
Gry-horrory coraz częściej pojawiają się na konsolach i komputerach. Trzeba przyznać też, że są one coraz lepsze i coraz straszniejsze. Część z nich, jak np. „Layers of Fear”, nie wywołuje bardzo silnych emocji, ale są też takie, które sprawiają, że granie w ciemnym pokoju ze słuchawkami na uszach może doprowadzić do palpitacji serca. Debiutancki „Narcosis” ze studia Honor Code możemy zaliczyć do tej drugiej grupy. Wszystko za sprawą gęstego jak smoła klimatu.
Narcosis – recenzja
2017 odyseja podwodna
Gdzieś na dnie oceanu znajduje się stacja Oceanova. Jej załoga zajmowała się wydobywaniem złóż metanu. Wszystko szło sprawnie do czasu, gdy w niewielkiej odległości od kompleksu nastąpił wstrząs sejsmiczny, który doprowadził do uszkodzenia podwodnych budynków. Nasz bohater jest jednym z ocalałych; samotnie przemierza on zalane korytarze i szuka innych rozbitków, którzy mogli ocaleć z katastrofy.

Najmocniejszą stroną tej gry jest właśnie historia. Scenariusz, który serwują nam twórcy, jest naprawdę wciągający i czasem przyprawia o ciary na plecach. Nasz narrator opowiada o tym, co się wydarzyło na stacji, opisuje członków załogi, rozkłada na elementy pierwsze ludzkie strachy i emocje. Ostatnia scena z gry to naprawdę majstersztyk. Wszystko buduje odpowiednią atmosferę grozy i strachu. Dodatkowo, przemierzając podmorskie korytarze, cały czas mamy ograniczoną widoczność z racji tego, że przebywamy w skafandrze EVA. Poruszanie się w nim jest toporne, czuć, że jest to ogromne, ciężkie bydlę, które musi wytrzymać zabójcze ciśnienie.
Mrok
Graficznie „Narcosis” nie jest dziełem sztuki, ale nie jest to brzydka gra. Głębiny są ciemne, czasem rozświetlone odrobiną światła bijącego ze skafandra. Lokacje są dopracowane, całość ma swój klimat, który pasuje do gry. Wspomniany skafander ogranicza naszą widoczność, sprawia, że czujemy się jak w pudełku. Klaustrofobiczne klimaty, dosłownie. Oczywiście nie można zapominać o poziomie tlenu, bo ten bardzo szybko ucieka. Całe szczęście twórcy nie skąpili kolejnych butli i miejsc, gdzie można go odzyskać, dzięki czemu nawet wtedy, gdy trochę pobłądzimy, to zostaje nam chwila na uzupełnienie drogocennego powietrza.

Nie za długo
Jeden z minusów tego tytułu to jego długość. Na upartego na speedrunie możemy go ukończyć w 2h, bawiąc się w spokojne przejście i zbieranie znajdziek czas ten może się wydłużyć dwukrotnie. Nie jest to dużo, szczególnie, gdy w samej grze nie ma intensywnej akcji. Jednak wszystkie te bolączki można wybaczyć, ponieważ klimat naprawdę miażdży.

„Narcosis” nie jest produkcją z najwyższej półki, ale w swojej kategorii radzi sobie świetnie. Jest to pozycja obowiązkowa dla każdego fana horroru, gdyż „na tej półce” dziecko studia Honor Code radzi sobie naprawdę nieźle.
