Marudzenie – blog popkulturowy

Piszemy o popkulturze – grach, filmach, książkach i muzyce

Baner GRY RECENZJA

Bound – recenzja

marudzenie Bound - recenzja

„Bound” to kolejny tytuł, który wykracza poza normalne rozumienie gry jako “gry”. Niby jest to zręcznościowa platformówka, ale jednocześnie jest to niedopowiedziana opowieść o zagrożonym królestwie i pewnej rodzinie. Tytuł ten zasługuje na uwagę jednak z innego powodu. To gra z rodzaju tych pięknych, gdzie prostota łączy się z artyzmem, a ruchy naszej postaci są wprost niesamowite. To właśnie taniec jest czymś, co napędza tę grę. Bound – recenzja

Twórcy „Bound” znani są z czegoś, co nosi nazwę „Linger in Shadows”. Piszę “czegoś”, bo trudno nazwać ten projekt grą. Potem stworzyli „Daturę”, która rynku nie zawojowała, ale potem przyszedł czas na opisywaną dziś produkcję.

Zabawę zaczynamy w momencie, gdy krainie składającej się z brył i wektorów zagraża wielkie niebezpieczeństwo. Królowa, która włada tym światem, prosi swoją córkę, by ta odszukała kolosa, gdyż może on pomóc w uratowaniu świata. Zaczyna się więc nasza przepełniona pląsami podróż. Historia, jaką opowiadają producenci, ma kilka warstw, które się ze sobą przeplatają, tańczą jak bohaterka gry. Poza światem wektorów, gdzie przyjdzie nam pląsać, pojawia się świat rzeczywisty, w którym żyje kobieta w ciąży. Posiada ona pewien zeszyt pełen rysunków, a większość czasu spędza wokół domku na plaży. Nie będę zdradzał więcej szczegółów, zepsułbym bowiem zabawę. Fabuła jest tu jednak dużo bardziej czytelna niż ta w „Journey” lub „Abzu”. Warto zwrócić też uwagę na to, że w przypadku tej produkcji ważna jest całość historii, dzięki czemu nie mamy odgórnie wytyczonej ścieżki gry i możemy przetańczyć kolejne plansze w dowolnej, wybranej przez nas kolejności. Ekipie Plastic udało się zrobić coś niezwykłego, a mianowicie włożyli oni w grę niesamowity ogrom emocji. Poznając tę historię, naprawdę czujemy smutek, radość, zagubienie. Te uczucia pojawiają się wraz z naszą podróżą.

Bound - recenzja marudzenie

Wspominałem o niesamowitej warstwie wizualnej. To inny rodzaj wektorów, inna grafika niż ta z przytaczanych wcześniej gier, ale pozostaje ona w pewnym spójnym klimacie. Dodatkowo, w Bound dostępny jest tryb foto, który pozwala na tworzenie własnych grafik, zdjęć i zrzutów ekranu, które potem można swobodnie zapisać, np. jako tło pulpitu na naszym komputerze. Naprawdę warto to zrobić, gdyż niektóre ujęcia to istne cudeńka.

„Bound” to gra krótka, można ją bowiem ukończyć w 3-5 godzin, ale spędzony przy niej czas nie może zostać uznany za stracony. To piękna podróż, pełna wyjątkowych efektów i emocji, kolejne małe dzieło sztuki i na dodatek z polskim akcentem. Warto.

Bound – recenzja