ONA:

Ten wpis miał być zupełnie inny, niż będzie. Miałam kpić z macierzyństwa, rodzicielstwa, zmianie mózgu w przepełnionego pampersa, gdy tylko mały berbeć zaznaczy swoją obecność na teście ciążowym, ale odpuszczę. Ale dlaczego chciałam to w ogóle pisać? Ponieważ nie muszę oglądać bajek. Nie muszę być na bieżąco z każdą produkcją, która tylko pojawi się na dużym i małym ekranie, od Ciekawskiego Dżordża, po Księżniczkę, która kumplowała się z żabą. Wybieram tylko te pozycje, które chcę. I na wieczór wybrałam właśnie to…

Zastanawialiście się kiedyś jak wyglądał typowy dzień prehistorycznego człowieka? O której wstawał? Ścielił posłanie, jadł śniadanie, a potem próbował przeżyć? Jak wyglądała jego rozrywka? Miał hobby? Chodził na randki? Chris Sanders („Jak wytresować smoka”) i Kirk De Micco połączyli siły i dali nam namiastkę życia rodzinnego z zamierzchłych czasów w swojej ostatniej produkcji, w animacji „Krudowie”. Tytułowa rodzinka mieszka sobie w jaskini, w erze, kiedy kontynenty były jedną, wielką całością. Głową rodziny jest typowy neandertal: silny i nieco przygłupawy Grug, który najbardziej na świecie boi się ciemności i nowości. Ale jest oddany swojej familii bez dwóch zdań. Razem z żoną dorobili się trójki dzieci: dwóch córek i syna. Najmłodsza pociecha jest humanoidalną formą tego psa, z ogłoszeń o wściekliźnie, synuś jest totalną pierdołą, ale starsza córka – Eep – to jest dopiero ziółko. Dziewczyna jest totalnym przeciwieństwem swojego ojca, jest ciekawska, interesuje ją dosłownie cały świat, czym podbija tylko konflikt z ojcem. Eep chce poznać to wszystko, co widzi, czego nie widzi, co rozumie i czego nie rozumie. Całą rodzinkę dopełnia rezolutna babcia. Wtem! W życiu Krudów pojawia się małe zamieszanie, w postaci uroczego i roztropnego Guy’a, który nie dość, że potrafi użyć głowy, to jeszcze jest spragniony poznawania świata. Okiełznał już ogień, nosi prowizoryczne buty i jest klasycznym przykładem na to, że rozum jest potężniejszą bronią niż siła (ku niezadowoleniu Gruga). Oczywiście, pomiędzy młodymi dość szybko zaczyna iskrzyć, ale żeby skomplikować całą fabułę na maksa – świat się kończy.

Największą zaletą tej bajki jest to, że autentycznie śmieszy – przede wszystkim dorosłych. Dzieci będą chichotać, ale to starsi zaczną rżeć widząc i słysząc teksty, które lecą do nas i których przeciętny brzdąc i tak nie ogarnie (uwielbiam takie baje). Całość podbita jest przepiękną animacją, która cieszy oko i sprawia, że otwieramy pysiaki z niedowierzaniem, że coś takiego mogło zostać stworzone. Najmniejsze szczególiki są dopracowane dokładnie, a wizje >tamtego< świata – zachwycają kreatywnością. Animacja ma świetne tempo, nic się nie ciągnie, ani nie nudzi. Świetna pozycja dla dzieci: i małych, i tych większych.

ON:

Wariacji na temat tego, co działo się w epoce lodowcowej, jak wyglądały czasy jaskiniowe było w kinie już wiele. Filmy i animacje, które w mniej lub bardziej barwny sposób opisywały prehistorię, pojawiają się od dawna. Na początku roku miała miejsce kolejna premiera „prehistorycznego tytułu” – była to bajka pod tytułem „Krudowie”.

Ten naprawdę ślicznie animowany film wkradł się w łaski widzów na całym świecie i dość ostro namieszał na listach premier. Nie ma się, co dziwić, gdyż mamy do czynienia z idealnym zestawieniem, którego czasem brak we współczesnych animacjach. Mowa tu o dobrym połączeniu opowieści dla dzieciaków i dorosłych. Wiadomo bowiem, że na takie baje idą przeważnie rodzice z dziećmi. Dzieciaki się śmieją, a wapno wypala się z nudów. W tym przypadku mamy starą dobrą szkołę, znaną z „Iniemamocnych”, czy „Epoki Lodowcowej”. Scenarzyści przygotowali historię rodziny jaskiniowców, tytułowych Krudów, którzy nie są za bystrzy. Ojciec neandertal, matka neandertal, właściwie wszyscy to takie trochę bardziej ogarnięte małpy. W dzień polowanie, w nocy spanie w ciemnej jaskini. Wiadomo – noc jest niebezpieczna i można ZGINĄĆ! Jedyną osobą, która jest ciut inna w tej rodzinie, jest córka – niejaka Eep. Dziewczyna jest ciekawa świata, zastanawia się nad sensem istnienia, nad tym co jest dalej, nie tylko w pobliżu jaskini. Ta ciekawość wyciąga ją w nocy z pieczary, prosto w objęcia ogarniętego, mającego głowę pełną pomysłów Guy’a. Chłopak wyprzeda Krudów o jakieś dwie dekady pod względem intelektualnym i manualnym. Ma buty, spodnie, Belt zrobiony z leniwca (czy co to za cholera jest), ale najważniejsze to, że potrafi rozniecić ogień i jest świadom zmian zachodzących na planecie ziemia.

Od początku coś iskrzy pomiędzy Eep i Guy’em. Tyle, że chłopak nie ma zamiaru się kręcić w pobliżu, tylko pomyka dalej, gdyż ziemia trzęsie się tutaj coraz to częściej. Po nocnym spotkaniu czar pryska bardzo szybko, bowiem nadpobudliwy i nadgorliwy tatuś zaczął szukać swojej córy. Dziewczyna stara się opowiedzieć wszystkim, że zbliża się niebezpieczeństwo, ale nikt nie chce jej słuchać. Szczególnie ojciec, który buduje swój autorytet na zakazach i strachu grupy przed nieznanym. Los jednak chce aby drogi Guy’a i Krudów znów się zeszły.

Jest wesoło, jest też trochę strasznie, ale koniec końców bardzo lekko. To fantastyczny odstresowywacz, bajka, która można odpalić po długim dniu i pośmiać się z przygód nie do końca rozwiniętej rodziny (swoją drogą babcia i Belt rządzą). Sympatyczne.