ON:
„Miasteczko South Park” stało się kultowe tak szybko, jak tylko pojawił się pierwszy epizod tego prześmiewczego serialu. Chamski humor, krytyka i komentarze do współczesnych wydarzeń oraz absurdalne dialogi doprowadziły do tego, że miliony fanów na całym świecie śledzą przygody grupki dzieciaków, pochodzących z zapyziałego miasteczka. Nie trzeba było czekać zbyt długo na pełnometrażową wersję serialu. Tak oto w czerwcu 1999 roku w kinach pojawił się „South Park: Bigger, Longer & Uncut”.
Film standardowo skupia się na przygodach Cartmana i spółki. Małolaty chcą skoczyć w niedzielny poranek do kina na niepoprawny film z ukochanymi Terrancem i Phillipem. Problemem jest to, że chłopcy ledwo co odrośli od ziemi, a film ma kategorię „R”. Całe szczęście na pomoc przychodzi lokalny pijaczek, który za flaszkę wódki wprowadza chłopców do kina. Seans filmu „Terrance and Phillip: Asses of Fire” jest doznaniem mistycznym. Chłonne dziecięce umysły bardzo szybko przyswoiły bluzgi wśród, których pojawiają się takie hasła, jak: horse-fucker, shit-face, no i sławetne uncle-fucker. Pokłady nowej wiedzy bardzo szybko wychodzą na jaw w codziennych relacjach z innymi mieszkańcami. Brakuje już w rozmowach dziecięcego polotu, a rzut mięsem budzi nie tylko respekt innych kumpli, ale i zajebiście brzmi.
Gdy rodzice dowiadują się, że ich pociechy zeszły na złą drogę, nie zastanawiają się co mogą zrobić lokalnie, a zaczynają szukać winnych globalnie, czyli Rządu Kanady. Pierwsze wspólne rozmowy pomiędzy dwoma stronami nie przynoszą żadnych rozwiązań, a na dodatek Amerykanie pod przykrywką talk-show aresztują Terrance’a i Phillipa, których chcą publicznie zgładzić. Prawdopodobnie nadchodzi wielka wojna. W międzyczasie ginie Kenny, ale to jest norma. Tyle, że chłopiec trafia do piekła, gdzie sam Lucyfer prowadzi rządy terroru, będąc tak naprawdę marionetką przebywającego w piekle Saddama Husseina.
Oj dzieje się, dzieje. Przeładowana bluzgami historia zachwyci każdego fana serialu „South Park”. Mamy tutaj to wszystko to, co dostajemy w odcinkach tylko, że więcej, dłużej i niepocięte. Oczywiście wysublimowane gusty filmowe zostaną zniesmaczone i zgwałcone przez oko oraz ucho, co może doprowadzić do trwałego kalectwa i permanentnej sraczki. Jeśli więc nie lubicie dowcipu o Żydach, bezdomnych, kupie, rzygach, seksie, dziwach, zwierzętach, śmierci, Jezusie, piekle, kosmitach, poszukiwaniu łechtaczki, itd., to lepiej sobie odpuście.
ONA:
Aż do wczoraj nie obejrzałam pełnometrażowego filmu o kumplach z urokliwej miejscowości, jaką jest South Park. Mimo, że bardzo lubię ten serial, o filmie jakoś ciągle zapominałam. Ale brak został nadrobiony. I wiecie co? Znam tą produkcję na pamięć. Po prostu zdążyłam ją obejrzeć we fragmentach, a film mi to tylko połączył w chronologiczną całość. Niemniej śmiechu i tak było sporo, bo hej – to w końcu „South Park”!
Mamy czwórkę średnio ogarniętych dzieciaków: Stana, Kyle’a, Kenny’ego i Erica. Ich ulubionym zajęciem jest szeroko rozumiane psocenie i pchanie się w kłopoty. Aktualnie za wszelką cenę chcą obejrzeć film w kinie, który absolutnie nie jest skierowany do dzieci. Przy pomocy żulka-menela i kilku drobnych wreszcie lądują przed ekranem, a na nim Terrance i Phillip klną, pierdzą i obrzucają wszystko i wszystkich takimi słowami, że głowa mała. Praktycznie cała widownia z oburzeniem opuszcza kino, ale nie nasza małoletnia czwórka. Dzieciaki są zachwycone chamskimi, wulgarnymi słowami, których zresztą – z miejsca zaczynają używać w życiu codziennym. Gdy reszta ich rówieśników dowiaduje się czego dokonali chłopcy – też postanawiają obejrzeć przygody bohaterów z Kanady. Wkrótce każdy gówniarz zaczyna mówić językiem wprost z rynsztoka. Rodzice i nauczyciele są przerażeni i postanawiają coś z tym zrobić. Pan Mac Mackey uczy ich piosenki, a mama Kyle’a rozpoczyna prawdziwą krucjatę, która najpewniej szybko skończyłaby się wojną i straceniem kanadyjskich aktorów, gdyby nie nasza dzielna czwórka bohaterów… Do tego wszystkiego dochodzi kilka innych wątków: jest Stan, który chce wyrwać Wendy i w tym celu (zgodnie z sugestią Chefa) szuka łechtaczki, jest Szatan, który w piekle romansuje z Husajnem, jest pomysł, by wszystkim dzieciom wszczepić anty-przeklinaniowy chip, no i jak to bywa – umiera Kenny…
Mnie to bawi. Ten żenujący, chamski dowcip, to pierdzenie i naśmiewanie się z wszystkiego i wszystkich, bez żadnej świętości. Najważniejszą rzeczą, niezależnie, czy chcesz obejrzeć film, czy któryś z odcinków, jest dystans, bo inaczej prędzej czy później każdy będzie czuł się obrażony, a tu nie o to chodzi. Ja totalnie przepadam za tymi chłopcami, a ich przygody mnie porywają. Uwielbiam każdego bohatera, a wszelkie smaczki, które fundowane są nam przez twórców, sprawiają, że dla fanów każda forma kontaktu z postaciami będzie prawdziwą przyjemnością.
To nie jest „bajka” dla dzieci. To produkcja dla dorosłego widza, który ma dystans i taki poziom poczucia humoru, że go to nie oburzy. Osobom, które mają tendencje do „zapowietrzania się” – polecam Simpsonów.
