Marudzenie – blog popkulturowy

Piszemy o popkulturze – grach, filmach, książkach i muzyce

FILMY

Służby specjalne

ONA:

Nie umiem w politykę. Nie umiem i nie chcę umieć. Na wybory chodzę niechętnie, oddając na ogół nieważny głos. Właściwie nie ma elementu w szeroko rozumianej „polityce”, który mnie nie drażni. To mnie odrzuca i brzydzi, tak samo intensywnie, jak np. kradzież, bo właściwie – to ta sama para kaloszy. Kiedyś, jak byłam dużo młodsza i dopiero co wchodziłam w świat dorosły, oglądałam wiadomości, wiedziałam kto pełni jaką funkcję i nawet zdawałam (dodam, że ze świetnym efektem) maturę z WOSu. A dziś? Ideały umarły w momencie, kiedy przyjaciel wyjaśnił mi na czym polegają podatki, a ja zaczęłam je płacić. Nigdy nie wchodźcie ze mną w dyskusję na temat polityki, bo skończy się ona awanturą. Moje podejście do tego tak skrajne, że głowa mała. Nie, nie jestem anarchistką, ale nie lubię tego rodzaju dymania, które jest zupełnie wbrew mnie… A dlaczego o tym piszę? Bo tak się złożyło, że w ciągu ostatnich kilku miesięcy, chyba z 10 osób zapytało mnie czy widziałam już „Służby specjalne” w reżyserii Patryka Vegi, w którym to Olga Bołądź bije wszelkie rekordy w aseksualności. Wreszcie obejrzałam ten film. Polityką i całą tą otoczką brzydzę się jeszcze bardziej…

Historia, którą opowiedział nam Vega, zaczyna się tak, jakbyśmy wiedzieli o co w niej chodzi. Bo przecież jeśli słyszymy o posłance, która podczas aresztowania popełnia samobójstwo, nasuwa się nam tylko jedno nazwisko. Albo gdy nagle okazuje się, że znany polityk zostaje znaleziony w swoim biurze, dyndając na żyrandolu, też wiemy o kogo chodzi… A tego typu spraw było więcej. Dużo więcej. Kiedy WSI zostało zlikwidowane, ktoś musiał przejąć „pałeczkę”. Powołana zostaje nowa organizacja, a my poznajemy troje bohaterów. Podporucznik Aleksandra Lach (O. Bołądź) – dla znajomych „Białko”. Pułkownik Marian Bońka (Janusz Chabior). Kapitan Janusz Cerat (Wojciech Zieliński). Zawodowo każde z nich zajmuje się największymi tajemnicami i sprawami państwa. Wiedzą o wszystkich i o wszystkim. Wykonują brudną robotę. Prywatnie? Aleksandra to „dziecko z traumą”, a w dorosłym życiu radzi sobie o tyle, o ile. Marian niedawno dowiedział się, że ciężko choruje. I robi wszystko, co tylko może, by wytrzymać do ślubu córki. Janusz… Wydawać by się mogło, że ma wszystko, łącznie z piękną i totalnie irytującą żoną. Do szczęścia brakuje dziecka… Wątki prywatne mieszają się tu z zawodowymi. Nie jest im lekko. Ale działają w służbie państwa i dla jego bezpieczeństwa. Tylko czy warto… I na ile można się posunąć, by to „bezpieczeństwo” zostało zachowane…

Nie, nie wykręcił mi ten film bebechów na lewą stronę. Chyba dużo mocniejsze wrażenie zrobił na mnie „Układ zamknięty”, może dlatego, że dymanie przedsiębiorców jest mi bliższe… Ale i tak oba filmy są po prostu ciężkimi dziełami, po których zaczynasz myśleć, czy to wszystko ma sens. I niestety, dochodzisz do wniosku, że nie ma. Paragraf się znajdzie na każdego. A jak nie, to odpowiedni panowie na odpowiednich stanowiskach zrobią co w ich mocy, byś został zdeptany jak byle robal i dokonał żywota w sposób smutny i bolesny. Film nie jest zły, właściwie jest nawet dosyć ciekawy, ale fabuła i Janusz Chabior, któremu w pewnych epizodach towarzyszyła Agata Kulesza, to jedyne plusy. Strasznie nędzny jest poziom aktorski, a dbanie o „spektakularność” właściwie nie istnieje. Film telewizyjny – ot co. Niestety przez to ogląda się całe dzieło dość topornie. Bohaterowie, poza wspomnianą wyżej dwójką, są niemrawi. Bardziej irytują, niż zachwycają. Trochę po łepkach to wszystko jest zrobione, ale to nie zmienia faktu, że film obejrzeć warto. Tylko niestety po seansie może Was trafić szlag.

