ON:

No to mamy nasze amerykańskie ciasteczko 13 lat później. Gdzieś przeczytałem, że to jest kino 30 – 40 latków,  rozprawiających się ze swoją młodością. Coś w tym jest. Ostatnio w kinach pojawiło się kilka filmów, a dokładnie komedii, które pokazywały ludzi dojrzałych, powracających do tego co było albo starających się wrócić. Podobnie jest w AP:R – dobrze znanym Jimowi, Chrisowi, Kevinowi, Finchowi i Stiflerowi dorosłe życie dało się we znaki. Dla jednych niby bajeczne, dla innych tragiczne. Ogólnie wszyscy mają kłopoty mniejsze lub większe, w tym kłopotliwym życiu ktoś wpada na pomysł zjazdu, na którym zobaczymy co komu było w życiu dane. Pomysł genialny i prosty. Scenarzyści zaserwowali nam szereg skeczy i żartów, które nie są może wysublimowane, ale potrafiły nas rozśmieszyć do łez. Nie ma chyba sensu opisywać filmu scena po scenie, bo jest to uczta, którą każdy powinien delektować się sam.

Z filmu wynoszę dodatkową rzecz. Posiadanie dzieciaków skutecznie psuje życie uczuciowe, sexualne oraz imprezy. Jest to tylko potwierdzenie czegoś co w życiu codziennym widzę wśród znajomych. Każdy z nich, mówi że posiadanie dziecka to wielkie szczęście, a później słyszę: „nie wysypiamy się, a wyprawka kosztuje tyle i tyle, nie wpadniemy bo nie mamy z kim dzieciaków zostawić”. Trochę jak w “Sex and the city” wtajemniczeni na pewno wiedzą o czym mówie. Chodzi mi o odcinek z butami od Monolo – A Women’s right to shoes.

Dla mnie nadal posiadanie dziecka to nie szczęście, to kula u nogi.

Tak czy inaczej odbiegam od tematu samego filmu. Myślę, że jest to najlepsza część serii American Pie. Ale najlepiej niech każdy skoczy do kina i przekona się o tym sam.

ONA:

‘Zjazd absolwentów’ okazał się absolutnym strzałem w dziesiątkę, na środowy wieczór chill out’u.

Jestem z pokolenia, które ‘dojrzewało’ razem z bohaterami serii American Pie. Z wielką radością zobaczyłam zapowiedzi ostatniej części. Kurcze, to w końcu skomasowana ilość emocji z młodzieńczych lat, w jednym zastrzyku!

Tak, najwidoczniej śmieszy mnie taki humor, ale solidnie rechotałam od pierwszych scen. I momentalnie do mnie wróciły wszystkie wspomnienia z gimnazjum i liceum, aż poczułam tęsknotę za moimi przyjaciółmi z tamtych czasów.

Plus, polecam zostać na chwilę dłużej, niż zrywać się zaraz, gdy pojawią się napisy końcowe.