ONA:
Są tacy aktorzy, którzy za młodu nie raz pokazali charakterek, a po latach okazali się jeszcze bardziej charakterni, chociaż nieco inaczej. Potrafią przykuć do ekranu, skupiają całą uwagę na sobie, są przystojni, a zmarszczki i srebrzyste włosy dodają im zadziorności. Robert Downey Jr. po tym jak porzucił Ally McBeal i kokainę, odnalazł się w świecie sarkastycznych i inteligentnych ról. Charlie Sheen niczego nie porzucał, a zrobił z tego wszystkiego, co dzieje się w jego życiu, swoją cechę charakterystyczną. Mimo jego uzależnień i tak jest kochany. A co u Seana Penna? Po latach tłuczenia i zdradzania Madonny, skakania z kwiatka na kwiatek, chlania i ćpania – trochę się uspokoił. Kto wie, może to Charlize Theron ma na niego taki dobry wpływ? Ale jedno jest pewne – cokolwiek nie robił, to i tak miał wyjątkowego nosa do filmów, w których grał, a z czasem i reżyserował (np. „Into the wild”). W swojej karierze zdobył dwa Oscary, między innymi za genialną rolę w „Obywatel Milk” (inne filmy z tym aktorem, które zrecenzowaliśmy, znajdziecie tu, tu i tu). Dziś ma 54 lata, ale nie dość, że wcale tego po nim nie widać, to jeszcze zdaje się być jak to wino, ze znanego porzekadła. Mniam!
W swoim ostatnim filmie „Gunman: Odkupienie”, Penn wciela się w rolę szpiega, który wykonuje pod przykrywką pewne „działania”. Niby wierci studnie w jakieś afrykańskiej dziurze, a tak naprawdę, sterowany przez swoją „firmę” – robi zamęt. Na przykład zabija ministra górnictwa, który sieje ferment. Po tym wydarzeniu musi zniknąć. Musi zostawić całe swoje dotychczasowe życie i zgodnie ze zleceniem przełożonego – Felixa (Javier Bardem), rozpuścić się jak cukier w szklance gorącej herbaty. Po 8 latach względny spokój naszego bohatera zostaje zmącony. Ktoś na niego czyha. Musi się zatem dowiedzieć kto i dlaczego. Łącząc po kolei punkty, mieszające jego przeszłość i teraźniejszość, dowiaduje się m.in., że Felix położył łapę na jego ukochanej Annie, a dwoje pozostałych kumpli „z pracy” – gryzie glebę. Został sam. Sam, za to coraz bardziej wkurwiony. Musi dojść do tego kto go wrabia, komu przeszkadza, kto chce jego śmierci. I bardzo, ale to bardzo się zdziwi, kiedy połączy wszystkie kropki…
Zacznę od banału: uwielbiam, gdy filmy tego typu dzieją się na starym kontynencie. W tym przypadku – głównie w Barcelonie, dzięki czemu mój zmysł estetyczny jest przyjemnie łechtany nie tylko przez pana Seana, ale i przez widoki, sztukę, architekturę. Klimat – wyjątkowy. Malownicze pejzaże, piękne domy, stary, ale zadbany samochód – wszystko piękne i przy okazji będące zupełną odskocznią od tego, co wyprawiają bohaterowie. A co się dzieje? Standardowo: mordobicie i strzelanki, i to w wykonaniu najlepiej wyszkolonych fachowców. Przyznam szczerze, że pod tym względem ten film jest bardzo satysfakcjonujący. Panowie leją się jak przystało na morderców, a nie na dwie dupy na wiejskiej potańcówce, które szarpią się tak, że aż tipsy i doczepy latają. Poza tym – przy tych wszystkich akcjach mamy wyjątkową okazje, by zobaczyć coraz bardziej naprężone mięśnie, więc panie powinny być zadowolone. Plus historia, jaką zaserwowali nam twórcy, faktycznie jest sensowna, wciąga i porywa. Nie ma tu jakiś wyjątkowych zwrotów akcji, ba – wręcz wszystko płynie bardzo szablonowo, ale i tak jest napięcie.
Podsumowując: „Gunman” to świetne, sensacyjne kino, warte uwagi.
ON:
Muszę przyznać, że Paulina zrobiła mi wieczór, wyciągając mnie do kina na „Gunman: Odkupienie”. Idąc na seans zupełnie nie wiedziałem czego się spodziewać. Nastawiłem się na średniej jakości kino akcji, a okazało się, że dostałem przepełniony adrenaliną, trzymający w napięciu obraz. Nie ukrywam – tego mi trzeba było!
Za reżyserię tego francusko-hiszpańskiego dzieła odpowiada Pierre Morel, znany z „Uprowadzonej” oraz „13 Dzielnicy”, czyli filmów wypełnionych pościgami, strzelaninami i akcją. Świetnym pomysłem jest także umiejscowienie akcji w Europie, co zmienia zupełnie punkt widzenia na tego typu obrazy. Pościgi nie dzieją się w podzielonej na kwartały zabudowie, a pomiędzy wąskimi uliczkami europejskich miast. Klimat takich historii jest zupełnie inny, mniej hollywoodzki, ale nadal bardzo dobry.
Terrier jest najemnikiem. Facetem, który wraz z podobnymi do niego, za kasę robi bardzo dużo. W chwili obecnej współpracuje z międzynarodową spółką, która pod przykrywką działalności humanitarnej w Afryce, stara się realizować swoje projekty, które nie zawsze są legalne. Najemnik współpracuje z innymi, takimi jak on. Najbliżsi to jednak Cox i Felix. Ten drugi kocha się w ukochanej Terriera, Annie i zrobiłby wszystko, aby dorwać się do jej gorących ud. Okazuje się, że i na to nadarzy się okazja. Najnowsze zlecenie wymaga od „strzelca” opuszczenia Czarnego Kontynentu. Felix wybiera na cyngla Terriera. Zgadnijcie dlaczego.
Mija 8 lat. Terrier wraca do Afryki i pracuje przy budowie studni dla lokalnej ludności. Ciężkie czasy wymagają od akcji humanitarnych odpowiedniego zabezpieczenia. Najemnik nie ujawnia swoich umiejętności do czasu, gdy pewnego dnia w miejscu gdzie pracuje, pojawia się trzech zakapiorów, którzy chcą go wykończyć. Chyba ktoś jednak zapomniał, że ten facet to były agent, który zjadał takich bandziorków na śniadanie. Trójka szybko odeszła w niepamięć. Pojawił się jednak inny problem. Komu zależało na śmierci „strzelca”? Czy ma to coś wspólnego z wydarzeniami sprzed lat?
„Gunman: Odkupienie” trwa dwie godziny i nie ma tutaj ani chwili wytchnienia. To bardzo krwawe kino, pokazujące jeden ważny problem współczesnego świata. Wielkie pieniądze napędzają korporacje, a ci co siedzą na najwyższych krzesłach, są praktycznie bezkarni. Chyba, że znajdzie się ktoś, kto czasem powie „dość”!
