Marudzenie – blog popkulturowy

Piszemy o popkulturze – grach, filmach, książkach i muzyce

Baner FILMY RECENZJA

The Confirmation

ONA:

Za każdym dzieckiem z pokopaną przeszłością, stoi jakiś dorosły. Z tego pocharatanego dziecka też wyrośnie kiedyś dorosły. To napędzająca się machina, która zdaje się nie mieć końca. Nie da się tak łatwo wcisnąć „Stop”, by ją zahamować. Ale to da się zrobić.

O odbudowie relacji opowiada bardzo sympatyczny, ciepły i taki podnoszący na duchu film Boba Nelsona, pt. „The Confirmation”. To dzieło o tym jak stający na nogi mężczyzna – Walt (Clive Owen) ratuje to, co zostało pomiędzy nim a jego synem, Anthony’m (Jeaden Lieberher). Walt wychodzi z alkoholowego uzależnienia. Idzie mu różnie, ale podobno same dobre chęci są mega ważne i wiele znaczą. Panowie mają spędzić razem weekend. Oczywiście, wynika z tego wiele sytuacji. Jedne są zabawne, a inne wręcz dramatyczne. Obaj muszą nauczyć się żyć ze sobą jeszcze raz. Być może to ten ostatni raz, ale trzeba walczyć. A najgorsze jest to, że wystarczy jeden nieostrożny ruch, by wszystko runęło jak domek z kart.

„The Confirmation” to jeden z tych ciepłych filmów, które potrafią uratować dzień. Wracasz do domu, urobiony po łokcie, zmęczony, wściekły. Chcesz coś zjeść i zdechnąć na kanapie, starając się nie myśleć, nie analizować. Chcesz odciąć się. Więc jeśli pod to szukasz kompana, to ten film będzie świetnym wyborem. Jest ciepły, uroczy, budzi emocje, ale nie naraża na okrutny szloch, którego nie da się opanować. Poza tym Clive Owen daje radę zarówno jako drań, który wpieprzył się w uzależnienie, jak i tato, który marzy o dobrych kontaktach ze swoim synem.

No cóż – temat niby oklepany, wałkowany wiele razy, a jednak można było z niego wydusić jeszcze więcej.
W skrócie? Dobry, uroczy film.

ON:

Po raz kolejny słodko-gorzka opowieść obyczajowa została zaklasyfikowana do gatunku zwanego komedią. Małe miasteczko, brak perspektyw i codzienność, która pokazuje nam, że będzie tylko gorzej – to podwaliny pod “The Confirmation”. Kolejne minuty pokazują nam, że wiele się już tutaj nie będzie działo. Pretekstem do popchnięcia historii do przodu jest zniknięcie pewnej skrzynki z narzędziami, która jest ważna dla Walta, cieśli z problemem alkoholowym. Jego syn, który akurat w ten weekend musi przebywać z ojcem, odbędzie z nim podróż, która zmieni ich wzajemne relacje.

W tym filmie jest chyba wszystkiego po trochu. Kryzys wiary, problemy alkoholowe, kryzysy w związkach, walka o siebie każdego dnia. To też pewne spojrzenie na świat z dwóch różnych perspektyw. Jedna należy do Allena, który dość łatwo adaptuje się do otaczających go realiów, druga to ta, którą ogarnia Walt. Jego przestarzałe zasady często przynoszą więcej szkód, niż pożytku.

“The Confirmation” nie zaskakuje, nie zachwyca nie sprawia, że serce bije mocniej. Clive Owen po prostu jest, gra, ale także nie rzuca na kolana. Całość miałka i przewidywalna. Takich filmów było już po prostu wiele.