. Nasze rodzime seriale takiego poziomu nigdy nie osiągną.

NIGDY!

Polecam. Z czystym sumieniem. Świetna sprawa. Czekam na 2013 rok, żeby zobaczyć kolejną serię.

ON:
Telewizja z UK zrobiła serial „Sherlock”. Do tej pory pojawiły się dwa sezony, w każdym po trzy 90 minutowe odcinki. „E tam, to już było” – powiecie. Nic bardziej mylnego. Przygody Sherlocka Holmesa i dr Watsona przeniesiono do współczesnego Londynu oraz jego okolic. Każdy odcinek to jakby oddzielna sprawa, z którą musi poradzić sobie w swój nietypowy sposób, znany z powieści Doyle’a, detektyw. Wszystkie historie zaś łączy główny wątek – Holmes vs. Moriaty (geniusz zbrodni). Co jest w takim razie tak wyjątkowego w tym serialu, że średnia jego ocena oscyluje w okolicach 9 na 10?

Sposób narracji, prowadzenia historii. Sherlock jest wrednym, zadufanym w sobie gburem, który uważa innych za podistoty, jedynie jego odwieczny wróg jest w stanie sprawić mu satysfakcję. Mogą stawić czoło jak równy z równym. Poza tym to dziwak, który potrafi strzelać w domu z pistoletu, sam się narkotyzować, badać trupy w kostnicy. Ścieżki jego logicznego myślenia są przedstawione w postaci tekstów pojawiających się na ekranie i opisujących daną sytuację. Wyobraźcie sobie leżące na ziemi ciało i stojącego nad nim Holmesa. Zaraz potem przy mokrym płaszczu pojawia się napis „mokry” przy dłoni „brak obrączki”, po przeszukaniu kieszeni „brak komórki.” Dzięki temu możemy w specyficzny sposób sami starać rozwiązać zagadkę. Ale nie zawsze nam się to uda. Od razu ostrzegam!

Sherlock, to serial praktycznie idealny, każdy z odcinków naprawdę potrafi trzymać w napięciu. Pies Baskerville’ów to dla mnie perełka. To jeden z tych odcinków, który nie do końca potrafi nam powiedzieć prawdę o tym, co się wydarzyło. Są oczywiście słabsze chwile, ale nie są one długie i naprawdę nie niszczą całości obrazu.

Z niecierpliwością czekam na nowy sezon mający pojawić się w 2013 roku. To ostatnie trzy odcinki będące zwieńczeniem historii współczesnego Sherlocka. Naprawdę warto wysupłać te kilka godzin na ten serial. Polecam!