ON:

„Służby specjalne” obejrzeliśmy z polecenia. Podczas jednego spotkania dwie osoby zachwalały ten polski film. Kilka dni później VOD zarobiło na nas prawie 10 pieniążków, a my rozpoczęliśmy seans. Nie nazwę tych dwóch godzin drogą przez mękę, ale nie powiem także, że była to opowieść zaliczająca się do górnej półki rodzimego kina.

Dzieło Patryka Vegi nie zachwyca i na dodatek pokazuje, że na dobre kino akcji potrzeba czegoś więcej, niż tylko pomysłu, odrobiny pieniędzy i aktorów. Może sprawdza się to w formie serialowej. Pełnometrażowa opowieść jest płytka, sucha jak wiór i co najgorsze – fatalnie zagrana. Niektóre dialogi i sceny brzmią i wyglądają tak, jakby były zaliczeniem studentów na pierwszym roku podrzędnej szkoły filmowej. Szkoda, bo mogła to być naprawdę dobra opowieść o polskich służbach.

Przede wszystkim brakuje mi tutaj klimatu, brakuje postaci, brakuje czegoś, co by pociągnęło ten tytuł. Olga Bołądź, która notabene wygląda jak polska, biedna wersja Lisbeth Salander oraz Janusz Chabior są naprawdę świetni, ale mają za mało pary na pociągnięcie reszty wagonów. Gdy ta dwójka jest naturalna i przekonująca, na ekranie pojawia się przekoloryzowana do granic możliwości Kamilla Baar, której postać potrafi tak zirytować, że mamy ochotę wyłączyć telewizor. Nie jest ona jednak jedyną rozwalającą ten film aktorką.

Vega chciał pokazać pracę polskich służb specjalnych. Zrobił to “ujawniając” kolejne afery, tak dobrze znane z gazet i telewizji. Wszelkie podobieństwa do autentycznych postaci są zamierzone i nie można mówić tu o przypadku. Na tle zmian we władzach obserwujemy pracę trojga zwykłych agentów, którzy łatają dziury, eliminują niepotrzebnych świadków, podkładają dowody itd. Każde z tejże trójki jest inne. Mamy Aleksandrę Lach – młodą i energiczną dziewczynę, która stara się być tak bardzo twarda i męska, jak tylko to możliwe. Jest pułkownik Marian Bońka, facet pamiętający jeszcze poprzednie władze, który ma już na wszystko wyjebane. Na wszystko poza guzem, który znaleziono w jego ciele. Twardy zawodnik postanawia się nie poddać. Do tej dwójki dołącza jeszcze kapitan Janusz Cerat, który wraz ze swoją “korpożoną” starają się o dziecko. Problemem są jednak jego martwe plemniki, przez co para postanawia adoptować dziecko.

Gdy wymieszamy wszelkie afery polityczne i szpiegowskie, dodamy do tego problemy agentów, wsypiemy średnią lub bardzo złą grę aktorską, to dostaniemy gulasz, zupę sytą, która nie zawsze jest dobra. Wystarczy, że mamy nieodpowiednie składniki, a tych jest tutaj od groma. O dziwo pojawiający się w filmie sporadycznie aktorzy, czyli Andrzej Grabowski i Agata Kulesza, są lepsi niż pierwszoplanowe skrzypce. Niestety, wraz ze wspomnianą na początku dwójką nie mają szans na uratowanie tego dzieła przed przeciętnością, która wylewa się z ekranu.

Szkoda tego wszystkiego, bo „Służby specjalne” mogły być dobrym kryminałem, których teraz tak naprawdę brak w polskiej kinematografii.