Marudzenie – blog popkulturowy

Piszemy o popkulturze – grach, filmach, książkach i muzyce

Baner KSIĄŻKI RECENZJA

Paweł Majka – “Pokój Światów”

ON:

Paweł Majka swoim „Pokojem Światów” wbił się dość ostro na salony polskiej fantastyki. Nie jest to dziwne, bowiem mamy do czynienia z bardzo dobrą powieścią. Chyba jej największą bolączką jest przesyt, koloryt, którego nie wszyscy będą wstanie znieść i wytrzymać. Znam osoby, które nie zdzierżyły początku, bowiem był zbyt przekombinowany, a tej kombinatoryki w dalszej części tejże opowieści jest jeszcze więcej.

Gdzieś tam w przyszłości/przeszłości Ziemię atakują Marsjanie. Nie są oni jednak małymi, szarymi ludzikami, nie mają także zwykłych działek laserowych, którymi wykończą ludzi. Ich niesamowita broń, nazwana mitbombami, zderzyła się z powierzchnią Ziemi. Mitbomby uwalniają i materializują wszelkie ludzkie wierzenia, a na ziemskim globie jest ich przecież tysiące, jak i nie miliony. Mitbomby doprowadziły do wydarzeń, które nie były zaplanowane chyba przez nikogo. Można by powiedzieć, że nastała mała apokalipsa, a najeźdźcy musieli nawiązać kontakt z podbijaną rasą i dość do porozumiana. Wszystko dlatego, że po ulicach zaczęli przechadzać się prastarzy bogowie, strzygi, demony i cała masa stworów i postaci, które znane były tylko z opowieści i bajań. Majka postanawia zamknąć się tylko w naszym rodzimym kręgu znanych postaci. Wszystko poznajemy jednak stopniowo. Autor dawkuje nam wiedzę i pozwala krok po kroku zapoznać się z wydarzeniami i napotkanymi stworami.

Melizzath’l Nowakowski jest jednym z Marsjan, którzy chcieli podbić naszą planetę. Teraz, nie mając większego wyjścia, musi się zasymilować. Zebrał także środki na pewną wyprawę. Ma ona wyruszyć na wschód i odnaleźć jedyny ocalały marsjański statek. W podróż wysyła grupę dość ciekawą. Znajduje się w niej nasz główny bohater, czy też antybohater, to niejaki Mirosław Kutrzeba, którego ciało zamieszkuje pewna zmora, która nie pozwala mu zapomnieć o zemście. Poza nim w teamie jest ślepy bóg Szuler Losu, cyganka Sara, olbrzym Burzymur i niejaki Jasiek. Tak naprawdę nikt z nich nie wie, co będzie się działo, jak będzie wyglądała najbliższa przyszłość, nikt poza Kutrzebą i samym autorem. Cała wyprawa jest dziwna, a nawet dziwaczna, czasami nie wszystko wydaje się takie, jakim być powinno, ale mity rządzą się własnymi prawami.

Majka napisał książkę dziwną, to trochę taki groch z kapustą, ale dobrze doprawiony i smaczny. Jego świat jest w miarę spójny, postacie inne, niż w znanych książkach, a wyprawa po wrak bywa zaskakująca. Czego chcieć więcej? „Pokój Światów” to jedna z tych książek, które czytają się same. Warto poświęcić jej trochę uwagi. Pamiętajcie przebrnijcie przez pierwsze 2-3 rozdziały.