Marudzenie – blog popkulturowy

Piszemy o popkulturze – grach, filmach, książkach i muzyce

FILMY

Układ zamknięty

ON:

Mówi się, że w przyrodzie nic nie ginie. Coś w tym jest. Gdy mi doszło kilka kilogramów, to mój znajomy zrzucił nadmierny balast. Gdy jedni się bogacą, to inni muszą zbiednieć. Zawsze mamy do czynienia z pewnego rodzaju harmonią, która powstaje po to, by nie powstawały luki, dziury, które mogą wywołać anomalię. 

Dlaczego zaczynam od takiej refleksji? Ponieważ po seansie „Układu zamkniętego” mam bardzo podobne myśli. Pewne komórki naszego społeczeństwa toczy rak, który doprowadza do wyniszczenia. Zaufanie ludzi spada, przedsiębiorcy giną w gąszczu niezrozumiałych przepisów, a osoby, które mają lub miały odpowiednie wtyki – po prostu dostają to, co chcą mieć. Niezależnie czy będzie to czyjeś życie, czy czyjeś pieniądze. Niestety, nadal pozwala się na takie praktyki i dopóki tak będzie, to nic się nie zmieni.

„Układ Zamknięty” jest historią opartą na faktach, chociaż lepiej brzmi, że jest ona “inspirowana prawdziwymi wydarzeniami”. To historia o trzech młodych facetach, którzy wykorzystali swoją wiedzę i odpowiednią koniunkturę na rynku, aby wraz z Zachodnimi partnerami, od których kupili maszyny, produkować zaawansowane podzespoły. Ta trójka nie kryła się z tym, że idzie im dobrze. Duża impreza inauguracyjna, otwarcie w akompaniamencie operowych śpiewów oraz najwyższej jakości catering miały pokazać siłę spółki.

Całemu wydarzeniu przygląda się Mirosław Kamiński, naczelnik Urzędu Skarbowego. Były „partyjniak”, który trzyma stołek dzięki poprzednim układom i znajomościom. To on zwraca się do swojego „przyjaciela i kolegi z partii” Andrzeja Kostrzewy. W rozmowie przyznaje się, że ma wątpliwości, co do legalności działań młodych mężczyzn. Jakim cudem takie chłopaki mają kasę na ogromną fabrykę? Zazdrość rodzi zawiść, która doprowadza do serii kolejnych wydarzeń. Kostrzewa jest prokuratorem i nie trzeba czekać długo, aby w rękach naczelnika znalazła się teczka z zawiadomieniem o popełnieniu przestępstwa. Od tej chwili zaczyna się zbieranie dowodów oraz udupianie właścicieli spółki, między innymi próba wyręczenia łapówki prezesowi firmy. Nie udaje się to jednak. Prokurator, naczelnik oraz ich „pomocnicy” preparują dowody, a do domów właścicieli firmy wpada “SWAT” i subtelnie pacyfikuje wszystkich domowników. Zaczyna się horror trwający praktycznie do dziś.

Film wzbudził wiele kontrowersji. Pojawiają się głosy, że mamy do czynienia z przekoloryzowaną fikcją, zaś sama historia wyglądała znacznie inaczej. Z drugiej strony osoby oskarżone, właściciele spółki walczą dalej i swoje dobre imię w krakowskim sądzie. Widać tu starą zasadę, że na każdego człowieka znajdzie się paragraf. Smutne jest to, że żyjąc państwie prawa podobne historie zdarzają się wielokrotnie, a pozostawieni sami sobie przedsiębiorcy starają się walczyć z ogromną machiną.

Do samej produkcji nie można się przyczepić. To dobrze zrealizowane kino. Mamy podręcznikowe zarysowanie fabuły, gdzie widać kto jest kim, pojawia się postać nieskorumpowanego dziennikarza będącego rodzajem wybawiciela, a także inne osoby zaplątane w aferę. Mimo tego, że czasem za bardzo wychodzi z filmu jego „telewizyjność” to ogląda się go całkiem nieźle.

ONA:

Bardzo często się zdarza, że siedząc w kinie i czekając na film, podczas oglądania kolejnego trailera, mówimy do siebie „Ooo! To trzeba zobaczyć!”. Niezbyt często się zdarza, żebyśmy takie coś powiedzieli przy okazji polskiego filmu. Takie z nas niepatriotyczne łajzy, chociaż ostatnio dobrze układa nam się z rodzimą kinematografią. I będąc „na fali” stwierdziliśmy, że trzeba obejrzeć „Układ zamknięty”, chociaż wielu znajomych ostrzegało…

I tak, ten film zrobił na mnie wrażenie, chociaż jest to „wrażenie” zupełnie inne, niż w przypadku „Idy” czy „Bogów”. Po prostu jestem przerażona i absolutnie wściekła.

Mówią, że jeśli trzeba, to na każdego znajdzie się odpowiedni paragraf. I tak też było w tym filmie. Trzech przedsiębiorców postanowiło założyć nowy biznes. Są wręcz skazani na sukces. Nic tak nie boli rodaków jak powodzenie innych osób, więc i tym razem musiało być podobnie. Na skutek dość misternie utkanej intrygi, mężczyźni oskarżeni są o udział w  zorganizowanej grupie przestępczej, której celem było wydymanie wielu osób i skarbu państwa na miliony monet. Życie przedsiębiorców z dnia na dzień się skończyło – zamaskowani funkcjonariusze prawa wpadli o świcie do ich domów, skuli ich i doprowadzili przed oblicze sprawiedliwości. Więzienie. I kolejne tragedie, jedna za drugą…

O tej produkcji mogę mówić na dwóch płaszczyznach. Pierwsza to ta filmowa, gdzie mieści się warstwa aktorska i techniczna. Obie – nieco „telewizyjne”, ale na dość względnym poziomie. Aktorzy dobrani są całkiem nieźle, są autentyczni i charakterni. Nieco kuleje warstwa wizualna, bo jest ona bardzo „zwykła”, chociaż ma to swoje plusy i minusu – film przez to staje się bardziej rzeczywisty. I skoro o „rzeczywistości” mowa – historię do niego napisało życie. Coś, co może wydawać się abstrakcyjne, faktycznie miało, ba – ma nadal miejsce. Po seansie nie byłam w stanie przespać całej nocy. Jestem głęboko wstrząśnięta i niebywale poruszona. Jestem przerażona…

Mimo wielu wad i fabuły, która szybko szufladkuje kto w dziele jest dobry, kto zły, mimo lekko stereotypowego podejścia i wyolbrzymiania pewnych sytuacji – to kawał niezłego dzieła, które spełnia jedno z moich najważniejszych kryteriów – daje do myślenia i siedzi w głowie jeszcze długo po seansie. Emocje – tu jest ich ogrom. Od szoku, przez współczucie. Jest też złość oraz niedowierzanie i wątpienie, i to takie najgorsze, najbardziej bolesne, bo w człowieka. Ciągle się zastanawiałam co jeszcze w życiu bohaterów może się spierdzielić i jak bezczelnie „system” w postaci kilku wysoko postawionych osób, które z uporem maniaka postanowiły dojebać głównym bohaterom.

Bardzo starałam się, by napisać tę recenzję bez zbędnych słów, ale to dzieło może wywołać falę powątpiewania w ten kraj, w ten system, w tę władzę. Polecam zagłębić się nieco bardziej w historię, o której opowiada „Układ zamknięty”.