ONA:

Spodziewałam się czegoś dużo gorszego… Tymczasem dostałam całkiem spoko kino akcji, z rozpiździelem, zwrotami, z emocjami. I wszystko byłoby super gdyby nie to, że nie mam nastu lat.

Niestety, dla mnie ta produkcja była skrajnie sztampowa, a fabuła leciała jak po sznurku. Gdyby mój pies potrafił mówić, ciagle by przewidywała co następnie się stanie. To strasznie oczywista produkcja, która przez to ogromnie traci.

Wszystko tu jest klasycznie proste: historia z atakiem obcych, jak krok po kroku niszczą ludzkość, wątek rodzinny, bo przecież matka lekarka musi umrzeć (ups, spoiler), młodszy brat musi zaginąć (ups, znowu to zrobiłam), a ojciec.. Dobra, daruję sobie. Musi być jakiś badass, musi być wojsko, które z jakiegoś powodu normalnie funkcjonuje, np. porusza się pojazdami, chociaż wszystkie inne zostały zniszczone. Musi być ktoś wredny, kto koniec końców wyciąga pomocną dłoń, no i oczywiście – musi być wątek romantyczno-miłosny. Do porzygu słodki.

No ale obejrzałam. Z biedą, z narastającą irytacja, nawet z kilkoma wybuchami szyderczego śmiechu, ale to nie jest bardzo tragiczny film. Można podsunąć go nastolatkowi.

ON:

Kilka lat temu zrodziła się moda na książki nazywane Young Adult (YA). Chociaż trend ten pojawił się w literaturze dużo wcześniej, to dopiero teraz przeżywa on niesamowity renesans. „Saga Zmierzch”, „Igrzyska śmierci”, „Więzień labiryntu”, to tylko kilka z pozycji, które weszły na salony literatury i kinematografii.

Ostatnio w kinach pojawiła się „Piąta fala” – kolejna filmowa opowieść bazująca na książce zaliczającej się do YA. Po raz kolejny powiela ona schematy, które katowane są w tego typu historiach. W tym przypadku tłem wydarzeń jest inwazja obcych istot na naszą planetę. Atak ten podzielony jest na poszczególne etapy, zwane falami. My będziemy mieli okazję obejrzeć każdą z nich, także tą tytułową.

Gdybym miał kilkanaście lat, to pewnie sikałbym pod siebie oglądając „Piątą falę”. Niestety, mam 36 wiosen i zmagając się z tym dziełem miałem wrażenie, że zalicza się ono do najgorszego sortu filmów dla młodzieży. Jest wątek zdrady, pierwszej miłości, mamy kino drogi, jest trochę o dojrzewaniu, podejmowaniu ważnych decyzji, jest przyjaźń, nienawiść i inne bla, bla, bla rzeczy. Tak naprawdę wystarczy wziąć wcześniej przygotowany szablon i wrzucić do niego kilka postaci, osadzić je w ekstremalnej sytuacji i gotowe.

Siedziałem, oglądałem i oczom własnym nie wierzyłem. Bo przewidywałem każdy ruch, każdą scenę, zachowanie każdej z postaci. Wiedziałem co stanie się z misiem, jak zakończy się spotkanie z nieznajomych, do czego doprowadzą negocjacje z dorosłymi i kto tak naprawdę jest największym wrogiem. Przebrnąłem przez to dzieło, doczekałem do końca i przewidziałem też to, że będzie kontynuacja, bo takie historie najlepiej sprzedawać w 3 częściach. Hajs musi się przecież zgadzać.

Dla mnie ten film to strata czasu. Nie wnosi nic nowego do gatunku, jest drętwy i oklepany. Ja obejrzałem, a Wy raczej możecie odpuścić.